
MEN w związku z epidemią zarządził obowiązkowe nauczenie zdalne od 25 marca. Systemy szkolne nie wytrzymały nawet jednego dnia.
„Niektóre elektroniczne narzędzia, z których korzystają szkoły, nauczyciele, pracownicy szkół, uczniowie i rodzice, nie wytrzymują obciążenia spowodowanego wprowadzeniem obowiązku nauczania online” – informuje gazeta.pl w oparciu o wiadomości od swoich czytelników.
Źle funkcjonujące systemy to m.in. Vulcan czy dziennik Uonet+. Jako, że informacja pochodzi z portalu należącego do Agory – medium raczej nieprzychylnego rządowi – można by ją traktować z rezerwą. Informacje potwierdza jednak Jan Koziarski z Vulcan sp. z o.o.
– W naszym systemie lawinowo wzrosła np. ilość wiadomości wewnętrznych. Nasze serwery obsługują ich miliony. Mówimy o wzroście dziesięciokrotnym – mówi.
To dopiero pierwszy dzień…
– Od 25 marca nauczyciele będą mieli obowiązek realizowania podstawy programowej za pomocą nauczania na odległość – informował szef MEN. Tym samym zarządzenia rządu wynikające ze stanu epidemii w Polsce zostały formalnie wprowadzone.
Podstawa programowa przez Internet
– Za pośrednictwem internetu możliwe będzie wystawianie ocen i sprawdzanie wiedzy. Mam apel do nauczycieli, żeby zważali na to, jak dużą porcję wiedzy próbują przekazać. Trzeba brać pod uwagę to, że nie każdy ma nowoczesny komputer i szybki internet. I to, że w jednym gospodarstwie może kilka osób korzystać z tego jednego komputera. Ale jesteśmy w stanie rewolucję tę technologiczną przyspieszyć – zapewniał szef MEN.
Jak się okazuje systemy szkolne nie były jednak gotowe na zdalne nauczanie.
Źródło: gazeta.pl, Nczas.com