Zamieszki w Senegalu. Ci mają własne powody

Prezydent Senegalu Macky Sall. Fot. Wikipedia
Prezydent Senegalu Macky Sall. Fot. Wikipedia

Rząd Senegalu ustępuje manifestantom i skraca godzinę policyjną z 21 na 23. Minister spraw wewnętrznych Aly Ngouille Ndiaye zapowiedział też znoszenie ograniczeń dotyczących transportu i przemieszczania się.

Przez ostatnie dwie noce w Dakarze i kilku miastach odbywały się protesty. Senegalczycy wyszli na ulice po wejściu w życie godziny policyjnej, podpalając opony, blokując drogi i rzucając kamieniami w policję. Tutaj, chociaż też „bili Murzynów”, nie chodziło jednak o „solidarność” z „antyrasistami” w USA.

Decydował wzrost przypadków koronawirusa. Władze uciekły się do drastycznych środków, ale to nie spodobało się ludności. Po protestach, prezydent Macky Sall obostrzenia przepisów złagodził

Zajścia były jednak gwałtowne. Wielu Senegalczyków po trzech miesiącach izolacji ma po prostu dość. W kraju dochodziło już do zamieszki z powodu głodu.

Pierwsze protesty rozpoczęły się jeszcze we wtorek 2 czerwca. W mieście Touba, 200 km na wschód od Dakaru, spalono trzy policyjne pojazdy i karetkę pogotowia. Zaatakowano także szpital zakaźny.

W Mbacké młodzi ludzie budowali barykady i palili opony. Protestujący zaatakowali lokalną siedzibę radia RFM, należącą do prywatnej grupy prasowej piosenkarza i byłego ministra Youssou Ndoura. W Diourbel (centrum kraju) i Tamba (wschód) aresztowano w sumie 74 osoby.

Źródło: Le Point