Wybory we Francji kosztowały życie co najmniej trzech merów

Kościół św. Małgorzaty w centrum wsi Beurey-Baugay Fot. Wikipedia

15 marca we Francji zorganizowano I turę wyborów samorządowych. Do II tury już nie doszło i została ona przeniesiona na jesień, bo dzień po wyborach wydano decyzję o pozamykaniu Francuzów w domach. Władze musiały już wiedzieć o zagrożeniach.

Kilka dni po wyborach odnoszono o licznych zachorowaniach członków komisji wyborczych. Koronawirus dotknął też kilku kandydatów na merów, którzy w ramach kampanii wyborczych starali się ściskać jak najwięcej dłoni wyborców.

Teraz podejrzewa się, że pierwsza tura wyborów lokalnych mogła być przyczyną śmierci trzech burmistrzów. Chodzi o wybranych merów Saint-Brice-Courcelles (departament Marny), Beurey-Bauguay (Côte-d´Or) i Saint-Nabor (Bas-Rhin).

Przed wyborami wprowadzono jedynie ograniczenie dla wieców wyborczych do 100 osób. Możliwości, że wielu Francuzów zaraziło się w drodze do lokali wyborczych są duże. Mogą też dotyczyć trzech merów, którzy zachorowali na Covid 19 w ostatnich dniach.

Koronawirus zabrał z tego świata Jacquesa Lajeanne z Beurey-Bauguay. To mała miejscowość, która liczy tylko 150 mieszkańców i leży na południowym zachodzie Côte-d’Or. Mer zmarł na koronawirusa w nocy ze środy 25 na czwartek 26 marca 2020 r.

W Saint-Nabor (500 mieszkańców) w Alzacji zmarł François Lantz. Ten mer miał 74 lata i zmarł w piątek 27 marca 2020 r. Był merem od 2008 roku. Zachorowali także jego dwaj radni.

Saint-Brice-Courcelles leży niedaleko Reims. Ma 3,5 tys. mieszkańców. Jego mer Alain Lescouet też miał lat 74. Był hospitalizowany przez kilka dni w szpitalu uniwersyteckim w Reims. Rządził w tej miejscowości od 1993 roku, a w I turze wyborów z 15 marca uzyskał 73,15% głosów.

Źródło: France Ouest

2 KOMENTARZE

  1. W Polin nie ma merów, ale są całe hordy PeeSeLowców i ich rodzin, które trzeba chronić jak skarby narodowe. Nigdzie indziej nie ma takich okazów cwaniactwa i nepotyzmu.

Comments are closed.