
Anna Maria Siarkowska z Prawa i Sprawiedliwości jest oburzona koronawirusowymi wytycznymi, które wprowadziły szkoły na polecenie ministerstwa edukacji. Przez zbyt częstą dezynfekcję rąk, jej dziecko po zaledwie tygodniu stacjonarnej nauki ma ręce całe spuchnięte.
Według wytycznych dla szkół, przed każdymi zajęciami, każdą lekcją uczniowie mają obowiązek dezynfekować ręce. Płyn taki często jest na bazie alkoholu.
Skład chemiczny takich płynów do dezynfekcji powoduje negatywne skutki uboczne, szczególnie u dzieci. Mimo to w wielu szkołach płyny dezynfekujące się stosuje. Poseł PiS zamieściła w mediach społecznościowych zdjęcie rąk jej dziecka po zaledwie tygodniu uczęszczania do szkoły.
Siarkowska wściekła napisała na Twitterze: „Ręce mojej córki po tygodniu w szkole – efekt obowiązkowego dezynfekowania rąk przed każdą (!) lekcją. To istne szaleństwo. Czy naprawdę nie wystarczy, by dzieciaki myły ręce zwykłym mydłem?”
Odpowiedział jej minister edukacji, Dariusz Piontkowski: „Wielokrotnie mówiłem, że nie ma obowiązku nieustannej dezynfekcji rąk płynem na bazie alkoholu. Lekarze także wskazują, że wystarczy regularne mycie rąk mydłem”.
Najwyraźniej koronawirusowe działania i wytyczne są tak „dobrze” skoordynowane, że wielu dyrektorów placówek edukacyjnych nie ma o tym pojęcia. Minister przypomina, że wystarczy woda z mydłem. Skoro tak, to zastanawiające jest, dlaczego przed rozpoczęciem roku szkolnego Piontkowski prężył muskuły na konferencjach i chwalił się, że ministerstwo zapewnia placówkom płyny do dezynfekcji. Może wystarczyło zapewnić więcej mydła?
Ręce mojej córki po tygodniu w szkole – efekt obowiązkowego dezynfekowania rąk przed każdą (!) lekcją. To istne szaleństwo. Czy naprawdę nie wystarczy, by dzieciaki myły ręce zwykłym mydłem? @MEN_GOV_PL @D_Piontkowski @GIS_gov pic.twitter.com/YovhVdjKuB
— Anna Maria Siarkowska (@AnnaSiarkowska) September 8, 2020