Ordynator oddziału zakaźnego o szczepionce na koronawirusa: Nie działać zgodnie z „jedyną słuszną teorią”

Dr Zbigniew Martyka. / foto: Facebook: Przemysław Martyka

Dr Zbigniew Martyka, ordynator Oddziału Zakaźnego w szpitalu w Dąbrowie Tarnowskiej powiedział na antenie Radia RDN, że w przypadku szczepionki na koronawirusa trzeba brać pod uwagę kilka czynników, a nie tylko postępować „zgodnie z jedyną słuszną teorią”.

Dr Martyka zapytany o to, czy zaszczepi się na koronawirusa odparł, że sprawa nie jest prosta, a pod uwagę trzeba brać kilka czynników, kiedy ta już powstanie. Wśród nich wymienia: sprawę immunizacji, zmienności antygenowej, stopnia zagrożenia oraz analizę możliwych korzyści i działań niepożądanych.

Immunizacja

W jakim celu podaje się szczepionki? Otóż dąży się do tego, żeby organizm poprzez wytworzenie odpowiednich przeciwciał miał większe możliwości zwalczenia infekcji, jeśli do niej dojdzie – zaczyna dr Martyka. Przypomina, że drugą opcją jest naturalne wytworzenie przeciwciał poprzez kontakt z wirusem, kiedy organizm rozpoznaje go i sam zaczyna się bronić.

Jeśli organizm nie miał kontaktu z danym drobnoustrojem, to można podać szczepionkę zawierającą antygen tego drobnoustroju i w ten sposób sztucznie sprowokować organizm do produkcji przeciwciał. W przypadku, gdy ktoś już przechorował, lub przeszedł bezobjawowo daną infekcję, to posiada przeciwciała i podanie szczepionki nie jest konieczne – mówi dr Martyka.

Zmienność antygenowa

Dr Martyka podkreślił, że część wirusów jest zmiennych w czasie i potrafi się rozwijać. Koronawirusy są obecne z nami od lat, jednak do tej pory nie rozprzestrzeniały się tak szybko i nie powodowały takiej liczby zakażeń i zgonów. Jeżeli dojdzie do kolejnej mutacji wirusa, to szczepionka przeciwko dziś znanemu ustrojstwu może okazać się nieskuteczna.

Poda się w szczepionce antygeny znanego, wyizolowanego wirusa i przeciwko niemu organizm zacznie produkować przeciwciała ale gdy zaatakuje nas wirus, który zmienił swoja budowę antygenową, szczepionka nic nam nie da – podkreśla ordynator oddziału zakaźnego.

Stopień zagrożenia

Odpowiadając na inne pytanie doktor powiedział, że opinie o sztucznym wyolbrzymianiu problemu koronawirusa są coraz bardziej popularne wśród lekarzy. Z drugiej strony podanie szczepionki może wiązać się z ryzykiem, szczególnie takiej tworzonej w szybkim tempie.

W przypadku koronawirusa dane statystyczne mówią o śmiertelności rzędu setnych części promila w stosunku do całej populacji, więc można się zastanowić, czy jest w tym przypadku konieczna szczepionka – mówi dr Martyka.

Korzyści i straty

Ostatnią kwestią, na którą zwraca uwagę ordynator jest po prostu rozważenie „za” i „przeciw”. – Chodzi o szersze spojrzenie na problem zdrowotności społeczeństwa. Nawet, jeśli choroba jest stosunkowo łagodna, bo na zwykłą grypę umiera większy procent ludzi, to pada tu argument: „Nie chodzi o ciebie, chodzi o tych, którzy mają zmniejszoną odporność a nie mogą się zaszczepić i dlatego trzeba zaszczepić wszystkich możliwych do zaszczepienia ludzi na świecie, by tym nielicznym osobom o zmniejszonej odporności zapewnić większe bezpieczeństwo” – mówi dr Martyka.

Lekarz tłumaczy to na przykładzie osiedla, na którym wszyscy są zdrowi, ale jeden mieszkaniec ma obniżoną odporność. Podanie szczepionki porównuje do celowego zażywania antybiotyków przez zdrowych mieszkańców, aby wyeliminować jak najwięcej szczepów bakterii, zamiast skupienia się na wzmocnieniu odporności mieszkańca, który ma z nią problem.

Tak więc trzeba brać pod uwagę wszystkie aspekty a nie postępować sztampowo, zgodnie z „jedyną słuszną teorią”, bo takie „jedynie słuszne” w medycynie nie istnieją – podsumowuje dr Zbigniew Martyka.