Epidemia sprzyja także dobrym zmianom. „Homeschooling”, czyli dzieci wracają do rodziców

Klasa w szkole. Źródło: Pixabay
Klasa w szkole. Źródło: Pixabay

„Dzieci należą do rodziców” – to hasło niegdyś oczywiste, a dzisiaj budzi kontrowersje. Okazuje się jednak, że przynajmniej w tej jednej kwestii pandemia koronawirusa przysługuje się przywracaniu normalności.

Na razie niestety w USA, a nie w Polsce. W Stanach coraz więcej rodziców decyduje się na tzw. „homeschooling” czyli edukację domową.

Co prawda Amerykanie otworzą szkoły, ale wielu rodziców nie chce znów oddawać dzieci w cudze ręce. Jednym z powodów są panujące w szkołach obostrzenia – nakaz noszenia maseczek przez uczniów i nauczycieli, codzienne kontrole, zakaz korzystania z obiektów sportowych jak siłownie etc.

Możliwe, że rodzice docenili też plus posiadania wpływu na to, czego uczą się ich pociechy. Przypomnijmy, że mówimy tu o USA, gdzie rodzice i tak mają więcej do powiedzenia niż w Polsce.

U nas edukacja jest w pełni państwowa. To kolejne rządy decydują o wychowaniu polskich dzieci wedle linii akurat rządzącej partii. Kiedyś taka sytuacja byłaby nie do pomyślenia.

Non stop mamy do czynienia z dyskusjami pt. „puścić dzieci na religię, czy nie?”, „wprowadzić edukację seksualną do szkół, czy nie?” itd. itp.

W zasadzie jedynie Konfederacja na polskiej scenie politycznej chce, by to rodzice – dzięki bonom edukacyjnym – decydowali. Niech wybiorą, czy ich dzieci mają iść lub nie iść na dany przedmiot.

Edukacja domowa to oczywiście jeszcze lepsze i bardziej naturalne rozwiązanie, ale nie każdy rodzic ma na nią czas. Idealnie byłoby, gdyby w pełni dostępne były obie możliwości.

Źródło: nczas.com, fee.org

Comments are closed.