Pijany zabił żonę i zaczął uciekać z miejsca wypadku. Tragedia w Łodzi

na wnuczka/Policja. Zdjęcie ilustracyjne. Foto: PAP
Policja. Zdjęcie ilustracyjne. Foto: PAP

Pijany 46-latek uciekł z miejsca wypadku, zostawiając konającą żonę. Grozi mu 12 lat więzienia.

Do wstrząsających wydarzeń doszło w Łodzi na ul. Kilińskiego. Kierowca Fiata zignorował czerwone światło i na drodze prowadzącej w kierunku Widzewa doprowadził do zderzenia z Oplem.

Kierowcą Fiata był 46-letni mężczyzna. Tuż po zderzeniu wysiadł z auta i zaczął uciekać.

Wszystko to rozegrało się na oczach straży miejskiej, która ruszyła na miejsce wypadku. Ku ich przerażeniu okazało się, że w aucie oprócz mężczyzny podróżowała jego żona i pies.

Gdy 46-latek zaczął uciekać kobieta konała w rozbitym samochodzie. Funkcjonariusz straży próbował reanimować kobietę do czasu przybycia ratowników.

Niestety kobieta zmarła na miejscu. Tymczasem funkcjonariuszka straży miejskiej rzuciła się w pościg za mężczyzną.

Strażniczka dopadła go dopiero na ul. Orlej. Okazało się, że 46-latek jest kompletnie pijany i nie posiada prawa jazdy.

Funkcjonariuszka przekazała go przybyłej na miejsce policji. Ta stwierdziła, że 56-latek ma aż 1,7 promila w wydmuchiwanym powietrzu.

Pijak-morderca usłyszy zarzuty spowodowania wypadku drogowego ze skutkiem śmiertelnym będąc w stanie nietrzeźwości. Grozi mu za to do 12 lat więzienia.

Pies, który podróżował z właścicielami, trafił do schroniska. Tylko w marcu na terenie woj. łódzkiego policjanci zatrzymali 410 nietrzeźwych kierowców.

Źródło: Express Ilustrowany

2 KOMENTARZE

  1. Niestety to też może pokłosie histerii z koronawirusem. Policja i służby zamiast zająć się przestępcami to wypatruja kto łamie kwarantanne, kto chodzi po ulicach itd.

Comments are closed.