Francja w sobotę ogłosiła kwarantannę dla obcokrajowców. W niedzielę ją odwołała

Prezydent Francji Emmanuel Macron. Fot. youtube
Prezydent Francji Emmanuel Macron. Fot. youtube
REKLAMA

Zarządzanie w czasach zarazy pokazuje pewne sprzeczności w działaniach władzy. W sobotę 2 maja rząd ogłosił poddawania osób przyjeżdżających do Francji kwarantannie. Dzień później Pałac Elizejski stwierdził, że obywatele krajów UE i Wielkiej Brytanii będą mogli wjeżdżać… bez kwarantanny.

Teraz publiczne media starają się wyjaśnić taką sprzeczność. Minister zdrowia Olivier Véran oświadczył, że dwutygodniowa kwarantanna obejmie także po 11 maja (data poluzowania przepisów we Francji), „każdego, kto wjedzie na jej terytorium”.

Pałac prezydencki oświadcza tymczasem, że niemożliwe jest organizowanie kwarantanny dla wszystkich i powołuje się na przyczyny pragmatyczne. Po prostu codziennie do Francji nadal wjeżdżają tysiące ludzi z krajów sąsiednich w celach np. biznesowych. Te sprzeczne komunikaty pokazują pewien chaos w zarządzaniu kryzysem i prawdopodobnie mieszanie zaleceń sanitarnych z ideologią.

REKLAMA

Na poziomie unijnym obowiązuje teoretycznie zasada dotycząca wspólnej kontroli granic zewnętrznych Unii Europejskiej i strefa Schengen. Granice są więc „zamknięte do odwołania, z wyjątkiem niezbędnych podróży”. Macron nie jest zwolennikiem wewnętrznego „zamykania” Unii.

Opozycja widzi więc w działaniach prezydenta chęć obrony za wszelką cenę projektu otwartych granic. Paryż zamknął je jako jeden z ostatnich krajów, w momencie kiedy wcześniej zrobiły to i tak wszystkie kraje sąsiednie. Prezydent Emmanuel Macron jeszcze po wybuchu epidemii w kraju, nadal bronił „otwartych granic”. Za zamknięcie granic USA krytykowano np. w Paryżu mocno Donalda Trumpa. Później Francuzi zrobili to samo.

Prezydent Francji na ambicje zostania „liderem Europy”. Niechęć wobec ograniczania swobodnego przepływu ludzi można wiązać z jego planami wychodzenia z kryzysu poprzez wzmocnienie UE i „suwerenności europejskiej”.

Politycy są gotowi na szykowanie „nowego świata” po czasach zarazy. ”Europejska suwerenność” wydaje się jest iluzją. Tak naprawdę przed ideą Europejczyka jest zawsze Anglik, Francuz, Włoch, Niemiec, Polak, Węgier, czy Rosjanin. Paradoksalnie udowodnił to wirus Covid-19 z wojną o maski i respiratory oraz działania rządów, dla których pierwszeństwo przed paneuropejską ideologią miała zasada ochrony własnych społeczeństw. Dotyczyło to także otwarcia granic.

Źródło: France Info/ VA

REKLAMA