Cenzura w Google, na Facebooku i YouTube. Tomasz Sommer UJAWNIA, jak niszczony jest „Najwyższy Czas!” [VIDEO]

Sommer: Jak cenzura niszczy Najwyższy Czas! NCzasTV
Sommer: Jak cenzura niszczy Najwyższy Czas! NCzasTV

Prezydent Donald Trump idzie na wojnę z cenzurą w sieci. Problem nie dotyka tylko niezależnych mediów, ale każdego z nas. W Polsce niezależne media nie mogą liczyć na rząd w egzekwowaniu prawa zabraniającego cenzury. Redaktor naczelny „Najwyższego CZASu” Tomasz Sommer opisał jak cenzura niszczy portal nczas.com

Prezydent Donald Trump wydał dekret, który ma powstrzymać cenzurę w sieci. To reakcja na działania m.in. serwisu społecznościowego Twitter.

W ostatnich dniach Twitter oznaczył wpisy prezydenta Trumpa jako zawierające potencjalnie nieprawdziwe informacje. A zarzut szerzenia fake newsów może doprowadzać do ręcznego ograniczania zasięgu grona odbiorców wiadomości.

Dla wszystkich użytkowników Internetu cenzura oznacza ograniczenia w swobodzie wypowiedzi i brak dostępu do informacji innych niż promowane przez skręconych w lewo gigantów internetowych jak Google i jego YouTube, Facebook czy Twitter.

Redaktor naczelny „Najwyższego Czasu!” Tomasz Sommer w swoim video-komentarzu pokazał na przykładzie portalu nczas.com jak działa współczesna cenzura. Ograniczanie treści prawicowych to codzienność.

Giganci cenzurują i mają w nosie polskie prawo

Google i Facebook w Polsce i prawie całym świecie zachodnim są największymi dystrybutorami treści w internecie. Google wskazuje co mamy czytać dzięki swojej przeglądarce i powiązanymi z nią usługami, oraz przede wszystkim przez smartfony za pomocą swojego systemu Android. To drugie jest teraz najważniejszym narzędziem ponieważ przytłaczająca większość czytelników czyta i ogląda treści za pomocą telefonów. Przykładowo 90 proc. czytelników naszego portalu korzysta z niego przez smartfony.

Teoretycznie Google daje możliwość personalizacji i wybrania, które źródła informacji preferujesz. W praktyce nikt tego nie robi, a jak już nawet przebrnie się przez googlowskie ustawienia i zaznaczy co się chce a czego nie chce się widzieć to… i tak dostanie to, co chce Google, a wybrane źródła pojawią się w 5 przypadkach na 100.

Facebook z kolei jako największy na świecie portal społecznościowy decyduje, co pokaże na twojej tablicy. Zapewne każdy użytkownik zauważył, że pomimo polubienia różnych stron niektóre przestają mu się pokazywać na tzw. „wallu”.

Drastyczne obcięcie dystrybucji treści spotkało także portal nczas.com i to wielokrotnie.

Google jak zamknięta twierdza

Przykładowo w maju ubiegłego roku ruch na naszym portalu ze strony Googla (smartfony i wyszukiwarka) spadł nagle o około 90 proc. Pisanie do polskiego oddziału firmy na niewiele się zdało. Ciągle ktoś nam odpisywał, że sprawdzamy, wszystko będzie ok, damy znać… i nic.

Po kilku miesiącach udało nam się dotrzeć do człowieka odpowiedzialnego za tzw. bany w oddziale Google w USA i dowiedzieliśmy się, że zostaliśmy zbanowani za… komentarze czytelników pod naszymi tekstami. Dystrybutor treści odcina nas od czytelników za komentarze czytelników i nawet nie raczy nas poinformować o co chodzi. To tak jakby „Ruch” bez słowa zaprzestał sprzedawania jakiejś gazety, bo tak mu się podoba.

Gdzie jakiś tryb odwołania? Gdzie informacja? Dochodzenie swoich praw? Można o tym zapomnieć… Polskę traktuje się jak trzeci świat.

Facebook szukał pretekstu?

Facebook z kolei wymyślił sobie tzw. weryfikatorów treści. Współpracuje głównie z francuską rządową, mocno lewicową agencją informacyjną Agence France-Presse, a także z mniejszymi organizacjami. W Polsce jest to Stowarzyszenie Demagog, finansowane m.in. przez Fundację Batorego, Facebooka, Ambasadę USA i… powołany przez rząd PiS Narodowy Instytut Wolności.

Na początku roku Facebook za pomocą swoich weryfikatorów zbanował nasze profile za tzw. fake newsa. Co było tym fejkiem? Przetłumaczony z brytyjskiego „The Guardian” artykuł o tym, że na kamerach termowizyjnych na lotniskach widać jak ludzie wypuszczają gazy. Okazało się, że to nie prawda – ktoś sprawdził kamerą termowizyjną i gazów nie widać. Cóż, zdarza się. Ta wiadomość była tak wielkiej wagi i tak znacząca dla świadomości Polaków, że postanowiono nas zbanować. Oczywiście dobrze wiemy, że był to tylko pratekst.

