
Dr Zbigniew Martyka, ordynator oddziału zakaźnego w Dąbrowie Tarnowskiej, w radiu RDN mówił o przepisach, które władza wprowadziła w szkole. Jego zdaniem zaleceń tych w praktyce nie da się zrealizować.
W sobotę odnotowano ponad 1000 przypadków zakażeń, co oznacza nowy dobowy rekord. Zdaniem przedstawicieli ministerstwa jednym z powodów wzrostu są między innymi powroty do szkół. O obostrzeniach panujących w szkole mówił w radiu RDN dr Martyka.
Szkodliwe maseczki
Ordynator oddziału zakaźnego krytykuje obowiązek noszenia maseczek w szkołach, który jest stosowany w części placówek. Zdaniem dr Martyka po pierwsze nie ma prawnej podstawy do zmuszenia uczniów i nauczycieli do ich noszenia, po drugie ich długotrwałe noszenie może być szkodliwe.
– Maseczki nie można nosić dłużej niż 15-20 minut. W momencie, kiedy jest zawilgocona staje się materiałem biologicznym skażonym, którego nie można ubrać kolejny raz – mówił dr Martyka.
– Po 15/20 minutach taka maseczka powinna być zdejmowana. Nie wolno jej ubrać powtórnie. I jeżeli zakładamy, że ona chroni przed wirusami, czyli zakładamy, że te wirusy są, to musimy ją traktować jako materiał biologiczny – skażony. Nie wolno jej tak po prostu wyrzucić – dodawał.
Wymiana maseczek nie jest oczywiście możliwa trzy razy w ciągu lekcji. Nie ma w większości szkół także specjalnych pojemników, do których dzieci mogłyby takie maseczki wyrzucać. Maseczki takie ostatecznie musiałyby zostać zutylizowane.
Dystans niemożliwy
Jego zdaniem szczególnie absurdalne są przepisy dotyczące zachowania dystansu społecznego, których po prostu nie da się wyegzekwować w szkole. – Równocześnie zaleca się dzieciom jak najczęściej myć ręce. Czyli zakładamy, że na każdej przerwie dzieci gremialnie ruszają do toalety żeby umyć ręce. Proszę sobie teraz wyobrazić wszystkie dzieci z klas idą do toalety gdzie są 2/3 umywalki. I brak jakiegokolwiek dystansu społecznego – komentuje dr Martyka.