Bartosiak i Radziejewski miażdżą polską politykę ws. Białorusi. „Nie jesteśmy w żadnej grze. Argumenty moralne budzą tylko pogardę” [VIDEO]

Bartłomiej Radziejewski i Jacek Bartosiak. Foto: yt/Strategy&Future
Bartłomiej Radziejewski i Jacek Bartosiak. Foto: yt/Strategy&Future
Czarny tydzień w sklep-niezalezna.pl
Czarny tydzień w sklep-niezalezna.pl

Na Białorusi dzieją się rzeczy fundamentalne z polskiego punktu widzenia. W programie „Starcie mocarstw” rozmawiali o tym geopolityczni eksperci – Jacek Bartosiak i Bartłomiej Radziejewski.

Jeżeli Białoruś dostałaby się w ręce rosyjskie w całości, radykalnie pogorszyłaby się sytuacja geostrategiczna Polski. Wojska rosyjskie znalazłyby się niespełna 200 km od Warszawy, Polska miałaby długą granicę na dwóch kierunkach z Rosją. Kraje bałtyckie stałyby się niemal nie do obrony, co oznaczałoby również poważne reperkusje dla całego NATO. Oskrzydlona zostałaby Ukraina – przedstawiał Radziejewski z „Nowej Konfederacji”.

Na Białorusi ma miejsce obywatelskie przebudzenie przeciwko dyktatorowi Łukaszence.

Podzielam sympatię do opozycji białoruskiej. Mnie, jako wolnościowca, sympatyka Białorusi, porusza. Emocje trzeba jednak oddzielać od polityki. Tutaj kończy się poziom odruchów międzyludzkich i zaczyna się prawdziwa polityka, której w Polsce niestety nie widzę – kontynuował Radziejewski.

Ekspert przekonywał, że Polska zatrzymuje się na przeżyciach emocjonalnych, ale kompletnie brakuje analizy sytuacji i wniosków politycznych. Stawia na jednego konia, tj. białoruską opozycję, ale w przypadku utrzymania się reżimu Łukaszenki, kompletnie zamyka sobie drzwi do współpracy w przyszłości.

Błędy PiS

Radziejewski wskazał szereg błędów, jaki w kwestii Białorusi popełniła polska władza.

– Po powściągliwym i racjonalnie politycznie wspólnym oświadczeniu prezydentów Polski i Litwy, od razu zdewaluował je premier Morawiecki, mówiąc o potrzebie zwołania posiedzenia Rady Europejskiej, do czego, na mocy traktatu UE, premier nie jest uprawniony. Z odsieczą, dewaluując to oświadczenie, ruszył minister spraw zagranicznych (Jacek Czaputowicz, który już podał się do dymisji), mówiąc o Radzie Unii Europejskiej, a więc innej instytucji – wyliczał.

Kilkukrotna dewaluacja w ciągu kilkunastu godzin własnego stanowiska pokazuje elementarną dezorganizację polskiej polityki, kompromitującą nas na arenie europejskiej – mówił zdecydowanie.

Radziejewski ma wątpliwości, czy w Polsce ktokolwiek analizuje negatywne scenariusze rozwoju wypadków.

Należy się liczyć choćby ze scenariuszem, że osłabiony, ale wciąż silny Łukaszenka protesty utopi już nie w kropli, ale morzu krwi. A Moskwa, kluczowy gracz w regionie, również nie będzie siedzieć z założonymi rękoma. Poważna analiza musi to uwzględniać. Rosja na razie jest powściągliwa, ale trzeba zakładać, że podejmie interwencję militarną. Taki scenariusz trzeba sobie wyobrazić.

Impuls ulicy to nie wszystko

I teraz pojawia się pytanie: do czego my się właściwie przyczyniamy? Czy działamy na rzecz stabilności, pokoju, czy działamy na rzecz scenariuszy krwawych? Jeśli popieramy jednoznacznie opozycję demokratyczną, słabą, źle zorganizowaną, mającą ograniczone szanse na zwycięstwo, to czy za tym idą twarde argumenty, czy tylko potrzeba serca. Jeśli to drugie, to znaczy, że nie mamy prawdziwej polityki – mówił Radziejewski.

Polska stawia więc na „impuls ulicy”. Bartosiak zauważył, że to tylko jeden z elementów systemu państwowo-gospodarczo-społecznego, jeden z elementów gry politycznej.

Impuls uliczny ma to do siebie, że jest nieukierunkowany, nie wiadomo, gdzie pobiegnie, jak długo się utrwali. Ludzie są zmienni w swoich poglądach. Na dodatek nie wiemy, w jakim docelowo kierunku geostrategicznym wszystko się zmieni. Nie mówiąc o tym, że on i tak (w przypadku wygranej opozycji – red.) odziedziczyłby stary system kierunku geostrategicznego, cały system gospodarczo-społeczny, którego nie można ot tak zmienić. Trzeba mieć tysiące ludzi w aparacie za sobą, którzy żyją z tego systemu – przedstawiał Bartosiak.

Argumenty wyłącznie moralne budzą pogardę

Bartosiak przekonywał, że brak stabilizacji Białorusi ma automatycznie potencjał zdestabilizowania nas, Polski. Zauważył, że przez 30 lat Polska nie zbudowała swojej infrastruktury siły na Białorusi, „żeby mieć cokolwiek, choćby 6,5 proc. aktywów”. Wskazywał, że Białoruś w ogóle nie jest od Polski zależna. Ot choćby poprzez kupowanie np. prądu, jedzenia, czy w drugą stronę – konieczności sprzedaży swoich produktów.

Jeżeli tylko z wyżyn moralnych oceniamy to, co dzieje się na Białorusi, to nie jesteśmy w żadnej grze. Jeżeli używamy argumentów moralnych, nie mając realnych argumentów infrastruktury siły, dźwigni, ogólnie instrumentów polityki, to gracze, którzy mają te dźwignie, uważają, że jesteśmy cwaniakami, którzy instrumentalizują moralność, żeby osiągać swoje cele geopolityczne. Co gorsze uważają, że nie mamy nic innego, co budzi tylko pogardę, zwłaszcza u naszych sojuszników – mówił Bartosiak.

Niech to wybrzmi dokładnie, bo byłem tego świadkiem wielokrotnie. Jeśli za argumentami moralnymi nie stoją realne dźwignie polityki, to budzi to tylko pogardę – nie ma wątpliwości Bartosiak.

Cała, trwająca blisko godzinę dyskusja, do obejrzenia poniżej.

Comments are closed.