Cichanouska tłumaczy dlaczego uciekła na Litwę. „Myślałam, że wytrzymam. Życie nie jest tego warte” [VIDEO]

Historyczna flaga Białorusi, Swietłana Cichanouska, pacyfikacja protestujących Źródło: PAP, collage
Historyczna flaga Białorusi, Swietłana Cichanouska, pacyfikacja protestujących Źródło: PAP, collage

Swietłana Cichanouska, główna kontrkandydatka Aleksandra Łukaszenki w ostatnich wyborach prezydenckich, uciekła na Litwę. Spekulowano, że została wywieziona, jednak jak sama przyznaje na udostępnionym nagraniu, to była jej własna decyzja.

O losie Swietłany Cichanouskiej i jej asystentki Maryi Marozowej krążyły w ciągu ostatnich 24 godzin różne informacje w Internecie. Ponoć miały zostać zaaresztowane lub siłą wywiezione z kraju. Okazuje się jednak, że obie panie z własnego wyboru uciekły na Litwę, gdzie są zupełnie bezpieczne.

Cichanouska opublikowała nawet nagranie w serwisie YouTube, na którym przyznaje, że ucieczka była jej decyzją.

– Myślałam, że ta kampania dała mi tyle sił, że wytrzymam wszystko […] Podjęłam bardzo trudną decyzję. Podjęłam ją całkowicie samodzielnie, ani przyjaciele, bliscy, sztab, ani (mąż kandydatki – red.) Siarhiej w żaden sposób nie mogli na nią wpłynąć – mówi na nagraniu.

Po wyborach, w których wedle oficjalnego przekazu CKW, Łukaszenka miał dostać ok. 80 proc, a Cichanouska 10 proc., w prawie wszystkich miastach wybuchły protesty. Sama kandydatka ogłosiła, że wybory najprawdopodobniej wygrała, a wyniki zostały sfałszowane, czym jeszcze zagrzała Białorusinów do protestowania.

Setki osób zostały aresztowane, a co najmniej jedna osoba została zabita. Tym bardzie bulwersujące wydaje się zachowanie uciekającej Cichanouskiej. Tym bardziej, że teraz kandydatka przekonuje, że „utrata ludzkiego życia nie jest warta tego co się dzieje”.

– Wiem, że wielu mnie zrozumie, wielu potępi, wielu znienawidzi, ale nie daj Boże, żeby ktoś stanął przed takim wyborem, przed jakim stanęłam – dodaje. – Uważajcie na siebie, ani jedno życie nie jest warte tego, co teraz się dzieje – kontynuuje.

Na takie rady jest jednak już trochę za późno. Nie wiadomo jak zareagują Białorusini teraz, gdy ta w którą uwierzyli ich zostawiła.

Jeszcze przed wyborami zdawało się, że kandydatura Swietłany Cichanouskiej wyrosła na główne zagrożenie dla szóstej reelekcji Aleksandra Łukaszenki. Cichanouska jest żoną – i startowała w imieniu – Siarheja Cichanouskiego, który trafił do więzienia i przez to nie mógł zarejestrować swojej kandydatury.

Poparcia udzieliły jej również sztaby innych kandydatów – Wiktara Babaryki i Walerego Capkały – wierząc, że może ona zmierzyć się z urzędującym od 30 lat prezydentem.

Niestety, okazało się, że nie podołała ona temu brzemieniu, wystraszyła się i uciekła, a teraz jeszcze próbuje odwrócić coś, co sama zaczęła.

Źródło: polsatnews.com, nczas.com, YouTube/Страна для жизни

Comments are closed.