Ciężko chory sądzony za posiadanie marihuany, którą się leczył. Może trafić na 2,5 roku za kraty

Cela, więzienie.
Zdj. ilustracyjne - więzienie. Foto: wikimedia
REKLAMA

We wtorek w sądzie okręgowym w Kielcach zaplanowana była rozprawa apelacyjna pana Darka dotycząca 2,5 roku więzienia za posiadanie znacznych ilości marihuany. Mężczyzna ma raka i od kilku lat jego terapia opiera się na stosowaniu marihuany leczniczej. Jeśli trafi za kraty będzie leczony tą samą substancją, za której posiadanie trafił do więzienia.

Dziesięć lat temu pan Darek doznał poważnego urazu głowy, którego konsekwencją było powstanie dwóch tętniaków mózgu. Dolegliwości były tak bolesne i uciążliwe, że uniemożliwiły choremu wykonywanie czynności zawodowych. W końcu mężczyzna sięgnął po leczniczą marihuanę. Terapia była na tyle skuteczna, że mógł powrócić do pracy jako mechanik, a jego zakład zaczął świetnie prosperować.

„Terapia konopiami była jednak w Polsce nielegalna, pacjent był na łasce dilerów, którzy często oferowali podejrzany susz o niskiej jakości. Zdesperowany mężczyzna postanowił skorzystać z szansy, która się pojawiła i kupić pokaźny zapas, traktowanego jak narkotyk, lekarstwa w okazyjnej cenie. Ta eskapada wiązała się z wyjazdem do innego miasta. Mężczyzna został jednak złapany przez policję i potraktowany jak diler, a nie pacjent” – podaje „Super Express”.

REKLAMA

Wysłany na przymusowy odwyk

– Oskarżono mnie i skazano za przewóz znacznych ilości substancji psychoaktywnych – powiedział pan Darek. – Te ilości pozwoliłyby mi kontynuować terapię przez kilka lat. Aby ograniczyć skutki torbieli szyszynki, muszę zażywać nawet kilkadziesiąt gramów medycznej marihuany w ciągu miesiąca – dodał.

Problemy mężczyzny z zażywaniem marihuany zaczęły się, kiedy leczenie nią w Polsce było jeszcze nielegalne. Został przez sąd rozpoznany jako uzależniony, a nie pacjent i wysłany na przymusowy odwyk. Tam był faszerowany psychotropami, ale kiedy terapeuta zapoznał się z jego historią jednoznacznie stwierdził, że ten nie jest uzależniony i powinien być poddany terapii marihuaną leczniczą. Wtedy trafił do specjalistycznej kliniki, a lekarz przepisał mu dostępny w aptece susz.

Bez terapii chory bardzo cierpi, ma omdlenia, złe samopoczucie i problemy psycho-ruchowe. Koniecznie chciał poprawić swój stan chociażby po to, żeby móc normalnie pracować jako mechanik. Niestety za nielegalne posiadanie suszu sąd skazał go 2,5 roku więzienia. Wedle wymiaru sprawiedliwości mężczyzna miał mieć zamiar rozprowadzać substancję.

Jedyny żywiciel rodziny

– Jestem jedynym żywicielem rodziny, mam 9-letniego syna. Jeśli trafię do więzienia, to co wtedy z nimi będzie? – pyta pan Dariusz. – Kara więzienia byłaby dla mnie prawdziwym dramatem. Liczę na to, że sąd weźmie pod uwagę moją sytuację rodzinną i fakt, że ja tak naprawdę leczę się tym samym, za co zostałem skazany – podkreślił pacjent.

Gram leczniczej marihuany – czyli tyle ile musi zażywać dziennie pan Dariusz – kosztuje w aptece minimum 50 zł, czasem jeszcze więcej. „Mimo to kielecka prokuratura nie zamierza spojrzeć na mężczyznę łaskawszym okiem. Jak udało nam się nieoficjalnie ustalić, prokuratura w Kielcach stoi na stanowisku, że dopóki marihuana będzie na liście substancji zakazanych, osoby zaopatrujące się gdzie indziej niż w aptece, będą traktowane niezwykle surowo, jak konsumenci jakiegokolwiek innego, szkodliwego narkotyku” – dowiedział się „SE”.

Państwo zabiera lek

Mec. Stelios Alewras, obrońca pana Dariusza mówi, że marihuana jest niezbędna do jego codziennej egzystencji. Lecząc się od kilku lat legalnie może ubiegać się o kontynuowanie terapii za murami więzienia. – Z perspektywy pacjenta medycznej marihuany, obecne poczynania państwa polskiego polegające na zaborze niezbędnego lekarstwa, pod fałszywym pretekstem zwalczania narkomanii, nie mogą budzić szacunku obywateli do wymiaru sprawiedliwości. Wręcz przeciwnie, tworzą fundamentalne poczucie krzywdy i niezrozumienia – zaznaczył mecenas.

Wtorkowa rozprawa została przełożona. Adwokat złożył wniosek o powołanie w charakterze biegłej dr Doroty Rogowskiej-Szadkowskiej, ekspertki w zakresie leczniczych właściwości konopi.

REKLAMA