Nowa normalność. W trosce o bezpieczeństwo

Zdjęcie ilustracyjne. / foto: Pixabay

Godzina 6.30 – jak każdego innego dnia w domu Janka zaczął rozbrzmiewać ten sam, niezwykle irytujący dźwięk, który wskazywał, że najwyższa pora wstawać. Z trudem otworzył oczy i rozpoczął przygotowania do kolejnego ciężkiego dnia. Nie miał najmniejszej ochoty opuszczać swej ciepłej pościeli, ale minusowe punkty w systemie za powtórne dzwonienie budzika wystarczająco go do tego zmotywowały.

Na początek dnia gimnastyka, która była premiowana dodatkowymi punktami, a przede wszystkim pozwalała zadbać o stan zdrowia. Po intensywnych ćwiczeniach kolejnymi pozycjami w jego dniu były poranna toaleta i śniadanie. Tym razem zdecydował się na grzanki i bekon z jajkiem sadzonym, które zjadł słuchając radia. Wiadomości były dziś spokojne, poranny komunikat od rządu potwierdzał jedynie, że wszystko jest w porządku.

Właściwie od dłuższego czasu nie dało usłyszeć się nic innego, zniknęły polityczne spory, wszyscy zgadzali się co do tego, że trzeba przedsięwziąć środki bezpieczeństwa, by nie dopuścić do pamiętnej sytuacji sprzed kilku lat. Przed opuszczeniem domu musiał poddać się jeszcze specjalnemu testowi. Wszyscy mieszkańcy już dawno zostali wyposażeni w zegarki zbierające podstawowe dane, które były analizowane przez specjalne wszechobecne czytniki (znajdowały się w prywatnych domach, firmach, miejscach publicznych) i trafiały do Centralnego Systemu Zdrowia.

Zegarek zaświecił się na zielono. Janek odetchnął z ulgą, wszystkie parametry zdrowia były w normie, zyskał zgodę na opuszczenie domu. Nie wiedział dlaczego, ale za każdym razem poddając się tej procedurze czuł pewien dreszcz, choć za każdym razem kończyła się dokładnie w ten sam sposób. Może właśnie dlatego codziennie sumiennie wykonywał zalecenia władzy. Co prawda nie były one obowiązkowe, ale dzięki temu miał względną pewność, że z jego zdrowiem jest wszystko w porządku. No może nie pewność, ale przynajmniej nie odczuwał całodniowego strachu przed odseparowaniem.

Nie wiedział co dokładnie dzieje się z osobami, których zegarek zaświeci się na czerwono, nie znał nikogo takiego i ta niepewność dawała mu się we znaki. Oficjalne przekazy mówiły o pomocy w dojściu do zdrowia i kursach reperujących w odosobnieniu, cokolwiek to miało oznaczać. Krótkie rozmyślania sprawiły, że droga do urzędu do spraw przemieszczania się upłynęła mu niemal niezauważenie. Już i tak od dawna kierowcy nie mieli za wiele obowiązków, samochody praktycznie same jechały z punktu A do punktu B, przy okazji niezawodnie przestrzegając zasad bezpieczeństwa.

Stanął w kolejce do jednego z trzech czynnych okienek. Spóźni się do pracy, ale wszystko działo się za pozwoleniem szefa, to on kazał mu jechać w podróż służbową, a już od dawna nie wolno było przemieszczać się pomiędzy okręgami, jeżeli nie miałeś uzasadnionego celu. Niezbędne było też osobiście zdobyte oświadczenie, po które teraz właśnie ustawiał się w kolejce. „Przeżytek starej normalności” – pomyślał stojąc w kolejce do okienka. Było to pierwsze od dawna zwątpienie w słuszność wszystkich rozwiązań stosowanych przez obecną władzę, choć nawet się nie zorientował, że poddaje cokolwiek w wątpliwość.

Kolejka mozolnie posuwała się do przodu i wyglądało na to, że spędzi tu ładnych kilkadziesiąt minut. Nagle z zamyślenia wyrwały go głosy dobiegające z sąsiedniego okienka. Na oko 50-letni mężczyzna z długą brodą i kręconymi posiwiałymi włosami kłócił się z urzędnikiem, od którego oddzielała go gruba szyba. Obok stał ochraniec – przedstawiciel nowej służby powołanej, aby nie dopuścić do powtórki z pamiętnej sytuacji sprzed kilku lat. Ich kompetencje były szerokie, było to właściwie połączenie uprawnień dawnych służb specjalnych, policji, a nawet ratowników. Było to dość oczywiste, ich zadanie zapewnienia bezpieczeństwa wymagało możliwości sprawnego działania.