A gdzie możliwość sprostowania? Odwołania? Dochodzenie swoich praw zgodnie z polskim ustawodawstwem? Mają to w nosie.

Cenzura w Polsce jest zakazana konstytucyjnie

To oczywiście nie koniec problemów nczas.com – więcej w filmie poniżej. Najważniejsze jest to, że giganci internetowi dopuszczają się cenzury, nie są tylko dystrybutorami, ale aktywnymi redaktorami, jednak nikt za to nie odpowiada, stoją ponad polskim prawem.

Artykuł 54 Konstytucji Rzeczypospolitej Polskiej mówi wyraźnie:

1. Każdemu zapewnia się wolność wyrażania swoich poglądów oraz pozyskiwania i rozpowszechniania informacji.
2. Cenzura prewencyjna środków społecznego przekazu oraz koncesjonowanie prasy są zakazane. Ustawa może wprowadzić obowiązek uprzedniego uzyskania koncesji na prowadzenie stacji radiowej lub telewizyjnej.

Wszystkie portale i dystrybutorzy treści powinni być zarejestrowani w Polsce i odpowiadać przed polskimi sądami jak każdy inny podmiot działający w tej branży w naszym kraju. Giganci internetowi zarabiają w Polsce naprawdę spore pieniądze, ale traktują Polaków jak gorszy sort, który ma płacić i nie ma żadnych praw.

Polecamy obejrzeć całość poniższego filmu, a zrozumiecie Państwo jak to dokładnie działa na wielu poziomach.

Źródło: NCzasTV

6 KOMENTARZE

  1. Hmm, przecież to prywatne firmy, mogą publikować co tylko chcą.
    Zgadzam się, że w tych organizacjach istnieje cenzura obsadzona w większości przez lewoskrętnych pólgłówków ale i tak uważam, że powinniśmy te sprawy zostawić wolnemu rynkowi.
    Zakaz cenzury w prywatnych mediach może zadziałać jak miecz obosieczny. Kiedyś może przyjść do NCzas Biedroń i kazać zamieścić swój artykuł opisujący orgię sodomitów. Jak odmówicie to zacznie wrzeszczeć „precz z cenzurą”.
    I jeszcze jedno: nie wszystkie bany jakie dostajecie pochodzą z ręcznej cenzury. Podejrzewam, że około 2/3 z nich można uniknąć np moderując komentarze lub ukrywając je przed crawlerami google (prosty javascript).

    • Prywatne firmy muszą działać w ramach prawa. Po pierwsze, cenzurowanie z powodów politycznych jest naruszeniem umowy jaką z firma zawiera użytkownik. Po drugie, cenzura prewencyjna jest w Polsce zakazana. Przykład z Biedroniem jest chybiony, ponieważ NCzas nie jest platformą do publikowania wszystkiego co nie narusza prawa tylko czasopismem publikującym to co zaakceptuje redakacja.

  2. Te firmy, google, fb, yt nie są dostawcami, są dystrybutorami (kolporterami) cudzej treści a to podlega innym przepisom. Np. RUCH musi się zgodzić na dystrybucję zarejestrowanego czasopisma, niezależnie od poglądów kolportera na jego treść. Ponadto są prawie monopolistami i można dowodzić, że ich siła finansowa wynika z przestępstwa – fałszerstwa dolara przez FED. Jeszcze jest inny kwiatek: w ich zarządach zasiadają funkcjonariusze z organizacji politycznych Sorosa i jemu podobnych (patrz ostatnia zmiana rady nadzorczej fb). Nie ma więc tu wolnego rynku, państwo musi się bronić przed monopolem agentury obcego wpływu.

  3. Tu chodzi o nakierowanie poglądów . Nie możesz napisać co myślisz . Tylko możesz napisać co my ci pozwolimy . I to jest ten marksizm kulturowy wciskany na siłę . Jeszcze istnieje rasizm katolików . Wiara tak, ale nie taka która tobie odpowiada , tylko ta co to oni uważają za słuszną .
    Konstytutkę czyta się w Polsce jak kto chce . Jedni widzą w niej prawo inni omijają i to jest fenomen . Pytanie po co ona jest?

  4. Jestem po stronie NCzasu ponieważ u was jest najmniej tego oficjalnego bełkotu porażonych „postępem”

  5. Kompletne odwrocenie pojec. Ktos slusznie zauwazyl, ze sa to prywatne firmy. To jak prywtna posesja. To wlasciciel decyduje kogo chce na swojej ziemi a kogo nie.

    Ale to szczegol. Mnie interesuje co innego; dlaczego prawica, obojetne czy samozwancza i falszywa czy to „prawdziwa” libertariansko-sowiecka nie zalozy sobie prawicowego odpowiednika facebooka gdzie bedzie mogla dla odmiany cenzurowac (przynajmniej z pozoru) tresci komunistyczne czy generalnie lewicowe. Odpowiedz jest prosta. Zeby przyciagnac wiecej niz 5% populacji trzeba miec cos do zaoferowania, cos lepszego niz jest dostepne w tej chwili. Ale rozejrzyjcie sie

Comments are closed.