Koronowairus. Badanie laboratoryjne. Zdjęcie ilustracyjne. Foto: PAP/EPA
Koronowairus. Badanie laboratoryjne. Zdjęcie ilustracyjne. Foto: PAP/EPA

Na Madagaskarze przybyło zwolenników teorii spiskowej wokół koronawirusa. „Zapracował” na to ciężko francuski Instytut Pasteura, który ma tam placówkę wspieraną przez WHO. Jego oddział na wyspie fałszywie zdiagnozował 6 maja 67 nowych przypadków zarażenia Covid-19 w ciągu jednego dnia.

Był to wybuch prawdziwej „bomby”. Do tej pory Madagaskar miał tylko 300 stwierdzonych przypadków zarażeń. Tak nagły przyrost, w kraju który nie miał wielu zachorowań, wywołał niemal panikę.

Okazało się, że wyniki testów były wadliwe i było nie 67, ale zaledwie 5 nowych przypadków zakażeń. Kiedy sprawa się wydała, zrobiło się nieciekawie. Może w innym kraju byłaby to zwykła pomyłka i wystarczyłby przeprosiny, ale na Madagaskarze natychmiast powstały teorie spiskowe.

W dodatku ten afrykański kraj ma swoje lekarstwo, naturalny „Covid-Organics” i jest obrażony, że światowe agencje ds. zdrowia wątpią w jego skuteczność. Prezydent Madagaskaru Andry Rajoelina uważa nawet, że gdyby taki lek posiadał jakiś kraj europejski, to takich wątpliwości by nie było. Wg prezydenta problem polega na tym, że środek pochodzi z Afryki i świat nie chce zaakceptować faktu, że taki biedny kraj jak Madagaskar, może znaleźć formułę ratującą przed pandemią.

Michalkiewicz. The Movie

Zrobili to specjalnie?

Teraz wpadka Instytutu Pasteura udowodniła Malgaszom, że ten Zachód tym bardziej nie jest nieomylny. Afrykańskie media piszą, że „w świetle tych skandali musimy zakwestionować wszystkie wyniki testów na koronawirusa przeprowadzane przez sieć Instytutu Pasteura”. Niektórzy twierdzą, że tak duży wzrost zachorowań miał zdezawuować skuteczność malgaskiego leku „covid-organics”.

Prezydent Andry Rajoelina w telewizyjnym przemówieniu w niedzielę 17 maja mówił o „niedopuszczalnej sytuacji, spowodowanej przez błąd człowieka lub celowe działanie”. Jak widać sam prezydent nie zamyka drzwi do teorii spiskowych.

Instytut Pasteura z Madagaskaru (IPM) zarządził wewnętrzne dochodzenie. Na razie twierdzi, że próbki mogły zostać zanieczyszczone w czasie transportu lub poboru i stąd pomyłka. W wywiadzie dla gazety Le Monde, André Spiegel, dyrektor IPM oburza się na publiczne ataki.

Spiegel mówi, że czuje się tym mocno dotknięty. „Rozumiem, że władze domagają się śledztwa, ale można było to zrobić w bardziej poufny i pokojowy sposób” – dodaje.

Źródło: Le Monde/ France Info