Fiszer: Rosyjski Su-57 zagrożeniem dla Polski?

Prototyp myśliwca Su-57 (T-50). foto: wikipedia
Prototyp myśliwca Su-57 (T-50). foto: wikipedia
Jedwabne. Rekonstrukcja mordu - WYSYŁKA OD RĘKI!
Jedwabne. Rekonstrukcja mordu - WYSYŁKA OD RĘKI!

W rosyjskich mediach pojawiły się dumne informacje o uruchomieniu w ciągu najbliższych tygodni produkcji myśliwca wielozadaniowego piątej generacji Suchoj Su-57. Jest to czwarty na świecie typ samolotu zaliczany do tej kategorii – po dwóch amerykańskich (F-22 Raptor i F-35 Ligtning II) i jednym chińskim (J-20). Da to Rosji skokowy wzrost możliwości bojowych w lotnictwie, a do pewnego stopnia zniweluje niestety naszą chwilową przewagę jakościową po dostawach F-35.

Rozwój samolotów bojowych po wojnie przebiegał w sposób skokowy. Kiedy na przykład rozwiązano problem przekraczania prędkości dźwięku, nowe naddźwiękowe myśliwce uzbrojone w kierowane rakiety dały niespotykaną, radykalną przewagę w walce z poddźwiękowymi myśliwcami uzbrojonymi w działka. Dlatego nazwano je drugą generacją bojowych samolotów odrzutowych.

To samo dotyczy każdego przeskoku z generacji do generacji – za każdym razem był to technologiczny przełom, coś na miarę zastosowania broni palnej wobec łuku, a później karabinu maszynowego wobec karabinów jednostrzałowych.

Obecna, piąta generacja ma dwie istotne cechy wyróżniające. Pierwsza, najważniejsza. to utrudniona wykrywalność przez radary. Jak swoista czapka-niewidka – można skrycie wlecieć nad wrogie terytorium albo niezauważalnie zbliżyć się do wrogich samolotów, zadając im niespodziewany, zaskakujący cios rakietami. Ta technologia nosi nazwę stealth.

Druga cecha wyróżniająca to zdolność do zbierania wielkiej ilości informacji i prezentowania ich pilotowi w postaci gotowego obrazu sytuacji. F-22 czy F-35 odbiera różne „puzzle” z przeróżnych źródeł, po czym błyskawicznie układa je w gotowy obraz. W takiej właśnie postaci są one wyświetlane na monitorach. Nie trzeba się domyślać i zgadywać.

Myśliwiec piątej generacji odbiera też swoim radarem, urządzeniami nasłuchu elektronicznego oraz kamerami telewizyjnymi i termowizyjnymi bardzo wiele informacji. I wszystkie te informacje jest w stanie transmitować na ziemię czy do innych samolotów. Dzięki informacjom otrzymanym z F-35 dowódca dywizjonu artylerii na przykład może znaleźć cele dla swoich dział i je precyzyjnie zlokalizować, otwierając od razu morderczy, niesamowicie celny ogień.

Te właśnie cechy, poza ewolucyjnym rozwojem w innych obszarach możliwości bojowych, dają myśliwcom piątej generacji realną i zdecydowaną przewagę nad wrogiem. Właśnie Rosja dołącza do ekskluzywnego klubu ich posiadaczy, bo jej nowy Su-57, którego produkcja rusza w 2020 roku, też do piątej generacji należy.

Polskie F-35

Mimo wielu wad i ciągłego niedopracowania F-35, ich zakup przez Polskę wywołał realne zaniepokojenie w Rosji. Rosyjscy dziennikarze wypytywali, czy są one zdolne do przenoszenia broni jądrowej. Samolot ten byłby wówczas jak srebrny sztylet na wampira – jedyna rzecz, która może mu realnie zagrozić. Pytali też, jak Polska chce wykorzystać zdobytą niespodziewanie przewagę w obszarze nadbałtyckim. Prasa rosyjska spekulowała w tym właśnie tonie, ale gdyby ich nie zainspirowało własne wojsko, to skąd by te pytania wzięli?

My oczywiście żadnej broni jądrowej nie mamy ani też nikt nie zamierza nam jej udostępniać – nie jesteśmy w NATO Nuclear Sharing Program. I nasze F-35 odpowiednich instalacji przypuszczalnie nie mają. A co do drugiej kwestii – niby jak mielibyśmy wykorzystać przewagę w postaci 32 F-35, z czego pewnie z dziesięć sprawnych? Mamy z nimi ruszyć na Kowno?

Przez tę celowo podsycaną panikę rosyjskie wojsko chce przykryć rzeczywiste zaniepokojenie czymś całkiem innym. Bo gdyby chcieli na nas napaść, to mimo wszystko muszą się liczyć ze zdecydowanie większymi stratami. Nie tylko zadawanymi przez same F-35, ale także przez nasze rakiety Homar, haubice Krab i starsze F-16, które dostaną mnóstwo ważnych informacji o pojawiających się celach i ich obronie, w tym o stanowiskach dowodzenia, położeniu wojsk przeciwnika, posterunków radarowych, pozycji przeciwlotniczych…

Cała machina uderzeniowa Wojska Polskiego dostałaby nowe, wiele widzące oczy. Pod warunkiem, że będą działać, no bo z tym, jak wiadomo, jest nieco na bakier. A i sam F-35 też może nieźle narozrabiać. Najśmieszniejsze jest to, że Rosjanie mają tego świadomość, a nasi decydenci nie za bardzo, bo chyba nie wiedzą, jakich inwestycji będzie wojsko wymagało, by informacja z tych oczu docierała szybko i pewnie do pięści.

