Lewactwo zmienia język „walki klasowej” na język „walki rasowej”

Feministka z Paryża Franciszka Verges Fot. Wikipedia

Francuski tygodnik „Valeurs Actuelles” zauważa ciekawe zjawisko zmiany języka lewicy. „Walkę klas” zastępuje „walka ras”. Pojawiają się w użyciu takie pojęcia jak „raso-kapitalizm”, „rasa społeczna”, czy „białotriarchat” („blantriarcat”).

Współcześni wyznawcy ideologii Marksa już dawno porzucili stare kanony marksizmu -leninizmu i przez marksizm kulturowy, przechodzą w kierunku modnej formy jakiegoś indygenizmu, czyli dość szalonej formy wywyższania społecznego mniejszości etnicznych.

Owe mniejszości są obecnie nową, niemal deifikowaną klasą społeczną, która zastąpiła już nie tylko „klasę robotniczą”, ale i ma w sobie znacznie więcej mocy, niż inne „uciskane klasy”, nawet LGTB+.

W dodatku nie chodzi tu tylko o mniejszości etniczne na danym terytorium, ale cały potencjał migracyjny trzeciego świata, który może jeszcze nadejść i resocjalizować bialych europejskich tubylców.

Islamiści

Zjawisko ewolucji w kierunku „antyrasizmu” widać w różnych ruchach i prądach. Nawet w obrębie islamu, gdzie powstaje ciekawy mariaż lewicowo-islamski. Kro by się tam przejmował „detalami” niewolnictwa w kulturze arabskiej, itp.

Zdanie: „islam, który jest dopełnieniem boskiego objawienia, od samego początku był rewolucją samą w sobie, rewolucją rewolucji”, nie wypowiedział żaden radykalny imam, ale rewolucyjny komunista, który przyjął islam, czyli niejaki Ilicz Ramirez Sanchez. Znany lepiej jako terrorysta ko „Carlos” ambo „Szakal”.

Teraz ten pochodzący z Wenezueli terrorysta zamienił czerwoną gwiazdę na islamski półksiężyc. Stało się to w celi więziennej w Poissy, gdzie być może wyznawanie islamu trochę pomaga, bo to także najsilniejsza subkultura więzienna.

Trockiści

Kolejny przykład to niejaki Sadri Khiari, który przeszedł drogę od trockizmu do rewolucyjnego „antyrasizmu”. W Tunezji był trockistą i działaczem związkowym. Od 2003 roku mieszka we Francji. Jest tu jednym z członków-założycieli partii o nazwie Ruch Indygenistów Republiki (MIR). W 2010 r. przekształciła się w partię Partii Indygenistów Republiki (PIR).

Walczą o „tożsamość”, ale nie francuską, lecz tą importowaną z miejsc pochodzenia migrantów i ich zstępnych. Celem jest „zmienianie Francji”. Khiariemu chodzi o „tożsamość” rasową części społeczeństwa.

W książce „Rewolucja kolonialna we Francji” z 2009 r. pisze: „kapitał produkuje klasy, patriarchat produkuje płcie, a kolonializm europejski i światowy wytwarza rasy”. Dalej rozwija wizję rzekomego rasizmu systemowego. Świat jest dwubiegunowy. Pierwszy biegun to „biały świat”, „drugi biegun to świat autochtonów”.

Przeciwstawia się zasadom integracji, bo to „broń białych”. Tymczasem razem z rosnącą falą migracji rośnie także „nasza potęga społeczna, która jest już potęgą polityczną”. „Nasza rzeczywistość demograficzna jest już rzeczywistością polityczną” – dodaje. To tylko jeden przykład „intelektualnych możliwości antyrasizmu”.

Feministki

Ciekawą drogą, ale w podobnym kierunku przechodzą feministki. Pochodząca z Paryża Françoise Vergès uważa, że horyzontem feminizmu nie jest już żadne wyzwalanie kobiet, ale walka z… rasizmem. Twierdzi, że postawienie tylko tematu równości płci jest… całkowicie przyziemne. Broni więc pomysłu i idei „dekolonialnego feminizmu”, bardziej wrażliwego na kwestie społeczne i problemy trzeciego świata.

Ubolewa też nad faktem, że przestrzeń medialna jest zarezerwowana dla tak zwanych „burżuazyjnych” feministek. Dotyczyć to ma np. ruchu MeeToo. Vergès tymczasem potępia „fałszywą niewinność białego feminizmu” „w obliczu kolonialnego i niewolniczego dziedzictwa”.

Maboula Soumahoro to wykładowca uniwersytetu w Tours i SciencePo w Paryżu. Jest mniej radykalna od poprzedników, ale być może groźniejsza. Naucza, że biały człowiek nie może mieć racji przeciwko czarnemu lub Arabowi. Jest częstym gościem programów radiowych i TV. Przeszczepia do Francji np. amerykańskie pomysły „miesiąca czarnej historii” i chce konfrontować „Republikę Francuską twarzą w twarz z rzeczywistością jej historii”.

Warto też wspomnieć o prowadzonych we Francji od 2016 r. „dekolonialnych obozach letnich”. Są zakazane dla białych. Organizuje je Siham Assbague, która jednak łaskawie stwierdza, że „Białe kobiety, zawoalowane, mogłyby uczestniczyć”.

Wśród największych „zbrodni” współczesnych są rasizm, antymodernizmu i homofobia, z tych największy staje się rasizm. Tabuny polskich lewaków wsłuchujących się w głosy „postępu świata” i gotowe do małpowania każdej postępackiej głupoty, dopóki nie ściągniemy im nad Wisłę jakiejś większej hordy migrantów, ciągle będą passé…

Źródło: VA

Comments are closed.