Co by tu jeszcze….? Jacek Sasin bierze się za „budowę” miliona samochodów elektrycznych

Jacek Sasin Źródło: prt sc YouTube/Radio Zet
Jacek Sasin Źródło: prt sc YouTube/Radio Zet
REKLAMA

Wicepremier Jacek Sasin był gościem w „Rozmowie RMF”. Polityk powtórzył słowa Mateusza Morawieckiego z pierwszej kadencji o samochodach elektrycznych.

– Jesteśmy gotowi, by wybudować milion samochodów elektrycznych – powiedział wicepremier Jacek Sasin.

No cóż, wybory nie wyszły, drukowanie kart też nie, a i z górnictwem jest tak sobie. Coś jednak wicepremierowi wyjść musi, więc może te samochody elektryczne?

REKLAMA

Co prawda sam pomysł, że państwo ma „budować” samochody jest kuriozalny. Zaczerpnięty wprost z PRL-u. Tylko, czy wypada się jeszcze dziwować?

W końcu ten rząd płaci za oczka wodne, ma w planach państwową sieć sklepów spożywczych i bony na wakacje. Jeśli jutro Sasin powie, że uruchamia państwową fabrykę papieru toaletowego, a pojutrze Emilewicz zapowie bony na depilację pleców dla 40-latków, to czy ktoś się jeszcze zdziwi?

Tylko jak się tak temu przyjrzeć, to można posmutnieć. Bo okazuje się, że Polska ma predyspozycje do bycia bogatym państwem. Bo możemy wydać kilkadziesiąt milionów na karty wyborcze, które trafią do niszczarek, czy na wybory które się nie odbyły i wszyscy jeszcze jakoś żyjemy. To jakby nam się wiodło, gdyby te wyrzucane w błoto pieniądze zostawały w naszych kieszeniach?

Bez Państwowej Agencji Kosmicznej, zarządów lotnisk i elektrowni, które jeszcze nie powstały. Bez wydawania pieniędzy na bony i kolejne świadczenia, oraz na obsługujących je urzędników. Przecież to wszystko idzie z podatków, które płacimy.

To pokazuje skalę tego na co byłoby nas stać, gdybyśmy nie płacili za to wszystko.

Deklaracje pana Sasina przywodzą zaś na myśl pewien klasyk Wojciecha Młynarskiego:

REKLAMA