Drenowanie kieszeni. Państwo czyha na Twój błąd. Nawet 42 tysiące złotych kary

tarcza antykryzysowa
Premier Mateusz Morawiecki i pieniądze. / foto: PAP

Prawo i Sprawiedliwość kontynuuje marsz ku odbieraniu pieniędzy obywatelom. Tym razem wprawdzie władza nie planuje nowego podatku, za to rozważa cofnięcie ulgi abolicyjnej. Niektórych może to sporo kosztować.

Jak wynika z wykazu prac legislacyjnych programowych Rady Ministrów, Ministerstwo Finansów przygotowuje projekt o zmianie ustawy o podatku dochodowym od osób fizycznych, ustawy o podatku dochodowym od osób prawnych, ustawy o zryczałtowanym podatku dochodowym od niektórych przychodów osiąganych przez osoby fizyczne oraz niektórych innych ustaw (projekt nr UD 126).

Projektowana ustawa zakłada likwidację ulgi, o której mowa w art. 27g ustawy PIT – tzw. ulgę abolicyjną. To fatalna wiadomość dla sporego grona polskich pracowników zatrudnionych za granicą.

Jak działa ulga abolicyjna?

Polacy zatrudnieni w zagranicznych firmach – np. w Norwegii, Wielkiej Brytanii, Australii, Katarze, Singapurze itd. – mają prawo do odliczenia od podatku dochodowego różnicę pomiędzy podatkiem wyliczonym przy zastosowaniu metody proporcjonalnego odliczenia a podatkiem wyliczonym przy zastosowaniu metody wyłączenia z progresją.

Innymi słowy – podatek dochodowy płacą w tym kraju, w którym zarabiają.

Władza uznała najwyraźniej, że Polacy pracujący zagranicą to całkiem „atrakcyjna” grupa podatników i teraz od nich spróbuje uszczknąć trochę grosza.

Skutki likwidacji ulgi abolicyjnej

Zniesienie ulgi abolicyjnej to oczywisty wzrost obciążeń podatkowych dla osób pracujących zagranicą, ale pozostających wciąż polskimi rezydentami podatkowymi (np. ze względu na rodzinę mieszkającą w Polsce). Bardzo upraszczając – osoby te będą musiały dopłacić różnicę między podatkiem płaconym zagranicą.

Jeszcze do 2018 roku Polacy pracujący zagranicą nie musieli składać w Polsce oświadczeń podatkowych – o ile zarabiali wyłącznie na obczyźnie. Od 2019 roku muszą jednak przesyłać do urzędu odpowiednie dokumenty. Jeśli tego nie zrobią czeka ich sroga kara – od 210 zł do 42 tys. zł lub 84 tys. zł na parę.

Przepisy obowiązujące od 2019 roku to oczywiście nic innego jak zwiększona kontrola Polaków. Państwo chce wiedzieć co, gdzie, jak, ile i kiedy rodak zarobił.

Teraz dodatkowo, jeśli urząd uzna, że zarabiający poza granicami kraju Polacy, tzw. „centrum życia” (inaczej rezydent podatkowy) mają w Polsce, to dodatkowo ściągną podatek. Jakie tego mogą być skutki? Na przykład takie, że osoba pracująca zagranicą zabierze ze sobą również rodzinę, by państwo się od niego odpieprzyło na raz na zawsze.

8 KOMENTARZE

  1. „Państwo chce wiedzieć co, gdzie, jak, ile i kiedy rodak zarobił”
    Ja sobie nie wyobrażam moralnego usprawiedliwienia, że sąsiad zza ściany, pracownik fiskusa, będzie wiedział, ile mam pieniędzy. Przecież to jest chore. Do tego się sprowadza tzw. „podatek dochodowy”, tzw. „PIT”.

  2. ZŁODZIEJE,JESZCE SIĘ NIE NAŻARLI????????????????????????
    NA CO TYM RAZEM KACZCE BRAKUJE????????????????????????????????
    NA ZŁOTY SRACZ???????????????????????????????????????????????????????
    A MOŻE KARMĘ DLA KACZEK,CIULE,CH…E,MENDY,ZDRAJCY,ANTY-POLACY,RABUSIE!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!

  3. Nie ma problem. Rzucę polskim paszportem w mordę pierwszemu urzędasowi który będzie rościł sobie jakieś prawa do moich pieniędzy zarobionych za granicą. Udało się sku******ą do tego doprowadzić że polski paszport jest dla mnie mniej warty niż papier toaletowy.

  4. „ZAGRANICĄ”???? Ludzie!!! Przynajmniej 5x powtórzony błąd ortograficzny!
    Gdzie (pracują)? Za granicą (kraju).
    Z kim (współpracujemy)? Z zagranicą.

    Pała dla autora artykułu!!! Szkoła podstawowa się kłania!!!

  5. Im chodzi o to aby pracowici i zaradni Polacy się wynieśli z Polski.
    Ja to zrozumiałem i przeniosłem się fizycznie do Czech. Mam niższe podatki i spokój.

Comments are closed.