„Ubogacona” Szwecja goni Francję w liczbie porachunków z bronią w ręku

Malmoe w Szwecji. Zdjęcie ilustracyjne / fot. PAPDostawca: PAP/DPA.
Malmoe w Szwecji. Zdjęcie ilustracyjne / fot. PAPDostawca: PAP/DPA.

20 zabitych w strzelaninach od początku roku daje Szwecji drugie miejsce w Europie zaraz po Francji. Tego typu porachunki rozprzestrzeniają się na wcześniej dość spokojny kraj.

Kurdyjsko-szwedzki naukowiec Tino Sanandaji wskazuje na masową imigrację stojącą za zjawiskiem porachunków band z użyciem broni palnej. O strzelaninach zrobiło się głośno, po tym jak w jednej z nich w poniedziałek 3 sierpnia w pobliżu Sztokholmu, zginęła 12-letnia dziewczynka.

Przypomniano też zabójstwo dwóch kobiet w sierpniu zeszłego roku. Zostały zastrzelone na ulicy w w biały dzień. Jedna z ofiar trzymała na rękach dziecko. Od początku roku 2020 zginęło już w sumie 20 osób w ulicznych strzelaninach. W 2019 takie starcia pochłonęły 42 ofiary. Policja odnotowała w sumie od 1 stycznia 163 przypadki użycia broni palnej.

Gazeta „Dagens Nyheter” twierdzi, że 90% osób skazanych lub podejrzanych o udział w strzelaninach to migranci. Wspomniany Tino Sanandaji, autor badania pt. „Szwedzi i imigracja, koniec konsensusu?”, twierdzi, że to efekt mnożeniem się gangów, w większości złożonych z cudzoziemców.

Wskaźnik zabójstw, handlu narkotykami i przemocy w Szwecji eksplodował razem z napływem kolejnych fal migrantów. To wszystko dzieje się w kraju, który miał jeden z najniższych wskaźników zabójstw na świecie. Teraz konkuruje z Francją.

Przykład Malmoe

W Malmö, trzecim co do wielkości mieście Szwecji, wskaźnik zabójstw jest już wyższy, niż w Marsylii, gdzie gangi narkotykowe działają od wielu lat i prowadzą tu swoje porachunki. Nic dziwnego. Malmö zamieszkuje 179 narodowości mówi się tu 150 językami – chwali się „różnorodnością” miejski portal.

To najbardziej wielokulturowe miasto Szwecji, w którym ponad 30% mieszkańców urodziło się za granicą. O tym, że jest wyjątkowo nękane handlem narkotykami, brutalną przestępczością, czy komunotaryzmem (powstawaniem etnicznych gett), portal już nie wspomina.

Część szwedzkiej prasy donosi o sojuszu w okręgach imigracyjnych „Koranu i Kałasznikowa”. Tino Sanandaji porównuje sytuację w Szwecji do sytuacji we Francji. Twierdzi, że w użyciu broni palnej i użyciu materiałów wybuchowych, w skandynawskim kraju jest już gorzej. Francja wiedzie za to jeszcze prymat w podpaleniach samochodów.

Duża część winy leży po stronie „postępowej”, „gościnnej” i „kosmopolitycznej” lewicy. Pocieszające jest, że zjawisko przemocy nie jest już ignorowane tak jak wcześniej. Temat imigracji pojawia się np. w kampaniach wyborczych. Sondaże mówią, że to jeden z głównych problemów Szwedów, obok ekologii i walki z terroryzmem. 40% Szwedów uznaje imigrację za powód do niepokoju. Wśród „postępowych” polityków odsetek ten jest jednak znikomy…

Premier Szwecji socjaldemokrata Stefan Löfven, powiedział w ub. roku, że imigracja nie ma związku z przestępczością. Przedstawił za to teorię, że przyczyną wzrostu przemocy gangów było… ubóstwo.

Szwedzkie państwo opiekuńcze nadal istnieje i pogłębia problemy. Szwedzki model wielokulturowości już się skończył, o ile kiedykolwiek, poza retoryką polityczną, istniał. Tino Sanandaji dodaje, że ​imigracja może jednak też złamać szwedzką umowę społeczną i zakończyć erę państwa opiekuńczego.

Źródło: VA