Nic nie może wiecznie trwać

Amerykanie mają tendencję do wpadania w samozachwyt; wydaje im się, że ich przewaga technologiczna jest nie do złamania. Zupełnie jak w dowcipie p.Piotra Bałtroczyka – niby wszyscy wiedzą, że flaszka się kiedyś skończy, ale zawsze jest to zaskoczeniem. Dlatego są zdziwieni, jak pęka ich monopol w tej czy innej dziedzinie. Pierwszy odruch to oskarżyć konkurenta o szpiegostwo.

Amerykanie są pionierami w dziedzinie technologii stealth, pracują nad nimi od lat sześćdziesiątych, czyli ponad pół wieku. Odkryli zjawisko utrudnionego wykrycia niejako przez przypadek. W latach sześćdziesiątych zbudowali najszybszy samolot na świecie, Lockheed SR-71. Była to latająca bardzo wysoko i niezwykle szybko (trzykrotna prędkość dźwięku, szybciej niż kula karabinowa) maszyna rozpoznawcza czy, jak kto woli, szpiegowska. Żeby tę prędkość uzyskać, zaprojektowano SR-71 w postaci spłaszczonej delty ze statecznikami nachylonymi do siebie. Całkiem niespodziewanie odkryto, że ta płaszczka ginie z radarowych ekranów, bo fale odbijają się od niej w górę i w dół, ale nie z powrotem do anteny stacji.

Ale i Rosjanie nie próżnowali. Także i oni zauważyli, że SR-71 latające nad Wietnamem, Koreą czy Chinami są słabo widoczne na radarach. I też zaczęli szukać przyczyn. Dlatego jeszcze w latach siedemdziesiątych sami zaczęli pracować nad stealth. Dekadę później, ale i tak już dość długo.

Lata dziewięćdziesiąte w Rosji to wielki kryzys i rozprężenie, na programy zbrojeniowe brakowało pieniędzy. Rozwój licznych z nich został zamrożony na wiele lat. Putinowi jednak pieniędzy nie brakuje i dawne zapóźnienia są szybko nadrabiane. Rosjanie ruszyli z pracami nad swoim samolotem bojowym piątej generacji, wreszcie z odpowiednim finansowaniem. Niezawodny koncern PAO Kompania Suchoj, znany z opracowania groźnego swego czasu myśliwca Su-27, podjął się opracowania obecnego Su-57 w 2002 roku. Dziesięć prototypów maszyny oblatano w okresie od 29 stycznia 2010 roku (pierwszy) do 6 sierpnia 2017 roku (dziesiąty). Po latach badań Su-57 jest gotowy do produkcji.

Zewnętrznie i aerodynamicznie Su-57 jest podobny do amerykańskiego F-22 Raptor, ma m.in. dwa silniki, zbliżony kształt i wielkość, podobną masę startową, 35 t wobec 36 t. Na tym jednak podobieństwa się kończą, bowiem rosyjski myśliwiec jest w pełni wielozadaniowy, może atakować cele naziemne, powietrzne i prowadzić rozpoznanie – nie jest więc wcale gorszy od F-35, przynajmniej w teorii. Też jest trudno wykrywalny i również ma rozbudowany zestaw czujników do zbierania informacji, które są na jego pokładzie syntetyzowane.

I chociaż Su-57 wciąż jest wielką zagadką, to jednak przypuszcza się, że jego własności stealth są zbliżone do maszyn amerykańskich. Gorzej być może jest z informacją, bowiem pod tym kątem przebudowuje się aktualnie całe Siły Zbrojne Rosji, więc nikt nie jest w stanie określić, co aktualnie osiągnięto, a co jest dopiero w planach.

Jednak dwie rzeczy są na Su-57 unikalne. Po pierwsze: samolot ten ma radar pracujący na niższych częstotliwościach i wykorzystujący specjalne aktywno-pasywne techniki. Teoretycznie niższe częstotliwości dają mniejszą dokładność, ale to jest pokrywane odpowiednimi algorytmami cyfrowej obróbki sygnałów. Więc po co ucieczka na dłuższe fale? A po to, że stealth są zoptymalizowane pod kątem powszechnie stosowanych wysokich częstotliwości. A na niższych, wykrywa się je o wiele łatwiej… Jednym słowem: Su-57 ma szansę wykryć F-35 na znacznie większej odległości niż jakikolwiek inny samolot. I F-35 w walce z nim może się wcale nie okazać taki bezpieczny.

Druga cecha to zastosowanie hipersonicznych pocisków do atakowania ważnych obiektów naziemnych, odmiany słynnego Ch-47 Kindżał. Rakiety te mają niewiarygodną prędkość – dziesięciokrotną prędkość dźwięku, przez co zestrzelić je mogą jedynie najnowsze systemy przeciwrakietowe, a i to z największym trudem. Kindżał ma zasięg 2000 km. Nawet jeśli na Su-57 będzie jego pomniejszona wersja, to zasięg pewnie nie będzie mniejszy niż 1000 km. Nawet nasze Patrioty miałyby problem z obroną przed Kindżałami, a F-35 nie mają możliwości zwalczania ani ich, ani odpalających ich Su-57, które mogą to robić z dużej odległości.

Zgodnie z kontraktem z czerwca 2019 roku, Rosja ma otrzymać 76 Su-57 do 2028 roku, a pierwsze już w 2020 roku. Nasze F-35 będą dostarczone w latach 2026-2030, ale będzie ich o połowę mniej. Należy też oczekiwać, za Rosja będzie kupowała coraz więcej Su-57, a nas długo nie będzie stać na kolejne F-35.

Michał Fiszer

Comments are closed.