Tak deprawuje państwo socjalne. Wstrząsająca opowieść właścicielki „Fabryki Fajansu”

Ta historia to smutny przykład na to, jak socjalizm deprawuje ludzi. Zdjęcie ilustracyjne: Pixabay
Ta historia to smutny przykład na to, jak socjalizm deprawuje ludzi. Zdjęcie ilustracyjne: Pixabay

Co państwo socjalne zrobiło z polskim społeczeństwem? Dramatyczna relacja właścicielki „Fabryki Fajansu” pokazuje, że duża część Polaków kieruje się jedynie zasadą „to mi się należy!”.

„Fabryka Fajansu” działała od 2002 roku, a nieczynna jest od 1 kwietnia 2020. Oficjalna przyczyna zamknięcia to epidemia koronawirusa. Tak naprawdę winni upadkowi są jednak pracownicy, którzy postanowili wyssać z firmy ostatnie środki, nie myśląc o tym, że gdy upadnie, to nie będą mieli gdzie pracować. To wszystko pomimo tego, że właścicielka przedstawiła im sensowny plan awaryjny.

Właścicielka chciała ratować firmę i zadbać o pracownice. Usłyszała, że to „jej problem”

– Straciłam wszystkie zamówienia, a moje malarki i dział odlewni, w większości, były na okresie ochronnym [przed emeryturą przyp. red.], więc zaproponowałam im na ten trudny okres pracę w mojej drugiej firmie – mówi właścicielka, Ewa Szanowska.

Brzmi dobrze? Przedsiębiorca, który jednocześnie dba o dobro pracowników i firmy zasługuje na szacunek. Panie mogłyby zarabiać w trudnym okresie w nowym miejscu, a potem powrócić do poprzedniej pracy. To mogłoby zadziałać gdzieś, gdzie społeczeństwo myśli długoterminowo i nie brak mu wyobraźni. W Polsce jednak lata socjalizmu zrobiły swoje.

– Żadna nie wyraziła zgody. Powiedziały, że to jest mój problem, a nie ich, one są na okresie ochronnym i ja ich nie mogę zwolnić, ani przesunąć. Przepisy są jakie są, ja to rozumiem, tylko przykro mi, że po tylu latach pracy żadna z nich nie poszła mi na rękę – kontynuuje właścicielka.

Czyli panie stwierdziły, że skoro przepisy mówią, iż posada im się należy, to szefowa na pewno jakimś magicznym sposobem znajdzie sposób na utrzymanie firmy. Napad na bank? Ręczne wytwarzanie pieniędzy w domu? Trudno powiedzieć, co uroiły sobie pracownice. Najsmutniejsze jest to, że bizneswoman robiła wszystko, by jej podopieczne w jak najmniejszym stopniu odczuły zmianę.

Samochód służbowy? Ta sama płaca? Po co? Przecież można dostawać pieniądze za siedzenie w domu, bo jest epidemia

– Proponowałam samochód służbowy, aby mogły dojechać do drugiej pracy. Miała się ona odbywać w tych samych godzinach, co w Fabryce Fajansu. Fakt, że jako pracownicy gospodarczy, ale uważam, że tutaj nie ma to znaczenia. Liczy się to, że nie chciałam nikogo zwalniać i utrzymać tę samą płacę – mówi.

Zamiast z wdzięcznością i szacunkiem Szanowska spotkała się z szemraniem za plecami i knuciem.

– Zanim podjęłam decyzję o zamknięciu firmy rozmawiałam z Państwową Inspekcją Pracy i Radcą Prawnym, i powiem Panu tak: mogłam je oddelegować do drugiej firmy, ale wiązało się to z ryzykiem dla mnie z tego względu, że zachowanie takiego samego wynagrodzenia z obniżeniem warunków pracy wiązało się z tym, że one w każdej chwili mogłyby mi założyć sprawę o odszkodowanie. Nie zdecydowałam się więc na to. Słyszałam za swoimi plecami „nie wyrażajcie zgody, będzie nam płaciła do emerytury”, no to było niezbyt miłe. Tym bardziej, że pracowałam z nimi kilkanaście lat, to nie jest rok, ani pół – żali się Szanowska.

Teraz firma jest zamknięta, a miejsca pracy zniknęły. Panie, które pośrednio do tego doprowadziły, powinny przypomnieć sobie przysłowia o „gryzieniu ręki, która karmi” i „kalaniu własnego gniazda”. Przykre, co z polskim społeczeństwem zrobił socjalizm.

Źródło: portalwloclawek.pl

Comments are closed.