Koronawirus. Macron się nie obroni? Francuzi oskarżają go o ukrywanie prawdy o epidemii

Para prezydencka - Brigitte i Emmanuel Macron bierze udział w wyborach lokalnych. Zdjęcie: EPA/PASCAL ROSSIGNOL / POOL MAXPPP OUT Dostawca: PAP/EPA.
Władze Francji jeszcze w poprzednia niedzielę przeprowadziły wybory samorządowe. Para prezydencka - Brigitte i Emmanuel Macron Zdjęcie: EPA/PASCAL ROSSIGNOL / POOL MAXPPP OUT Dostawca: PAP/EPA.

W mediach społecznościowych i prasie rośnie krytyka podejścia władz do walki z koronawirusem. Internauci pod popularnym hashtagiem #oniwiedzieli zarzucają rządzącym ukrywanie skali zagrożenia i że sami poddawali się testom, których odmawiają obywatelom.

Tym krytykom przeciwstawia się redakcyjny komentarz we wtorkowym „Le Monde”. Jego autorzy utrzymują, że „w światowej walce przeciw pandemii żaden rząd nie ma magicznej recepty” i że „wobec prędkości rozprzestrzeniania się epidemii władze mają tylko jedną pewność – kiedy wirus zaczyna uderzać, to sytuacja musi się pogorszyć”.

Jean Leonetti, mer miasta Antibes (Lazurowe Wybrzeże) i b. przewodniczący partii Republikanie, a z zawodu kardiolog, twierdzi we wtorkowym numerze dziennika „L’Opinion”, że „zdrowie jest ważnym elementem decyzji politycznej, ale nie może być elementem jedynym”.

Jego zdaniem, podczas kryzysu sanitarnego, takiego jak epidemia Covid-19, konieczne jest zachowanie spokoju, spójność deklaracji i koordynacja działań. Polityk zarzuca rządowi, że w jego posunięciach zabrakło tych trzech elementów.

– Ponieważ medycyna i polityka, to nie są nauki ścisłe i naukowcy mają różnorodne opinie w sprawie postępowania z koronawirusem, politycy podejmować muszą decyzje, pamiętając, że będą one miały konsekwencje społeczne, ekonomiczne i prawne – twierdzi dr Leonetti.

– Iskierka starczyła, by buchnął niedogaszony ogień Żółtych Kamizelek – komentuje z kolei Charles Sapin we wtorkowym dzienniku „Le Figaro”. Tą iskierką, a raczej „kanistrem benzyny”, był, według niego, zeszłotygodniowy wywiad b. minister zdrowia Agnes Buzyn, która wyznała, że już w styczniu uprzedziła prezydenta i premiera o rozmiarach zagrożenia, jakim jest epidemia koronawirusa.

„Francja plebejska” znów uznała, że w kraju istnieje przepaść społeczna, której przejawem jest „system opieki zdrowotnej o dwóch prędkościach”. System, w którym „elita, a w pierwszym rzędzie władze, mają dostęp do testów i do leczenia chlorochiną, czego odmawia się reszcie obywateli, a wśród nich personelowi medycznemu” – pisze dziennikarz „Le Figaro”.

Gdy sekretarz stanu ds. transformacji ekologicznej Emmanuelle Wargon została zbadana pozytywnie na koronawirusa, użytkownik portalu społecznościowego napisał pod #oniwiedzieli: „Pani ma prawo do testu, a Francuzi zdychają z rozdziawionymi ustami”.

Również politycy opozycyjni – z lewa i z prawa – oskarżani byli o korzystanie z „niezasłużonych przywilejów”, gdy zbadano ich na Covid-19.

Niektórzy odpierali te zarzuty twierdząc, że ich „jedynym przywilejem jest to, że mieszkają w Marsylii”. Szef tamtejszego szpitala uniwersyteckiego prof. Didier Raoult, wbrew centralnym dyrektywom testuje wszystkich zgłaszających się i udostępnia im chlorochinę. Jak podają media, profesor, nie zgadzając się z polityka władz, ustąpił we wtorek z doradczego komitetu naukowego przy prezydencie.

Cytowany w „Le Figaro” senator Zielonych Bernard Jomier twierdzi, że władze nie potrafią się przyznać do braku testów i masek i dlatego wymyślają słabo trzymające się argumenty, których echem w opinii publicznej jest przekonanie o przywilejach elit.

W zeszłym tygodniu dyrektor generalny Światowej Organizacji Zdrowia (WHO) wezwał wszystkie kraje do masowego przeprowadzania testów na koronawirusa. Francuski minister zdrowia Olivier Veran przyznał, że teraz Francja będzie musiała powiększyć możliwości wykrywania Covid-19.

Jednak, jak pisze komentator ekonomicznego dziennika „Les Echos”, w tym celu trzeba zwiększyć produkcję testów, a Francja zależna jest tu od importu odczynników z Chin i USA, państw, które obecnie nie chcą ich eksportować.

PAP