Korwin-Mikke: Najwięcej wolności mieliśmy w ostatnim roku rządów PZPR. Potem przyszli agenci Kiszczaka

Janusz Korwin-Mikke. Foto: PAP
Janusz Korwin-Mikke. Foto: PAP

„Najwięcej wolności mieliśmy w Polsce w… ostatnim roku rządów PZPR. Potem przyszła neo-Solidarność, czyli agenci śp. gen. Czesława Kiszczaka – i krok za krokiem likwidowali tę wolność” – pisze w najnowszym felietonie na swojej stronie internetowej Janusz Korwin-Mikke.

Jeden z największych krzewicieli idei wolnościowej w Polsce nawiązuje tym samym do słynnej ustawy Wilczka, którą wprowadzono w 1988 roku. W największym skrócie legalizowała ona prywatną działalność gospodarczą. Funkcjonowała na zasadach: „co nie jest zakazane, jest dozwolone” i „pozwólcie działać”.

Później było już tylko gorzej. Wprowadzano wiele nowelizacji, które składały się z regulacji, koncesji, ograniczeń, aż wreszcie w 2001 roku ustawa Wilczka została zastąpiona ustawą – Prawo działalności gospodarczej.

Gang urzędników

„Gdy ktoś proponuje, by przywrócić „Ustawę Wilczka” z 1988 roku, to odpowiedź brzmi: – Nie da się! Dlaczego? Dlatego, że w 1988 roku panowała wolność i ludzie mogli się najszybciej bogacić. Potem krok za krokiem zaczęto wprowadzać euro-socjalizm – czyli na robienie wszystkiego trzeba było otrzymać koncesję albo zezwolenie – a za to wszystko urzędnicy brali łapówki. Powstał gang 680 000 urzędników – i oni nie dopuszczą, by zlikwidować ten system” – nie ma wątpliwości Korwin-Mikke.

Armia urzędnicza rosła, rosła i rosła, a dziś w cenie nie jest kreatywność, tylko właściwe wypełnianie formularzy.

„Oczywiście: od 1988 roku liczba urzędników wzrosła czterokrotnie i każdy – emeryt, student, ślusarz, rolnik czy taksówkarz – musi utrzymać na karku bandę nierobów: tych, co biorą za nic rozmaite zasiłki (ale przynajmniej nie przeszkadzają innym pracować…) i tych, co zamiast zasiłków biorą znacznie większe urzędnicze pensje – i za to wydają setki rozporządzeń, które przeszkadzają ludziom pracować. Ci są znacznie szkodliwsi. Dlatego tak niskie są zarobki i emerytury. Rozmawiam z kobietą, która wspomina: – Dawniej mój zięć spędzał dziennie 15 minut w biurze, wypełniając papierki – a 9 godzin zajmował się produkcją tapicerki. Obecnie dwie godziny zajmuje się produkcją tapicerki – a osiem godzin ślęczy nad papierkami, wypełniając rozmaite formularze i kombinując, jakby tu obejść podatki. Bo dawniej dobry tapicer to był ten, co robił dobre tapczany” – pisze polityk.

Minął etap Gierka, Gomułki, Bieruta

Korwin-Mikke nie ma wątpliwości, że PiS cofa polską gospodarkę jeszcze bardziej, do czasów sanacji. Upatruje w tym pewną szansę, o ile PiS nie zatrzyma się w „cofaniu”.

„Obecnie PiS cofa nas jeszcze bardziej – już minął etap Gierka, Gomułki, Bieruta – zaczyna dochodzić do przedwojennej sanacji… Wydaje się, że jest coraz gorzej? Wcale nie! Jeśli cofaliśmy się od roku 1988 do 1975, potem do 1960, potem do 1949, a obecnie do 1936 – no, to jeszcze jedna czy dwie zmiany – i cofniemy się do roku 1880. A co wtedy było? Najpiękniejsza epoka w dziejach ludzkości. Bogactwo rosło błyskawicznie, powstawały tysiące wynalazków, ludzie zaczęli mieć domy murowane zamiast drewnianych – oraz zegarki na rękę. W 1890 w USA robotnicy zaczęli jeździć samochodami! Postęp w latach 1870 – 1905 był doprawdy oszałamiający. Takiego przyrostu bogactwa nie było w historii. Więc może zamiast narzekać na PiS, że nas cofa do czasów głębokiej komuny – pora zacząć nalegać, by jak najszybciej cofał nas dalej? I dalej. I szybciej! Zanim to wszystko zbankrutuje…”pisze na stronie korwin-mikke.pl prezes partii KORWiN.

Comments are closed.