Dzień Wolności Prasy. Mowa nienawiści i hejt w służbie cenzury lewicy

Cenzura.
Cenzura - zdjęcie ilustracyjne. / foto: pixabay

W Dzień Wolności Prasy warto przypomnieć słowa Thomasa Jeffersona: „Jedynym zabezpieczeniem wszystkich jest wolna prasa”.

W 1798 roku w ramach tzw. ustawy o „buntownictwie” zakazano publikowania treści „skandalicznych i napastliwych” wobec rządu USA. To przyczyniło się do późniejszej porażki urzędującego Johna Adamsa z Thomasem Jeffersonem.

Już jako urzędujący Prezydent USA Jefferson ułaskawił wszystkich skazanych na podstawie tych przepisów.

Podstawą wolności prasy jest oczywiście wolność słowa, którą ta ustawa radykalnie ograniczała – i co spotkało się z powszechnym oburzeniem. Kto ma określać czym są treści „skandaliczne” albo napastliwe?

Dokładnie z tym samym mamy obecnie do czynienia pod pretekstem tzw. mowy nienawiści czy hejtu. Cytując George’a Orwella „jeśli wolność słowa coś oznacza, to oznacza prawo do mówienia ludziom tego, czego nie chcą słyszeć”.

Mowa nienawiści i hejt to dwa słowa, pod którymi nie kryje się zupełnie nic, a jednocześnie może kryć się wszystko. Prawo musi być proste i jednoznaczne, nie może być w nim miejsca na karanie za coś, czego nie jesteśmy w stanie zdefiniować.

Aby wdrożyć takie przepisy musiałby istnieć cenzor, który określałby według własnego uznania w każdej sytuacji co jest mową nienawiści, a co nią nie jest. Podobnie jak przed 200 laty chodzi o cenzurę i ograniczenie krytyki konkretnych grup.

Wolność słowa musi być nieograniczona i musi wiązać się, jak każda wolność, z odpowiedzialnością. To implikuje jeden przypadek, w którym karanie za słowa jest dopuszczalne.

Ten przypadek to kłamstwa. Wydaje się uzasadnione, bym miał prawo pozwać kogoś kto mnie oczernia lub publikuje nieprawdziwe informacje na mój temat i zażądać odszkodowania. W tym jednym przypadku jesteśmy w stanie określić zero-jedynkowo (prawda-fałsz) dane słowa.

Czy mamy w Polsce do czynienia z wolnością prasy? W pewnym stopniu, jednak do ideału dużo brakuje.

Jeżeli wszyscy pod przymusem muszą zrzucać się na telewizję rządową to część z nich nie będzie miała środków na wsparcie tych mediów, które by chcieli. Jeżeli istnieje system koncesji i pozwoleń to nie mamy do czynienia z w pełni wolnym rynkiem. Takie przykłady można niestety mnożyć.

A dla wszystkich tych, którym nie podoba się, że w realiach względnej wolności część mediów działa nie tak, jakby chcieli i domagają się interwencji państwa, warto przypomnieć słowa Alberta Camusa:
„Wolna prasa może – oczywiście – być dobra lub zła, ale z całą pewnością bez wolności, prasa nigdy nie będzie inna niż zła”.