Mężczyźni stali zbyt daleko od niego, by mógł cokolwiek usłyszeć, natomiast jego uwagę przykuł pewien szczegół. Kiedy brodaty poruszał ręką, gestykulując przy kolejnej wypowiedzi, zauważył że nie ma stosownego zegarka. To musiało budzić zainteresowanie, przecież każdy kogo znał został wyposażony w takowy i jak słyszał dotyczyło to wszystkich mieszkańców kraju. Wejście gdziekolwiek wymagało zegarka i zebrania danych na temat stanu zdrowia. Bez tego nie można było pojawić się w urzędzie, pojechać komunikacją, odpalić samochodu, a nawet wejść do własnego domu!

Kolejka lekko przesunęła się do przodu i Janek też zrobił kilka kroków, zachowując bezpieczną odległość od innych osób, jak nakazywały przepisy. Znalazł się jednak już na tyle blisko okienek, że mógł usłyszeć przynajmniej fragmenty żywej dyskusji, w której brał udział coraz bardziej tajemniczy brodaty. Zdawało mu się, że zaniedbany mężczyzna w średnim wieku ubiegał się o pomoc, nie rozumiał jednak o jaką dokładnie. Nie padały znane mu nazwy programów, jak wyrównywania szans, czy zapewniania podstawowych potrzeb życiowych. W ogóle nie padały słowa system albo punkty.

Przesuwając się znów w kierunku okienka słyszał już dobrze i wyraźnie. – Nie ma Pana w systemie. U mnie wszystko musi być w systemie. Nie ma w systemie, nie ma człowieka – odparł urzędnik, nie przejmując się zbytnio petentem. I to by było na tyle. Ochraniec odprowadził mężczyznę, który nie stawiał dużego oporu, i już po chwili zniknął za bramkami bezpieczeństwa. Myśl o tym człowieku i sytuacji w urzędzie nie dawała mu spokoju, choć zapomniał o nim na kilka godzin w natłoku zajęć w pracy.

Przed wyjściem z pracy po raz ostatni poddał się zaawansowanym procedurom bezpieczeństwa. Poza uproszczonymi procedurami w domu, wszędzie wyglądało to dokładnie tak samo – najpierw zebranie informacji z zegarka, następnie potwierdzenie ich poprzez krótki skan twarzy wykonywany przez ochroniarza specjalnym czytnikiem i wreszcie odbiór lub zdanie środków bezpieczeństwa. Właściwie po kilku latach czynności stały się na tyle rutynowe, że nawet ich nie zauważał. Nowe technologie sprawiały, że nie licząc czasu w kolejkach, sama procedura zajmowała niespełna minutę.

Podróż do domu zajmowała mu zazwyczaj pół godziny, ale dzięki ograniczeniom w przemieszczaniu się i zakazowi jazdy bez uzasadnionego celu dwupasmowa droga, którą przemierzał była dość pusta. Zresztą i tak wszyscy poruszali się z dozwoloną prędkością, a niebezpieczne manewry nie były możliwe, więc droga mijała monotonnie, ale za to zawsze bezpiecznie i w określonym czasie.

Przez całą drogę myśl o mężczyźnie nie dawała mu jednak spokoju. Jak to możliwe, że nie miał zegarka? Jak kupuje jedzenie i picie? Jak się przemieszcza i gdzie śpi? Przecież za wszystko płaci się teraz punktami z systemu sczytywanymi z zegarka – te i inne pytania zaprzątały jego myśli. Teraz dokładniej przypominał sobie szczegóły porannej sceny w urzędzie. Brodaty był ubrany w kilka warstw zabrudzonych kurtek, ewidentnie od dawna też nie golił się, ani nie mył. Janek przypomniał sobie, że jeszcze przed pamiętną sytuacją sprzed kilku lat miasta borykały się z problemem bezdomnych.

Ten mężczyzna z całą pewnością mógłby być jednym z nich, jednak to nie takie proste. Słyszał przecież w radio o tym, że obecnie nie ma już bezdomnych. Jeżeli nawet jakiś patrol ochrańców trafi na takiego, to zabierają go do miejsca odseparowania, gdzie otrzymuje pomoc w dojściu do siebie, a także punkty na zabezpieczenie podstawowych potrzeb życiowych, takich jak mieszkanie, czy kupno jedzenia. W tym przypadku przecież ochraniec stał tuż obok niego i nie tylko nie zareagował, ale wręcz odprowadził go do wyjścia i wrócił do swoich obowiązków.

