Rząd planuje rewolucję w nakładaniu mandatów. Już nikt nikomu nie pożyczy samochodu?

Fotoradar autostrada kierowcy
Fotoradar /foto: PAP
REKLAMA

Teraz za zdjęcie z fotoradaru zapłacić musi, ten kto dopuścił się złamania przepisów, ale jak informuje „Dziennik Gazeta Prawna”, wszystko ma się zmienić. Ministerstwo Infrastruktury chce, żeby mandaty płacili właściciele samochodów. Powodem zmiany są oczywiście pieniądze, te które nie trafiają do kasy państwowej.

Rząd za nic ma uczciwość w stosunku do obywateli. Zamiast tego woli wybierać warianty nielogiczne i nieuczciwe. Z racji tego, że obecne przepisy utrudniają egzekwowanie płatności za mandaty, resort wpadł na pomysł. Zły oczywiście. Nie mający wiele wspólnego ze sprawiedliwością wpisaną w szyld partii rządzącej.

Jedynym priorytetem zdaje się być zasada: „zrobić wszystko, żeby jak najbardziej wydoić obywateli”.

REKLAMA

Oczywiście nie ma co podważać zasadności karania kierowców, którzy swoją brawurą zagrażają innym, ale przerzucenie odpowiedzialności za to z rzeczywistego pirata, na właściciela samochodu jest nieprawdopodobnie niesprawiedliwe. Ciekawe czy doczekamy się pomysłu, że za zabójstwo pójdzie siedzieć właściciel noża, którym zamordowano człowieka, a nie prawdziwy przestępca.

W rozmowie z „DGP” Główny Inspektor Transportu Drogowego Alvin Gajadhur stwierdził, że sposób nakładania mandatów jest przestarzały, nieskuteczny, skomplikowany i kosztowny. Obecnie jeśli fotoradar robi zdjęcie, to właściciel samochodu musi wskazać osobę, która nim jechała.

Według nowego pomysłu, właściciel też miałby wskazać kierowcę ze zdjęcia, ale miałby na to 14 dni. Po upływie tego czasu z automatu dostawałby karę administracyjną, która może być wyższa od samego mandatu. W tym rozwiązaniu nie byłoby punktów karnych, spraw w sądach i komplikacji proceduralnych.

– System faktycznie trzeba usprawnić – powiedział dla „DGP” Rafał Weber, wiceminister infrastruktury. Teraz skuteczność w egzekwowaniu mandatów wnosi 45 proc. Reszta unika kary.

REKLAMA