
Janusz Korwin-Mikke został wezwany przez Unię Europejską do udowodnienia tego, że żyje. Okazuje się jednak, iż samo oświadczenie lidera Konfederacji nie wystarczy, konieczne było zaświadczenie lekarskie.
Na swoim Facebooku Janusz Korwin-Mikke udostępnił pismo, które otrzymał z Brukseli. Jak możemy przeczytać chodzi o kontrolę wewnętrzną dotyczącą pobierania przez byłych posłów świadczeń emerytalnych. Kontrola jest okresowa.
– Zwracamy się zatem z uprzejmą prośbą o przesłanie nam zaświadczenia potwierdzającego, że pozostaje Pani/Pan przy życiu na dzień podpisania tego oświadczenia – czytamy w piśmie.
Niestety fakt, że Korwin-Mikke osobiście poświadczy, że żyje nie wystarczy. Jest to o tyle absurdalne, że faktycznie nie można mieć pewności kto podpisał jakieś zaświadczenie. Jednak w dzisiejszych czasach i przy obecnej technologii nie powinno stanowić problemu zweryfikowanie tożsamości posła.
Zgodnie z pismem z Unii Europejskiej zaświadczenie takie musi być bowiem wystawione przez osobę trzecią. Może je wystawić lekarz, urząd miasta lub urząd cywilny.
– Otrzymałem więc stosowne zaświadczenie lekarskie – i dzięki temu wszyscy mają wreszcie dowód, że żyję. Bez tego dowodu zapewne nie mógłbym np. podróżować tramwajem – bo przecież nieboszczyk nie ma do tego prawa… – podsumowuje Korwin-Mikke.