ZOO na Bronksie przeprasza, że 100 lat temu pokazywało u siebie „dzikiego”

Bronx ZOO Fot.Wikipedia

Ogród zoologiczny Bronx w Nowym Jorku oficjalnie przeprosił za wydarzenia z 1906 roku. W „Monkey House” zaprezentowano wtedy publiczności „dzikiego” z Afryki Środkowej. Teraz instytucja mierzy się z „rasistowskim dziedzictwem”.

Ciekawe za ile lat przeproszą za pokazywanie człekokształtnych? Później za łamanie praw innych zwierząt i zapłacą jeszcze odszkodowanie za bezprawne więżenie ich w klatkach. ZOO staje się biznesem wysokiego ryzyka.

W dodatku, o ile pokazywanie „dzikich” było zapewne kiedyś zajęciem dochodowym, teraz nie trzeba za to płacić, a wystarczy pospacerować po samej dzielnicy Bronx. Za darmo i często bywa znacznie bardziej „dziko”, niż 100 lat temu.

Nowojorski „zoolog” zapewne widzi swój rychły koniec. Wydał więc przeprosiny: „W imię równości, przejrzystości i odpowiedzialności, musimy zmierzyć się z historyczną rolą naszej instytucji w promowaniu niesprawiedliwości rasowej podczas realizacji naszej misji ratowania dzikich zwierząt i dzikich miejsc.” Tak brzmi oświadczenie Towarzystwa Ochrony Przyrody (WSC), które prowadzi ZOO.

Człowiek eksponatem ZOO

WSC po raz przytoczył dwa incydenty, które wykazały „nieuzasadnioną nietolerancję rasową”. Chodzi tu o potraktowanie młodego mężczyzny Oty Bengi z Afryki Środkowej. Benga pochodził z ludu Mbuti, z terenów dzisiejszej Demokratycznej Republiki Konga.

Został przywieziony do Stanów Zjednoczonych przez „niecnego biznesmena” w celu wykorzystania jego wizerunku na targach światowych w St. Louis w 1904 roku. Ówczesny dyrektor ZOO na Bronxie, William Hornaday, wystawiał później pana Bengę przez kilka dni w Monkey House we wrześniu 1906 roku.

Dla „antyrasistów” to prawdziwa woda na młyn ich propagandy. Zapewne Hornaday był zwolennikiem Darwina i uznał Afrykańczyka za jakieś „brakujące ogniwo ewolucji”. Zapewne wietrzył w tym także tym biznes. Na „interesie” jednak się przejechał, bo po protestach musiał z pomysłu zrezygnować.

Benga trafił do schroniska na Brooklynie. Nie mógł wrócić do Afryki z powodu ograniczeń spowodowanych wybuchem I wojny światowej. Popełnił w końcu samobójstwo w 1916 r.

Eugenicy z Bronksu

Drugi incydent, za który ZOO teraz przeprasza, dotyczy „pseudonaukowego rasizmu” i eugenicznych poglądów dwóch założycieli Towarzystwa Ochrony Przyrody (WSC) – Madisona Granta i Henry Fairfielda Osborna. Założycieli w 1926 roku American Eugenics Society.

Książka Granta „The Passing of the Great Race” z przedmową Osborna, była lekturą nazistów, którzy w czasie procesu w Norymberdze wykorzystywali jej cytaty do usprawiedliwienia swoich działań i Holokaustu. Przeprosiny ze strony ZOO są jednak w tej sprawie trochę surrealistyczne.

Kiedy ZOO stwierdza – „potwierdzamy nasze zaangażowanie w to, że sprawiedliwość społeczna, rasowa i środowiskowa będą głęboko zakorzenione w naszej misji ochrony przyrody” – brzmi to po prostu głupio. ZOO zapowiedziało też otwarcie swoich archiwów dla badaczy…

Źródło: The Hill

7 KOMENTARZE

  1. W niektorych chinskich podrecznikach antropologii czarni to w dalszym ciagu ogniwo miedzy gorylem a czlowiekiem ..
    Przeprosin trudno sie spodziewac…
    Moze za 100 lat ??

  2. Lewacy się oburzają, że w ZOO był pokazywany człowiek. Ale to przecież to oni twierdzą, że człowiek jest takim samym zwierzęciem jak inne, a może nawet mniej wartościowym. W takim razie pokazywanie człowieka w ZOO jest jak najbardziej uprawnione.

  3. eee tam jak Trump wroci to sie te wszystkie czarne malpy pozamyka w tym samym zoo albo wysle z powrotem do afryki
    white live matter

Comments are closed.