Rumunia w czasach zarazy. Najgorzej w Braszowie i Suczawie

Bukareszt. Rumunia
Parlament Rumunii Fot. Wikipedia

Licząca trochę ponad 20 milionów mieszkańców Rumunia może się pochwalić niezłymi wynikami w walce z epidemią koronawirusa. Do tej pory zmarły tu 552 osoby i odnotowano 10,4 tys. zakażeń.

Chociaż to najbiedniejszy kraj UE, to szpitale w Bukareszcie i Timisoarze dają sobie nieźle radę z leczeniem pacjentów. Na drugim biegunie są dwa miasta, gdzie infrastruktura szpitalna jest w dość dramatycznym stanie. Chodzi o Braszów i Suczawę, gdzie mieście się zresztą siedziba Związku Polaków w Rumunii. To największy ośrodek infekcji koronawirusem w tym kraju.

Prezydent Klaus Ioannis ogłosił stan wyjątkowy jeszcze 16 marca. Ograniczono wychodzenie Rumunów z domów, a zasady izolacji nadzoruje nie tylko policja, ale i wojsko. Osobom naruszającym przepisy stanu wyjątkowego grożą grzywny od 412 do nawet 4120 euro.

Prezydent dość regularnie pokazuje się w telewizji. W czasie prawosławnych świąt Wielkanocy apelował dość ostro o pozostawanie w domach. Nie ma tu żądnych dat łagodzenia przepisów.

W Rumunii brakuje masek, a te które się sprzedaje są wątpliwej jakości. Podobnie jak w Polsce ciężko pracuje rumuński transport. Firmy tego kraju obsługują np. często trasy z Europy do Turcji.

Rumunia boryka się też z problemem wwożenia do tego kraju różnych odpadów z całej Europy. Śmieci, które trafiały do Azji, czy Afryki, teraz próbuje się upchnąć na peryferiach UE. Zwiększyło się bezrobocie, ale to m.in. skutek powrotu wielu Rumunów z „saksów” w Europie Zachodniej. Do pracy za granicę wyjechało dwa miliony osób.

Niektórzy jednak znaleźli jednak tam zatrudnienie ponownie. Rumunami ratowało się np. niemieckie rolnictwo, a chętnych na sezonowe roboty w Niemczech nie brakowało. Oferty pracy złożyli też w Bukareszcie np. Austriacy.

Źródło: France Info