Komuna powraca? Rząd ustali ceny maksymalne

Mateusz Morawiecki na tle flagi ZSRR. Źródło: NCzasTV
Mateusz Morawiecki na tle flagi ZSRR. Źródło: NCzasTV

Tarcza antykryzysowa daje rządowi nowe szerokie uprawnienia. M.in. może on ustalać ceny maksymalne, co jest niebezpieczne dla sprzedawców i producentów.

Duży pakiet antykryzysowy, który rząd nazywa „tarczą”, wszedł w życie 1 kwietnia. Nie może to być przypadkiem, ponieważ wiele zapisów z pakietu wygląda na primaaprilisowy żart. Dowcip jest jednak nie tylko nieśmieszny ale i niebezpieczny. Chodzi m.in. o zapis, który pozwala minister Jadwidze Emilewicz , w porozumieniu z ministrem zdrowia oraz ministrem rolnictwa, w drodze rozporządzenia ustalać maksymalne ceny lub maksymalne marże w handlu hurtowym lub detalicznym.

Powraca komuna. Powrócą też kartki?

Ceny rosną, owszem, w związku ze zwiększonym popytem, przy niezwiększonych zasobach. Dzięki temu produkty takie jak maseczki czy żele są jeszcze w ogóle dostępne na rynku.

Jeśli rząd wymusi na producentach i sprzedawcach zaniżanie cen, to towar, który jest obecnie pożądany i deficytowy, zostanie szybko wykupiony. Chyba, że rząd, tak jak za komuny, wprowadzi kartki. Bardzo jasno tłumaczy to poseł Konfederacji, Dobromir Sośnierz.

– Jeśli towaru brakuje, a ceny będą ustalone jako niskie, to pierwszy kupujący weźmie wszystko. Czyli niedobory się pogłębią. Wysoka cena wymusza oszczędności, dzięki czemu następny w kolejce też coś kupi. Ceny maksymalne oznaczają konieczność wprowadzenia reglamentacji (kartek) – wyjaśnia Konfederata na Twitterze.

Przepisy są niejasne i trudne do wprowadzenia w życie

Zapisy ustawy charakteryzuje nie tylko kontrowersyjność ale również bylejakość. Innymi słowy są one nieprecyzyjne. Wczytując się w pakiet dowiemy się jedynie, że rząd może wziąć pod uwagę „wysokość cen w okresie poprzedzającym wprowadzenie stanu zagrożenia epidemicznego, a także uzasadnione zmiany kosztów produkcji i zaopatrzenia”.

Z pakietu nie dowiemy się, czy PiSowi do manipulowania cenami wystarczy wzrost o 10 proc. 20 proc., czy może o tysiąc.

To jednak nieważne, bo rząd musiałby najpierw udowodnić, że wzrost ceny jest efektem próby nieuczciwego wykorzystania obecnej sytuacji. Tak jednak może się tylko na pierwszy rzut oka wydawać laikom i osobom, których skażone systemem słusznie minionym głowy wypełnione są nienawiścią do kapitalistów i kapitalizmu. Tymczasem wzrost cen dyktowany jest m.in. wzrostem kosztów produkcji, dostaw lub kosztów pracy.

No, chyba, że rząd zacznie regulować ceny ot tak, bez wyjaśnień. Wtedy jednak będziemy mieli do czynienia z działaniami charakterystycznymi dla reżimów totalitarnych.

Comments are closed.