Urzędnicze szaleństwo. Robisz darowiznę rodzinie? Uważaj. Oto jak skarbówka wydziera podatki

Urząd skarbowy i hieny ze skarbówki. Foto: YouTube/opłat
Urząd skarbowy i hieny ze skarbówki. Foto: YouTube

Darowizny w najbliższej rodzinie nie są opodatkowane, ale urzędnicy chwycą się każdego sposobu, żeby wyciągnąć od człowieka pieniądze. Taką właśnie sytuację opisuje portal rp.pl, gdzie syn musi opodatkować pieniądze od matki, bo nie zostały przesłane z konta na konto.

– Dla fiskusa najważniejsze są formalności. Uzależnia ulgę od czynności technicznych – powiedział dziennikarzowi „Rzeczpospolitej” Szymon Krawczyk, doradca podatkowy, właściciel kancelarii doradztwa podatkowego.

W sidła tego mechanizmu wpadły 32 tys. zł, które matka podarowała synowi. Oboje udali się do banku i razem dokonali operacji przekazania pieniędzy. Urzędnicy nie przyznali ulgi, bo pieniądze zostały wypłacone z konta kobiety i po trzech minutach wpłacone na konto syna, a powinny zostać przelane…

Obdarowany tłumaczy, że całą czynność wykonała kasjerka, a banknotów w rękach nie miał ani on, ani jego matka. To nie był jednak argument, który przekonałby pracowników Urzędu Skarbowego.

– Nie nastąpił przelew środków pieniężnych bezpośrednio z rachunku bankowego matki na rachunek syna ze wskazaniem tytułu przelewu jako darowizny – tłumaczą urzędnicy. W takiej sytuacji nie przysługuje więc zwolnienie i trzeba zapłacić podatek.

– To absurdalne podejście. Wprawdzie w przepisach jest warunek przekazania pieniędzy na konto nabywcy, ale nie narzucają one przecież obowiązku przelania ich bezpośrednio z rachunku darczyńcy. Poza tym cała operacja jest udokumentowana dowodami bankowymi. Nie ma wątpliwości, że darowizna została w tej sytuacji faktycznie dokonana – komentuje Szymon Krawczyk.

„Rzeczpospolita” przytoczyła kolejny przykład, który obnaża absurd zasad jakimi kieruje się skarbówka. Otóż w przypadku, kiedy będąca w podeszłym wieku kobieta, która nie ma konta w banku i ze względu na zły stan zdrowia, takiego rachunku nie może otworzyć, nie ma możliwości, żeby ominąć podatek i przekazać pieniądze własnej córce. Mimo, że taka darowizna byłaby udokumentowana pisemną umową.

– Takie rygorystyczne stanowisko fiskus prezentuje od lat. Nie przejmuje się tym, że czasami sytuacja życiowa uniemożliwia dopełnienie formalności. Jedyny ratunek w sądach. Zdecydowana większość wyroków jest korzystna dla podatników – mówi Szymon Krawczyk.

Urzędnicy jak widać nie podchodzą do takich spraw racjonalnie i ze zrozumieniem, tylko za wszelką cenę chcą wydrzeć z kieszeni obywateli kilka złotych podatku. Zdaniem eksperta, który wypowiedział się dla „RP”, jest to działanie niezrozumiałe i nieopłacalne. – Przyznam, że dziwi mnie postępowanie fiskusa. Spory o darowizny dotyczą z reguły niewielkich kwot, a angażują cały urzędniczy i sądowy aparat. To kompletnie nieefektywne. Niewątpliwie przydałoby się tu, zamiast zbędnej biurokracji, więcej ludzkiego spojrzenia. Formalne warunki są potrzebne, aby zapobiegać fikcyjnym umowom. Jednak w sprawach, w których nie ma niebezpieczeństwa nadużyć, niespełnienie technicznych wymogów nie powinno wykluczać ulgi – mówi Piotr Maksymiuk, doradca podatkowy w kancelarii Baker McKenzie.

Źródło: rp.pl