Boss mafii pruszkowskiej rozkręcił biznes w więzieniu

Andrzej Z. ps. Słowik. fot. PAP
Andrzej Z. ps. Słowik. fot. PAP

Były boss „Pruszkowa” Słowik rozkręcił niemały biznes za kratami. Wszystkie dzięki pięknym adwokatkom, które owinęły sobie wokół palców klawiszy.

Koniec tygodnia nie był najlepszy dla Zbigniewa Ziobry i jego ludzi. Jednak to co wydarzyło się w nadzorowanej przez jego resort Służbie Więziennej brzmi jak scenariusz filmu Patryka Vegi.

„Wirtualna Polska” opisała zaskakujący biznes, który za przyzwoleniem klawiszy rozkręcił w Areszcie Śledczym Warszawa – Białołęka nikt inny, jak były boss „Pruszkowa” – Słowik.

Jak tego dokonał? Pomogły w tym trzy piękne adwokatki gangsterów, które skorumpowały blisko dwudziestu byłych podwładnych Patryka Jakiego.

Dzięki skorumpowaniu funkcjonariuszy Słowik i jego kumple mogli handlować w warszawskim areszcie, czym tylko chcieli.

– Skorumpowani oddziałowi, funkcjonariusze nadzorujący widzenia czy doprowadzający aresztowanych otrzymywali od przestępców regularne comiesięczne pensje w wysokości 1000 złotych. W zamian za to w areszcie kwitł regularny handel narkotykami, marihuaną i mefedronem – opisuje proceder odkryty przez prokuraturę red. Mariusz Gierszewski.

– Do osadzonych trafiały także telefony komórkowe, sterydy, strzykawki i igły do iniekcji sterydów, karty mikro SD, perfumy i alkohol – dodaje reporter WP.

Według śledczych z Prokuratury Okręgowej Warszawa – Praga w Warszawie zorganizowaną grupą przestępczą w areszcie kierowali: Andrzej Z., ps. Słowik, nieżyjący już Zbigniew C., ps. Daks czy gangsterzy mokotowscy Sebastian L., ps. Lepa i Artur N.

Natomiast na wolności działała kilkuosobowa grupa, która kupowała dla nich narkotyki i inne towary. Kurierkami i inkasentkami gangu były trzy piękne młode adwokatki: Olga J., Monika Ch. i Anna C.

Dzięki skorumpowaniu strażników mogły wnosić na teren aresztu narkotyki i inne towary, a później odbierać za nie pieniądze. Mało tego, od skorumpowanych funkcjonariuszy SW ludzie gangu otrzymywali informacje o planowanych kontrolach cel i dane innych funkcjonariuszy.

Te dane posłużyły im później do szantażowania i zastraszania pozostałych klawiszy. A wszystko to kwitło pod nosem Ziobry i Jakiego.

Biznes pod nosem Ziobry i Jakiego

Jak ustaliła prokuratura biznes kwitł bowiem od czerwca 2017 roku. Gangsterzy płacili gotówką lub rodziny osadzonych wpłacały pieniądze na rachunki bankowe prowadzone przez jedną z adwokatek.

Towary po areszcie roznosili funkcjonariusze SW współpracujący z osadzonymi, którzy pełnili różne funkcje: korytarzowych, fryzjerów, łaziennych.

Sprawa wyszła na jaw, bo kumpli sypać zaczął jeden ze skruszonych gangsterów. W ręce śledczych wpadły wkrótce grypsy opisujące handel narkotykami i nielegalnie posiadana przez gangsterów plomba aresztu śledczego.

Jak wskazuje Gierszewski adwokatki wpadły z przemytem już wcześniej. Raz – w grudniu 2019 roku wpadła Monika Ch., przy której znaleziono 3,5 grama marihuany. Z kolei Anna C. chciała w kwietniu 2020 roku wnieść na widzenie adwokackie suplementy diety i karty micro SD z zeskanowanymi dokumentami z akt jednego z postępowań Prokuratury Okręgowej.

Adwokatki i funkcjonariusze trafili na trzy miesiące do aresztu.

Źródło: WP

1 KOMENTARZ

Comments are closed.