Albo Francja zacznie się bronić przed zdziczeniem albo… zniknie. „Pokojowa obecność lub ekspulsja”

Starcia Antify z policją. 70 procent Francuzów uważa, że ich kraj
Starcia Antify z policją. 70 procent Francuzów uważa, że ich kraj "dziczeje". Zdjęcie: Aurelien Morissard Dostawca: PAP/Photoshot

Sprawa 17-letniego Augustina, pobitego w Lyonie przez czterech Arabów i Murzyna za to, że stanął w obronie molestowanych dziewczyn przelała czarę goryczy. Dodatkowo doszły jeszcze zadymy po na ulicach Paryża po meczu PSG z Bayernem. Znany publicysta i polityk Zjednoczenia Narodowego Jean Messiha stawia w tygodniku „Valeurs Actuelle” alternatywę – „w obliczu zdziczenia musimy bronić się lub znikniemy”.

Autor pisze, że przemoc, która wybuchła po klęsce PSG w niedzielę w Paryżu, jest tylko kolejnym epizodem w globalnym najeździe części migrantów z Maghrebu i Afryki subsaharyjskiej „na wszystko co jest francuskie” i dziczenia obyczajów.

Messiha uważa, że niedzielne wydarzenia po przegranej PSG nie są właściwie dla nikogo zaskoczeniem. Można nawet założyć, że w przypadku zwycięstwa, zamieszki byłyby jeszcze poważniejsze, ponieważ na Polach Elizejskich zebrałoby się jeszcze więcej szumowin.

Wydarzenia w Paryżu, czy Lyonie to właściwie kronika codzienności francuskiej ostatnich lat. „Nowej Francji”, którą stworzyła koalicja „humanistyczno-postępowa” i „tchórzostwo pseudo-gaullistowskiej prawicy”.

„To, czego doświadczyliśmy wieczorem 23 sierpnia, to tylko powtórzenie tego, co wydarzyło się tu we Francji podczas Pucharu Narodów Afryki, który był rozgrywany w Egipcie. Wtedy sukcesy drużyny Algierii wywołała szereg zamieszek. Ale to także konsekwencja wielu innych pozasportowych wydarzeń” – dodaje autor.

Pada pytanie dlaczego wielkie mecze Manchesteru United, słynnej Barcelony, Juventusu czy Bayernu nie powodują takich miejskich zamieszek? Chodzi tu o szersze zjawisko poziomu zdziczenia społeczeństwa, czy pobłażliwości wobec bandytów eufemistycznie określanych „młodzieżą”. To, co wydarzyło się na Polach Elizejskich jest, wg Messihy, częścią także pewnej zupełnie nowej dynamiki. Związana jest ona z imigracją z Maghrebu i Afryki Subsaharyjskiej.

Subkultura antyfrancuska

Powstała subkultura antyfrancuska. Reprezentujący państwo policjant, strażak, czy żołnierz może liczyć tylko na wyzwiska. Francuz to „zjadacz wieprzowiny”, a Francuzka to „biała suka”.

Inwazje barbarzyńców obalały cywilizacje. Przed taką sytuacją stoi już Francja. Według Messiha wybór jest prosty – bronić się lub poddać się zniewoleniu.

Do obrony potrzeba jednak zdeterminowanej siły politycznej. Ta powinna poprowadzić walkę o rządy prawa. Jak na razie, niestety, lepiej są słyszalne głosy „Zbuntowanych” (partii Melenchona), Zielonych, komunistów, socjalistów i innej lewicy, którzy nie tylko są głusi na taki postulat, ale wręcz owej inwazji barbarzyńców sprzyjają.

Messiha formułuje w imieniu swojej partii – Zjednoczenia Narodowego postulat powstrzymania inwazji i przedstawienia przybyszom wyboru – „poszanowanie naszych praw, ale także naszej tożsamości” albo „więzienie lub dobrowolna reemigracja”.

„Cudzoziemcy muszą podlegać prostej zasadzie: pokojowa obecność lub wydalenie” – dodaje. Każdy kolejny rok ambiwalencji i uległości oznacza osłabienia zdolności obronnych Francji. Według Messihy zabrzmiał już ostatni dzwonek do pojęcia działań.

Źródło: VA

Comments are closed.