Niczego się nie nauczyli. Morawiecki i jego PiSowski rząd chcą, żeby Unia wtrącała się w sprawy Białorusi

Premier Mateusz Morawiecki chce by Unia ingerowała w wewnętrzne sprawy Białorusi . / foto: PAP
Premier Mateusz Morawiecki/ foto: PAP
Prenumerata Najwyższego Czasu!

Premier Mateusz Morawiecki zaapelował w liście do szefa Rady Europejskiej Charlesa Michela i przewodniczącej Komisji Europejskiej Ursuli von der Leyen o zwołanie nadzwyczajnego szczytu Rady Europejskiej w sprawie sytuacji na Białorusi – poinformował w poniedziałek rzecznik rządu Piotr Müller.

W komunikacie zamieszczonym na stronie internetowej kancelarii premiera podkreślono, że po wyborach prezydenckich na Białorusi, jakie zostały przeprowadzone w niedzielę, władza użyła siły przeciwko swoim obywatelom, którzy domagają się zmian w kraju.

„Musimy solidarnie wesprzeć Białorusinów w ich dążeniu do wolności. Stąd też inicjatywa szefa polskiego rządu, aby nad tą sprawą pochyliła się Rada Europejska” – czytamy w komunikacie.

– Będziemy wzywali społeczność międzynarodową, Unię Europejską, by w sprawie Białorusi zajęła jednoznaczne stanowisko; nie tylko wypowiedziała się, ale podjęła bardzo zdecydowane działania – zapowiedział wiceszef MSZ Paweł Jabłoński w rozmowie w TVN24. Jak mówił, nie jest wykluczone, że MSZ wezwie ambasadora Białorusi.

PiS i rząd Morawieckiego niczego się nie nauczył. Wzywanie do działania jednej z najbardziej nieudolnych instytucji na świecie jaką jest Unia, do ingerowania w sprawy państw jest kompletnie pozbawione sensu. Interwencja Brukseli może tylko pogłębić chaos i napięcia. Nie ma ani jednego przykładu skutecznych działań Unii w regionach ogarniętych gwałtownymi politycznymi ruchami.

Całkowitą katastrofa zakończyły się próby wspomagania Arabskiej Wiosny i zaprowadzania demokracji w Afryce Północnej i na Bliskim Wschodzie. Cały region pogrążył się w wojnach, które trwają od blisko dekady. Libia jako państwo już nie istnieje.

Całkowitą katastrofą zakończyło się ingerowanie w sprawy Ukrainy i próby zaprowadzania tam tzw europejskiej demokracji. I w czasach Pomarańczowej Rewolucji w 2004 roku, kiedy Unia wspierała Wiktora Juszczenkę i w czasie tzw Euromajdanu kiedy to znów wspierano niby jakieś proeuropejskie i prodemokratyczne siły.

Skończyło się to setkami zabitych, a potem wojną w Donbasie teraz okupowanym przez jakieś prorosyjskie separatystyczne siły. Ukraina utraciła też Krym i nie ma żadnych oznak tego, że mogłaby go kiedyś odzyskać. Ofiary są liczone w tysiącach, a Ukraina jest w gorszym stanie niż w roku 2004  kiedy to wspierano Pomarańczowa Rewolucję.

Zwłaszcza ten ostatni przykład powinien dać Morawieckiemu i PiS-owi do myślenia. Zburzyć jakąś lichą stabilizację, lichy, ale nie tak znów bardzo opresyjny reżim za pomocą ingerencji z zewnątrz nie jest aż tak trudno. I co potem. Unii też się zdawało, że wspiera w Libii i Syrii ruchy demokratyczne, a okazało się, że to było ISIS. Nieudolna, nie potrafiąca poradzić sobie z własnymi problemami, może sobie mniemać, że wspiera proeuropejskie ruchy demokratów, a na koniec się okaże, że to jacyś ludzie Kremla. I znów zakończy się wszytko katastrofą.

Niezależnie od wielkiej sympatii dla Białorusinów, którzy nam Polakom są tak szczególnie bliscy, niezależnie od brutalności Łukaszenki, trzeba pozwolić tamtejszym obywatelom, by sami wzięli sprawy w swoje ręce i sami je rozstrzygnęli. Inicjatywa rządu Morawieckiego jest przejawem głupiej, szkodliwej nadgorliwości i nadaktywności. Tak jakby chciało się pokazać jakim to się jest wielkim graczem w tym regionie Europy.

Comments are closed.