Czy koronawirus powstrzyma zielone szaleństwo? „Polityka klimatyczna” w czasach zarazy traci sens

Fanatycy z faszystowskiej ekosekty Extinction Rebellion na ulicach Londynu. Zdjęcie: Extinction Rebellion
Fanatycy z faszystowskiej ekosekty Extinction Rebellion na ulicach Londynu. Zdjęcie: Extinction Rebellion

W warunkach pandemii okazuje się, że wszystkie pomysły i ograniczenia wprowadzane dla „ocalenia Ziemi” przestają mieć jakikolwiek sens. Epidemia koronawirusa może powstrzymać rozwój ekoszaleństwa

„Zamknięcie” się państw sprawia, że większość zaprowadzanych dla „ochrony klimatu” ograniczeń przestaje mieć sens i może sprawić, że odbudowa gospodarki okaże się znacznie trudniejsza, niż gdyby ich nie było.

Epidemia już sprawiła, że całkowicie załamał się handel zezwoleniami na emisje dwutlenku węgla. Haracz wprowadzony przez Unię miał motywować do ograniczenia emisji CO2. Tymczasem zezwolenia stały się zwykłym papierem spekulacyjnym. Jeszcze w 2019 roku cena takiego pozwolenia na emisję tony gazów wynosiła około 23 euro za tonę. Teraz spadła do poziomu 16 euro i spodziewane są kolejne zniżki. Estonia ogłosiła nawet, że ​​chce tymczasowo wycofać się z unijnego systemu handlu uprawnieniami do emisji, ale zostało to zablokowane przez Brukselę.

Jeszcze przed „blokadą” eksperci i związki zawodowe w Europie ostrzegały, że forsowany przez Unię „zielony ład” będzie kosztował 11 milionów miejsc pracy. Teraz w obliczu załamania się wielu gospodarek wydaje się, że będzie niemożliwy do wprowadzenia. Europa i tak ponosi już ogromne, niewspółmiernie wysokie koszty prowadzenia polityki klimatycznej. Jedną z pierwszych rzeczy z jakich rezygnuje się w czasach kryzysu są luksusy. Takim luksusem jest teraz własnie polityka klimatyczna.

Niemcy już zaczynają lobbować w Unii za zniesieniem ograniczeń emisyjnych dla samochodów. Ich przemysł motoryzacyjny jest na skraju załamania. Sprzedaż samochodów jest najniższa od 30 lat, więc przedstawiciele koncernów i związkowcy spotkali się w tej sprawie z kanclerz Angelą Merkel, ministrem przemysłu Peterem Altmaierem i ministrem transportu Andreasem Scheuerem.  -To nie czas na zastanawianie się nad dalszym zaostrzeniem przepisów dotyczących CO – mówił Hildegard Müller, przedstawiciel niemieckich przemysłowców.

Podobnie działania podejmują firmy lotnicze, które wzywają ONZ do zniesienia obostrzeń dotyczących emisji gazów. Wobec najniższych od kilkudziesięciu lat cen ropy naftowej załamuje się tez branża energii odnawialnej. Jej producenci mogą konkurować na rynku tylko dzięki ciągłym dotacjom i sztucznie wysokiej cenie energii pozyskiwanej z paliw kopalnych.

– Niskie ceny ropy i gazu wywrą presję na odnawialne źródła energii. Bez politycznego wsparcia produkcja odnawialnej energii stanie na wiele lat i znów ustąpi miejsca tańszej pozyskiwanej z węglowodorów – mówi w rozmowie z brytyjskim dziennikiem „Telegraph” Reed Blakemore, zastępca dyrektora Global Energy Center w Atlantic Council. Według niego banki przez wiele lat nie będą chciały kredytować tej działalności.

Krótko mówiąc nikt z powodu wyimaginowanego zagrożenia nie będzie chciał ponosić wyższych kosztów wytwarzania energii w czasach realnej, namacalnej katastrofy.

Symbolem tego co zdecydowana większość ludzi myśli o ekoideologii była panika zakupowa, która wybuchła na początku epidemii. Ze sklepów zniknęły niemal wszystkie towary w tym spożywcze. Na półkach pozostały jedynie produkty ekologiczne – jak np. wszystkie wegańskie podróbki mięsa, „lody”, „sery” i „produkty mleczne” bez mleka etc.

6 KOMENTARZE

  1. Jak to? walczyliśmy z dziurą ozonową, globalnym ociepleniem, zmianami klimatu. Trzeba zwiększyć środki na tą walkę. Przecież koronawirus jest mniejszym problemem. Przynajmniej padna niemieckie fabryki nie tylko nasze. Podwoić potroić wydatki

    • A najlepiej podnieść podatki i wprowadzić np. ten od śladu węglowego (pomysł naszego „oświeconego” premiera).

Comments are closed.