Wojewoda z PiS chciał wysłać do walki z koronawirusem osoby z grupy ryzyka. Za odmowę kilka tysięcy złotych kary tuż przed świętami

minister zdrowia/lekarz/Koronawirusa/na kwarantannie/Obrazek ilustracyjny/Fot. Pixabay/epidemia koronawirusa
Koronawirus/Obrazek ilustracyjny/Fot. Pixabay
REKLAMA

Konstanty Radziwiłł, wojewoda mazowiecki z PiS, przymusowo skierował do walki z koronawirusem osoby znajdujące się w grupie ryzyka i samotne matki. Gdy odmówiły to zostały ukarane wysokimi mandatami.

„Pani Anna choruje na serce. Dzwonek do drzwi niedługo przed godz. 23 w niedzielę nie wpłynął dobrze na jej samopoczucie. Jeszcze gorzej poczuła się, kiedy w drzwiach ujrzała policjantów z komendy w Białobrzegach. Ale naprawdę źle poczuła się, kiedy zobaczyła, co funkcjonariusze jej przynieśli” – informuje portal Onet.pl.

Funkcjonariusze policji przynieśli pani Annie decyzję wojewody mazowieckiego, wedle której miała się ona udać na okres jednego miesiąca do domu pomocy społecznej w oddalonych o 20 km Tomczycach „w celu zwalczania COVID-19”.

REKLAMA

Mowa tu ośrodku w którym 69 z 88 pensjonariuszy i 30 pracowników jest zakażonych koronawirusem. Pani Anna również znajduje się w grupie ryzyka. Dlaczego więc ona?

Ponieważ jest zawodową opiekunką osób starszych i wojewoda Radziwiłł przydzielił ją do tej placówki w oparciu o art. 47 ustawy o zapobieganiu oraz zwalczaniu chorób zakaźnych u ludzi. Artykułu nie przeczytał jednak uważnie, bo w tym samym przepisie jest mowa o zwolnieniu z obowiązku przymusowej pracy „osoby samotnie wychowującej dziecko w wieku do lat 18”.

Pani Anna nie była jedyną potraktowaną w ten sposób pracownicą opieki. Poza nią była jeszcze Pani Monika i inni.

Wojewoda się pomylił, a panie i tak ukarano

No, ale dobrze – wojewoda źle zrozumiał przepis, pomylił się, a panie i tak odmówiły pracy. Sprawa powinna więc, mimo nie przyjemnych wizyt w środku nocy u chorej kobiety, rozejść się po kościach, prawda?

Wcale, że nie. Po odmowie postanowiono panie ukarać mandatami na kilka tysięcy złotych.

– 12 kwietnia przyszli do mnie policjanci i próbowali wręczyć karę 5 tys. złotych. Gdybym była wtedy w domu, przyszliby prosto na śniadanie wielkanocne – mówi pani Monika.

Ot, taki prezent na święta Wielkiejnocy. Karę dostała również pani Anna i kilku innych pracowników. Ci, których jeszcze nie odwiedzono z mandatami, spodziewają się takich wizyt w najbliższym czasie.

Podsumowując: wojewoda mazowiecki chciał wysłać ludzi przymusowo do pracy na podstawie artykułu, który ich z tego obowiązku zwalniał. Co więcej, wśród nich były osoby znajdujące się w grupie największego ryzyka zakażeniem i ciężkim przechodzeniem choroby. Gdy odmówili to ukarał ich mandatami na kilka tysięcy złotych.

Źródło: Onet.pl

REKLAMA