Soros jak PiS. Ten też chce wyborów korespondencyjnych. Łatwiej o fałszerstwa

George Soros. Foto: PAP/APA
George Soros. Foto: PAP/APA

Nie tylko w Polsce trwa dyskusja na temat wyborów korespondencyjnych. W Stanach Zjednoczonych taką formę forsują Demokraci i opłacani przez Sorosa lewacy.

„The Brennan Center for Justice” – finansowana przez Sorosa organizacja rozpoczęła kampanię na rzecz korespondencyjnego przeprowadzenia wyborów prezydenckich w Stanach Zjednoczonych. Miałoby to być spowodowane względami bezpieczeństwa. Oczywiście z powodu epidemii koronawirusa.

Zorganizowanie wyborów w takiej formie miałoby kosztować dodatkowe 2 miliardy dolarów. Część kosztów to skonstruowanie odpowiednich urn wyborczych, a właściwie skrzynek do wrzucania listów z głosem. Miały one być wyposażone m.in w kamery. Same koszty wysyłki miałyby wynieść około 600 milionów dolarów. 250 milionów miałaby kosztować kampania informacyjna – jak głosować.

Finansowana przez Sorosa organizacja wspiera Demokratów w wysiłkach na rzecz wprowadzenia korespondencyjnych wyborów. Odpowiednie wnioski już zgłosiła senator Demokratka Amy Klobuchar i demokratyczny senator Chris Coons, którzy w liście do Kongresu domagają się pieniędzy na korespondencyjne wybory. Kilkunastu demokratycznych kongresmenów już wystąpiło z wnioskami o zmiany w ordynacji wyborczej.

Do kampanii przyłączają się różne lewackie organizacje również hojnie finansowane przez miliardera, który swe wielkie duże pieniądze zarobił szabrując mienie węgierskich Żydów wywożonych w czasie wojny do obozów zagłady.

Propozycjom Demokratów i Sorosa jest zdecydowanie odrzucana przez Republikanów, którzy wprost mówią, że tak naprawdę chodzi o sfałszowanie wyników wyborów. W Stanach Zjednoczonych nie ma jednolitej organizacji wyborów i obowiązują rożne przepisy wyborcze. Za ich przeprowadzenie w każdym stanie odpowiadają władze stanowe, a nie jedna instytucja federalna.

W niektórych stanach, by zagłosować nie trzeba nawet okazywać jakiegoś dokumentu potwierdzającego tożsamość. Wystarczy się zarejestrować. To stwarza ogromne pole do nadużyć. W czasie ostatnich wyborów ówczesny prezydent Barack Hussein Obama niemal wprost namawiał nielegalnych imigrantów do udziału w nich. Mówił, iż służby imigracyjne nie mają prawa zatrzymywać ich podczas głosowania.