Rosja zlikwiduje kolejną autonomię? NOA zamieszkany przez rdzenny lud koczowniczy ma się połączyć z sąsiednim obwodem

Władimir Putin ostrzega:
Władimir Putin Foto: print screen z YouTube/CBS News

Alarmujące wieści dla wolnościowców płyną z Rosji. Z mapy Rosji już niedługo może zniknąć kolejna autonomia zamieszkana przez rdzennych mieszkańców.

Nieniecki Okręg Autonomiczny (NOA) zamieszkuje rdzenny lud koczowniczy – Nieńcy. Autonomia ma wielkość średniej wielkości państwa w Europie, ale zamieszkuje ją zaledwie 44 tys. ludzi, z czego Nieńcy stanowią 7 tys. NOA ma swój parlament, urzędników i gubernatora. Choć Rosja w mediach przedstawiana jest jako państwo zamordystyczne, to kraik Nieńców cieszył się różnymi swobodami.

Należy tu również dodać, że NOA jest jednym z najbogatszych miejsc w Rosji. Wydobywa się tam ropę, miedź, gaz, złoto czy diamenty. Średnia pensja wynosi 80 tys. rubli (ok. 5 tys. złotych).

Niestety, to właśnie bogactwo NOA w zasoby i oparcie na nim gospodarki może doprowadzić do jego zguby. Władze chcą połączyć autonomię z sąsiednim obwodem archangielskim.

Pełniący obowiązki gubernatora obwodu archangielskiego Aleksandr Cybulski oraz pełniący obowiązki przywódcy NOA Jurij Biezdudny podpisali w ubiegłym tygodniu memorandum dotyczące połączenia obu regionów. Powodem jest kryzys związany ze spadkiem cen ropy. Budżet NOA skurczył się przez to dwukrotnie.

Może być to jednak tylko pretekst, bo obserwatorzy zauważają, że Kreml od dawna dokonuje zmian kadrowych. Do NOA kierowani są urzędnicy, którzy mogliby pomóc w połączeniu obu obwodów. Mieszkańcy NOA mają do tego pomysłu skrajnie negatywny stosunek.

Z niepokojem całą sytuację obserwują mieszkańcy sąsiedniej Republiki Komi. Niegdyś autochtoni – Komi – stanowili tam 90 proc. mieszkańców. Dziś tę narodowość deklaruje zaledwie co piąty mieszkaniec, a władze Rosji przymierzają się powoli do likwidacji autonomii.

Mówi się o tym, że Republika Komi również miałaby się przyłączyć do obwodu archangielskiego. Jeśliby się tak stało, to na terenie Federacji Rosyjskiej powstałaby jednostka administracyjna o rozmiarze większym niż np. Francja.

To część antywolnościowego trendu

Jest to kolejny objaw trendu, który powinien być alarmujący dla wolnościowej prawicy. Konserwatywni liberałowie, dla których klasykiem jest Hans-Hermann Hoppe i jego idea tysiąca Liechtensteinów, czy polski Paderewski i jego idea Stanów Zjednoczonych Polski, muszą z niepokojem obserwować tego typu działania.

W Europie mieliśmy przykład siłowego stłumienia przez hiszpański rząd protestów w Katalonii. Oczywiście UE wtedy nie zareagowała. Od lat jesteśmy świadkami nierespektowania praw Polaków z Wileńszczyzny na Litwie i Polaków na Białorusi. Rząd Węgier już od dawna stara się wspierać Węgrów na ukraińskim Zakarpaciu. Niechlubną cegiełkę dołożył również Andrzej Duda wetując umożliwienie polskim Kaszubom posługiwania się w urzędach ich językiem. W Niemczech naród Serbów Łużyckich jest praktycznie na wymarciu.

Rząd PiS ma mocno sanacyjną, scentralizowaną wizję Polski. Podobnie jednak w reszcie Europy coraz częściej dąży się do francuskiego, lewicowego modelu państwowości w którym zniszczono regionalizm.

Niszczenie regionalnych narodowości to tylko pierwszy krok do zacierania szerszej tożsamości narodowej. Na rękę jest to eurokratom, którzy również Unię widzieliby jako państwo federacyjne, a nie związek państw niezależnych.

Źródło: Rzeczpospolita, nczas.com

Comments are closed.