REKLAMA
Strona główna koronawirus Lekarz nie chciał przyjąć chorego psychicznie, bo bał się koronawirusa? Sprawę zbada...

Lekarz nie chciał przyjąć chorego psychicznie, bo bał się koronawirusa? Sprawę zbada prokuratura

Wielka afera w "psychiatryku" - pacjent uciekł i nie chciano go przyjąć z powrotem. Foto: Pixabay
Zdjęcie ilustracyjne. / Foto: Pixabay
REKLAMA

Policja i prokuratura badają zasadność działań lekarza z Dąbrowy Górniczej. Lekarz nie chciał wpuścić do placówki chorego psychicznie mężczyzny, gdy ten miał rzekomo wysoką temperaturę.

Po parkingu hipermarketu przy ul. Katowickiej w Dąbrowie Górniczej biegał pobudzony mężczyzna w samych tylko spodniach. Do zajęcia się człowiekiem wezwana została policja.

Policjantom udało się obezwładnić mężczyznę i wezwać karetkę pogotowia. Wówczas zdziwieni funkcjonariusze dowiedzieli się kim jest ów człowiek.

REKLAMA

Biegającym w portkach po parkingu mężczyzną okazał się pacjent Oddziału Psychiatrycznego, będącego częścią Zagłębiowskiego Centrum Onkologii – Szpitala Specjalistycznego. 26 marca mężczyzna samowolnie wyszedł ze szpitala samowolnie i ruszył „w miasto”.

Policjanci oraz ratownicy postanowili odwieźć go do psychiatryka. Jednak, ku ich zdziwieniu, lekarz dyżurny nie chciał przyjąć pacjenta z powrotem.

Istniały bowiem podejrzenia odnośnie wysokiej temperatury pacjenta. Z powodu braku testów nie można było sprawdzić, czy ma koronawirusa.

– Lekarz odmówił przyjęcia, twierdząc, że człowiek ten miał wcześniej gorączkę. Pomimo tego, że ratownicy zmierzyli temperaturę, która nie odbiegała od normy, lekarz nie zgodził się na jego przyjęcie. Karetka z pacjentem i towarzyszącym jej radiowozem skierowała się na oddział ratunkowy dąbrowskiego szpitala, gdzie ponownie zbadano mężczyznę, nie potwierdzając podwyższonej temperatury, czy innych objawów zakażenia. Gdy z pacjentem powrócono do szpitala psychiatrycznego w Dąbrowie, zastano zamkniętą bramę wjazdową i drzwi, których nikt nie otwierał – twierdzą policjanci w rozmowie z „Super Expressem”.

Tymczasem koordynator SOR Szpitala Specjalistycznego usiłował dodzwonić się do Oddziału Psychiatrycznego. Ostatecznie jednak zdecydował, że pacjenta należy przewieźć do innego szpitala psychiatrycznego, skoro w dąbrowskim nie można go umieścić.

Koordynator wskazał inną placówkę, ale szybko pojawił problem. Okazał się bowiem, że we wskazanym szpitalu była osoba z podejrzeniem koronawirusa i placówka wstrzymała przyjęcia.

Po trzech godzinach awantury i telefonów pacjent został przyjęty do lecznicy, z której uciekł. Teraz sprawą zajmie się poinformowana przez policję prokuratura.

Źródło: Super Express

REKLAMA