Trump i Putin o wojnie cenowej na rynku ropy: „Nie jest w interesie naszych krajów”

Prezydent Rosji Władimir Putin i prezydent USA Donald Trump na szczycie grupy G20 w Osace fot. PAP/EPA MICHAEL KLIMENTYEV
Prezydent Rosji Władimir Putin i prezydent USA Donald Trump na szczycie grupy G20 w Osace fot. PAP/EPA MICHAEL KLIMENTYEV

Donald Trump i Władymir Putin rozmawiali o sytuacji na rynku ropy. Uznali, że trwająca wojna cenowa nie jest w interesie obu krajów.

O wynikach poniedziałkowej rozmowy telefonicznej prezydentów USA i Rosji poinformował rzecznik prasowy Kremla.

Według jego słów obaj przywódcy uznali, że obecna sytuacja na rynku ropy naftowej nie leży w interesie obu krajów.

Zapowiedziano także dalsze rozmowy między szefem Departamentu Energii USA, Danem Brouillette, oraz jego rosyjskim odpowiednikiem ministrem Aleksandrem Novakiem w celu rozwiązania „problemu zmienności na światowych rynkach” przez USA i Rosję.

Oba kraje należą do czołowej trójki producentów ropy naftowej na świecie: USA jest obecnie liderem z wydobyciem na poziomie 13 mln baryłek dziennie, zaś Rosja zajmuje 3 miejsce z produkcją 11,3 mln baryłek dziennie.

Do wojny cenowej doszło po decyzji ostatniego przedstawiciela z czołowej trójki, czyli Arabii Saudyjskiej.

Saudyjczycy zdecydowali się na ten krok po fiasku rozmów jakie kraje kartelu OPEC prowadziły z Rosją na początku marca. Negocjacje prowadzono w Wiedniu i Moskwa ostatecznie odrzuciła propozycję obniżenia wydobycia ropy o 3,6 mln baryłek ropy dziennie po to, by podtrzymać ceny ropy w obliczu spadku konsumpcji wywołanego epidemią koronawirusa.

Reakcją rynku była gigantyczna przecena ropy na sesji 6 marca. Dzień później, w sobotę 7 marca, Arabia Saudyjska ogłosiła, że zwiększa wydobycie ropy i rozpoczyna walkę o utrzymanie udziałów w światowym handlu tym surowcem.

Po otwarciu poniedziałkowej sesji ceny zapikowały. Ten trend utrzymuje się do dziś: 30 marca cena za baryłkę ropy WTI spadły do poziomu 19,24 USD, czyli poziomu widzianego ostatni raz w roku 2002.

Ceny na tym poziomie są ogromnym problemem zarówno dla producentów z USA jak i Rosji, bowiem oznaczają konieczność wydobycia poniżej kosztów. Niskie ceny ropy wpływają negatywnie także na ceny gazu, które także szorują po dnie, a są ważne w polityce gospodarczej obu krajów.

USA po wielu latach stały się ponownie największym producentem ropy naftowej na świecie dzięki eksploatacji złóż z łupków. Osiągają one próg rentowności przy cenie na poziomie od 23 do 70 dolarów za baryłkę, w zależności od złoża, a średnio jest to 50 dolarów. Utrzymywanie się cen na obecnych poziomach może spowodować radykalne obniżenie wydobycia i problemy dla całej branży łukowej oraz banków, które je finansują.

Podobnie wygląda sytuacja w Rosji. Saudyjczycy szykując prospekt emisyjny ARAMCO oszacowali, że koszt wydobycia rosyjskiej ropy wynosi średnio 40 USD za baryłkę.

Rosja będzie też miała kłopoty w realizacji budżetu, który planowano przy poziomie 42,40 dolara za baryłkę ropy URAL. Jej notowania są zbliżone do cen ropy WTI. Dewaluacja rubla amortyzuje tylko w części mniejsze wpływy do rosyjskiego budżetu związane ze spadkiem cen ropy. Trzeba pamiętać, że dochody ze sprzedaży węglowodorów to więcej niż jego połowa. Rosja posiada wprawdzie rezerwy w Funduszu Bogactwa Narodowego ale przy obecnych cenach wystarczą one na około 3 lata.

Niskie ceny ropy są oczywiście problemem także dla Arabii Saudyjskiej ale ma ona najniższe koszty wydobycia z całej trójki szacowane na około 10 USD. Problemem Saudyjczyków są za to wydatki budżetowe, które są pokrywane w 80% z dochodów ze sprzedaży ropy. Aby dochody budżetu zrównały się z wydatkami cena ropy musiałaby wynosić 84 USD.

Arabia Saudyjska jest jednak w tej szczęśliwej sytuacji, że dysponuje ogromnymi rezerwami wypracowanymi w czasach gdy ceny ropy przekraczały 100 USD za baryłkę, które mogą zapewnić jej przetrwanie przez kilka lat. Może także wyprzedawać swoje państwowe aktywa.

Na razie nie wiadomo, jaki jest pomysł Amerykanów i Rosjan na podniesienie cen surowca. Warto jednak pamiętać, że oba kraje oprócz dyplomacji dysponują siłą militarną, która może być wykorzystana do tego celu.

Ryzyko amerykańskiego ataku na Iran jest w obecnej sytuacji bez porównania większe niż po ataku rakietowym na bazę al-Asad w Iraku. Jeżeli do takiego uderzenia np: za pomocą pocisków manewrujących Tomahawk dojdzie, doprowadzi on bez wątpienia do irańskich uderzeń odwetowych na instalacje naftowe w Arabii Saudyjskiej lub blokadą Cieśniny Ormuz. Spowoduje to skokowy wzrost ceny tego surowca, na czym zależy Trumpowi i Putinowi.

Warto pamiętać, że w takim scenariuszu prócz tego, że zyskują USA i Rosja, straty poniosłyby Chiny. Tym ostatnim sprzyja niska cena ropy, a importują ja w dużych ilościach zarówno z Arabii Saudyjskiej, jak i innych krajów Zatoki Perskiej (Iran, Irak). Trzeba pamiętać, że Chiny są obecnie najważniejszym przeciwnikiem w grze USA o utrzymanie dominacji na świecie co może dodatkowo skłaniać do podejmowania działań uderzających w ich interesy.

2 KOMENTARZE

  1. Wbrew temu co chcecie nam wmówić,Arabia Saudyjska jest w sytuacji wręcz fatalnej,gdyż
    jej rezerwy walutowe są u Amerykanów,na dodatek są wirtualne.Szanse na to,że kiedykolwiek ich złoto się zmaterializuje,są iluzoryczne.Tak więc wygląda na to,że ich postępowanie jest
    raczej samobójcze w większym przedziale czasowym.Na dodatek Saudowie mają tak wielu wrogów,że jeśli spróbują się o to złoto upomnieć,to Amis ich zdemokratyzują w ciągu miesiąca przy aplauzie światowym.

  2. W interesie państw jest maksymalne dojenie owieczek i do tego służyła ropa. Aktualnie mają problem bo sami wywołali histerię CoV19 i zamrozili gospodarki więc i popyt na ropę spadł, ale nie podaż.

Comments are closed.