Przed dojechaniem do domu nie udało mu się wymyślić nic konstruktywnego. Postanowił jednak zbadać sprawę dokładniej i choć sam nie miał wśród przyjaciół żadnego ochrańca, to uznał za stosowne podzwonić w parę miejsc. Może uda mu się czegoś dowiedzieć. Rozmowa twarzą w twarz nie wchodziła w grę, dopuszczalne były jedynie te spotkania, które były uzasadnione i zaakceptowane przez władzę. Rozmowa o zdarzeniu, które go zaniepokoiło i nie dawało spokoju z całą pewnością do takowych się nie zaliczała. Telefon będzie jednak bezpieczny, wszakże – pomyślał – prywatność mieszkańców, którzy nie mieli nic na sumieniu ciągle jest respektowana.

Wieczór upływał Jankowi na rozmowach ze znajomymi, za każdy telefon musiał zapłacić punktami, lecz nie tym się teraz przejmował. Do jego myśli nie trafiało nic innego, jak brodaty tajemniczy mężczyzna, o którym opowiadał kolejnym osobom. Część z nich nie miała ochoty wysłuchiwać jego historii, inni jeszcze mówili, że nie mają teraz czasu i ucinali rozmowę. Udało się jednak znaleźć także kilka osób, które przynajmniej wysłuchały opowieści o porannym zdarzeniu, a trzech czy czterech znajomych obiecało podzwonić dalej i spróbować się czegoś dowiedzieć. Mimo utraty punktów i kilka bezsensownych krótkich pogawędek uznał wieczór za pozytywnie spędzony.

Z dobrego samopoczucia wytrąciło go dopiero spojrzenie na zegarek. Ten wskazywał kilkanaście minut po północy. Każde pójście spać później niż o 22.30 źle wpływało na odczyty zdrowia. Dodatkowo przegapił też zdrową kolację, a nieprzestrzeganie pór posiłków miało także swoje konsekwencje. Nie zwlekając już dłużej udał się do sypialni i nastawił budzik na 6.30, musiał usnąć w ciągu kolejnych dziesięciu, góra kilkunastu minut. Spanie poniżej sześciu godzin na dobę było uznawane za niezdrowe.

Poranna pobudka nie należała do najprzyjemniejszych. Po raz pierwszy odkąd wprowadzono system nie obudził się po pierwszym dzwonku budzika, spoglądając na zegarek z przerażeniem zauważył, że ten wskazuje 7.23. Powinien już kończyć śniadanie i poddawać się procedurze bezpieczeństwa, żeby zdążyć do pracy. Zapominając o całym świecie wziął szybki prysznic i ubrał się, myśl o gimnastyce czy zjedzeniu śniadania nawet nie pojawiła się w jego głowie.

Żwawym krokiem ruszył w kierunku drzwi, gdzie stanął przed czytnikiem. Pierwszy raz nie odczuwał niepokoju. Do czasu aż zegarek po dłuższym niż zazwyczaj czasie sprawdzania, którego nawet nie zauważył, zaświecił się na czerwono. Nagle mętlik myśli opanował jego głowę, a ręce zaczęły drżeć… Nastąpiła natychmiastowa blokada wszystkich wyjść z domu. W szumie miliona myśli usłyszał tylko krótki komunikat systemu bezpieczeństwa: „Prosimy o zachowanie spokoju i nieopuszczanie domu. W ciągu kilku minut pojawią się ochrańcy, celem odseparowania i pomocy w dojściu do zdrowia”.

9 KOMENTARZE

  1. tak, to nas czeka, jeszcze szczepienia czipami i mamyświat orwellowski z 1981 roku. Mam nadzieję, że nie przyjdzie mi „zasmakować” tego świata.

  2. Czy to cytat z jakiejś książki? Czy natchnienie, któregoś z piszących artykuły? Bo chciałybym skopiować a władza mówi, że trzeba źródło podać bo inaczej punkty zabiorą.

  3. Oby takich tekstów i twórczości bywało tu więcej. Jestem pod wrażeniem i chylę czoła. W piękny literacki sposób ujęty komentarz odnośnie „walki” z pandemią.

Comments are closed.