Szwedzki epidemiolog o Polsce. „Zamrożenie gospodarki nie ratuje nikogo, odsuwacie zgony na później”

Zdjęcie ilustracyjne. Źródło: pixabay
Zdjęcie ilustracyjne. Źródło: pixabay
REKLAMA

Doradca szwedzkiej Agencji Zdrowia Publicznego i wieloletni główny epidemiolog Szwecji ostrzegł Polskę przed zamrażaniem gospodarki. Zgony spowodowane zarażeniem i tak nadejdą, tylko później i przy zrujnowanej gospodarce.

Johan Giesecke to doradca szwedzkiej Agencji Zdrowia Publicznego, a wcześniej główny epidemiolog Szwecji. Przez lata był też głównym naukowcem w Europejskim Centrum ds. Zapobiegania i Kontroli Chorób.
Giesecke zgodził się na wywiad dla polskich mediów. Odniósł się w nim do ruchów polskiego rządu w obliczu epidemii koronawirusa.

Przypomnijmy – Szwecja nie zdecydowała się na wprowadzanie obostrzeń i tzw. lockdownu. Chodzi o zamrażanie poszczególnych gałęzi gospodarki, w obawie przed rozprzestrzenianiem się koronawirusa.
Zdaniem Giesecke to błędna decyzja. Jak wyjaśnia lekarz Szwecja już w połowie czerwca uzyska tzw. odporność zbiorową.

REKLAMA

– Możemy tylko powiedzieć, że 60 proc. mieszkańców zachoruje do tego czasu na COVID-19. Nie wiemy, czy są odporni, choć wszystko na to wskazuje. Między nami krążą inne koronawirusy, które prowadzą do zbudowania odporności u ludzi. Jest więc mało prawdopodobne, by ten był inny – ocenił lekarz.

– Od samego początku przyjęliśmy, że powinniśmy stosować tylko te restrykcje, które mają podstawy naukowe, czyli istnieją dowody, że przyniosą skutek. Tak naprawdę tylko dwa rodzaje ograniczeń są udokumentowane naukowo. Po pierwsze, powinniśmy często myć ręce. Po drugie, nie należy nadmiernie zbliżać się do ludzi. Poza tym założyliśmy, że najważniejsze jest, by chronić starszych ludzi, bo chorują poważniej. Szkoły i restauracje są otwarte, można chodzić na zewnątrz, gdzie się chce, bez narażania się na spotkanie z policjantem i pytania: „Co tu robisz?!” – dodał szwedzki lekarz.

Giesecke zaznaczył jednak, że w Szwecji są pewne obostrzenia. Jednak na tle Polski wyglądają co najmniej zabawnie.

W Szwecji obostrzenia polegają bowiem na tym, że w jednym miejscu nie może spotkać się więcej niż… 50 osób. Zamknięte są też kina, teatry i stadiony.

Natomiast Szwedzi są PROSZENI o rezygnację z podróży. Nie ma jednak oficjalnych zakazów.

– Działamy z założeniem, że ludzie nie są głupi. Jeśli zostaną poinformowani, jak się rozprzestrzenia choroba, usłyszą apele, by dziadkowie nie spotykali się z wnukami, to posłuchają. Prawo i zakazy, policja i wojsko nie są potrzebne. Ludzie rozumieją – stwierdził Giesecke.

Giesecke stwierdził, że takie podejście byłoby możliwe i w Polsce. „Ludzie nie są głupi. Wystarczy im wszystko uczciwie, jasno wyjaśnić” – podkreślił.

Źródło: GW

REKLAMA