Kulisy delegalizacji Hezbollahu w Niemczech i udział w tej operacji Mosadu

Szef Hezbollahu, Hassan Nasrallah, przemawia po śmierci Sulejmaniego fot. PAP/EPA WAEL HAMZEH
Szef Hezbollahu, Hassan Nasrallah, przemawia po śmierci Sulejmaniego fot. PAP/EPA WAEL HAMZEH

Po Wielkiej Brytanii i Holandii, Niemcy stały się trzecim państwem UE, który zdelegalizował u siebie działalność organizacji Hezbollah. W innych krajach europejskich zakazana jest działalność wojskowego ramienia tej organizacji, ale dopuszcza się obecność jej przedstawicielstwa politycznego.

Szef Hezbollahu Hassan Nasrallah w telewizji Al Manar potępił „decyzję polityczną” Niemiec, która oznacza jego zdaniem „poddanie się woli amerykańskiej” i zmierza do „zadowolenia Izraela”. Działająca w Libanie organizacja jest wspierana przez Syrię i Iran, ale jej przedstawicielstwa w Europie organizują także np. zbiórki pieniędzy na swoje cele.

Zamknięcie przedstawicielstwa Hezbollahu w Niemczech to cios dla tej organizacji. Policja dokonała nalotów na jej biura; a MSW Horst Seehofer oświadczył, że „Hezbollah jest organizacją terrorystyczną, która dokonała wielu ataków terrorystycznych i porwań na całym świecie”. Dodał, że „nielegalne działania i przygotowanie ataków mają również miejsce na ziemi niemieckiej.”

Policja przeszukała lokale w Berlinie, Bremie, Munsterze i Dortmundzie. Według izraelskiego kanału telewizyjnego Channel 12, miejsca przeszukań miały wskazywać Niemcom służby wywiadowcze, czyli Mossad.

Mossad informował BND w szczególności o przechowywaniu w magazynach na południu kraju setek kilogram azotanu amonu. To materiał używany do produkcji materiałów wybuchowych. Jednak łupem policji padły przede wszystkim materiały propagandowe Hezbollahu.

Naciski na inne kraje

Tel Awiw i Waszyngton wywierają presję w sprawie delegalizacji Hezbollahu także na inne kraje UE. Zwłaszcza na Francję, która też jest silnym ośrodkiem jego działalności. Według amerykańskiego kanału Fox News, ambasador USA w Berlinie Richard Grenell, spotkał się osobiście z Emmanuelem Bonne, doradcą dyplomatycznym Emmanuela Macrona, aby go przekonać do podjęcia takiego kroku.

Paryż jest tu jednak ostrożny. Hezbollah jest obecnie jedną z głównych sił politycznych w Libanie, a ten kraj tradycyjnie leży także w strefie zainteresowania Francji. Hezbollah ma dziś deputowanych i ministrów w rządzie libańskim. W rządzie ma miejsce trójstronna gra między Hezbollahem, partią Amal a Wolnym Ruchem Patriotycznym prezydenta Michela Aouna. Równowaga jest tu bardzo krucha.

Francja nie chce zrywać więzi politycznych z Libanem, krajem historycznie frankofońskim i pragnie zachować tam swoje wpływy. , Francja jak dotąd odmawiała sankcjonowania całego Hezbollahu. Paryż powołuje się na ONZ, które nie umieściło Hezbollahu na liście organizacji terrorystycznych.

Kolejna przyczyna to chęć zachowania spokoju w swoim kraju. Francja ma w pamięci ataki terrorystyczne z lat 80., z którymi islamiści z tego kręgu byli powiązani. Paryż ma też inne podejście, niż Amerykanie, do Iranu. W dodatku pewien opór wobec Waszyngtonu to niemal narodowy sport francuskiej polityki. Na razie delegalizacji Hezbollahu nad Sekwaną więc raczej nie będzie.

Były minister spraw zagranicznych Hervé de Charette uważa, że działania duetu ​izraelsko-amerykańskiego są „nieproduktywne”. Uważ, że lepsze są tu środki dyplomatyczne.

Źródło: Le Point

Comments are closed.