Francja uznała papierosy za artykuł pierwszej potrzeby. Powinni wycofać się podwyżek

Sukces KAS: milion sztuk nielegalnych papierosów na prywatnej posesji. Foto: Pixabay
Sukces KAS: milion sztuk nielegalnych papierosów na prywatnej posesji. Foto: Pixabay

Papierosy we Francji są sprzedawane wyłącznie w „biurach-tabakach”. Na marginesie zamykania w czasach zarazy niepotrzebnych placówek handlowych, pojawiło się więc pytanie i o przyszłość „tabaków” i podstawy ich dalszej działalności?

Odpowiedź na to pytanie wydaje się prosta. Skutki wprowadzenia kilkunastu milionów ludzi w głód nikotynowy mogłyby być niewyobrażalne i przerosnąć nawet skutki koronawirusa. Dlatego też dekret z 17 marca o czasowej kwarantannie Francuzów wyłączył je z placówek handlowych, które trzeba pozamykać.

Dlatego „firmy detaliczne sprzedające wyroby tytoniowe” znalazły się na liście przedsiębiorstw mogących dalej prowadzić działalność. Papierosy uznano po prostu za artykuły „pierwszej potrzeby”, które powinny być zawsze dostępne.

Z 24 000 „tabaków” we Francji, 20 000 prowadzi nadal działalność, chociaż 80% z nich wprowadziło w swojej pracy np. zmiany czasu pracy. Korzystają na tym i gazety, bo 60% „tabaków” prowadzi też sprzedaż prasy. Wstrzymano jednak w nich sprzedaż np. napojów.

Wszystko ładnie, tylko warto sobie zadać pytanie o brak logiki francuskiego rządu. Z jednej strony papierosy okazują się towarem „pierwszej potrzeby”, a z drugiej od wielu lat usiłuje się ograniczać do nich dostęp. Jeszcze w tym roku cena paczki papierosów ma dojść do minimum 10 euro. Jak za „artykuł pierwszej potrzeby” i państwowy monopol, to cena wręcz bandycka. Później się dziwią, że ludzie rządowi nie ufają, a wprowadzanych przepisów nie respektują…