
Dziś wierni w Kościołach w całej Polsce usłyszeli wolnościową ewangelię o pracownikach w winnicy. – Dzisiejsza przypowieść uczy respektowania umów oraz przypomina, że właściciel ma swobodę dysponowania swoją własnością – podkreśla ks. Jacek Gniadek.
Ewangelia Mt, 20, 1-16, czyli „Przypowieść o robotnikach w winnicy”, można interpretować zarówno jako świetny wykład ekonomii wolnego rynku, ale także traktat o tym, czym jest sprawiedliwość.
Przypowieść o robotnikach
Albowiem królestwo niebieskie podobne jest do gospodarza, który wyszedł wczesnym rankiem, aby nająć robotników do swej winnicy. Umówił się z robotnikami o denara za dzień i posłał ich do winnicy. Gdy wyszedł około godziny trzeciej, zobaczył innych, stojących na rynku bezczynnie, i rzekł do nich: „Idźcie i wy do mojej winnicy, a co będzie słuszne, dam wam”.
Oni poszli. Wyszedłszy ponownie około godziny szóstej i dziewiątej, tak samo uczynił. Gdy wyszedł około godziny jedenastej, spotkał innych stojących i zapytał ich: „Czemu tu stoicie cały dzień bezczynnie?”
Odpowiedzieli mu: „Bo nas nikt nie najął”. Rzekł im: „Idźcie i wy do winnicy!” A gdy nadszedł wieczór, rzekł właściciel winnicy do swego rządcy: „Zwołaj robotników i wypłać im należność, począwszy od ostatnich aż do pierwszych!” Przyszli najęci około jedenastej godziny i otrzymali po denarze.
Gdy więc przyszli pierwsi, myśleli, że więcej dostaną; lecz i oni otrzymali po denarze. Wziąwszy go, szemrali przeciw gospodarzowi, mówiąc: „Ci ostatni jedną godzinę pracowali, a zrównałeś ich z nami, którzyśmy znosili ciężar dnia i spiekoty”. Na to odrzekł jednemu z nich: „Przyjacielu, nie czynię ci krzywdy; czy nie o denara umówiłeś się ze mną? Weź, co twoje i odejdź! Chcę też i temu ostatniemu dać tak samo jak tobie. Czy mi nie wolno uczynić ze swoim, co chcę? Czy na to złym okiem patrzysz, że ja jestem dobry?” Tak ostatni będą pierwszymi, a pierwsi ostatnimi.
Sens przypowieści
Na początek należy poczynić uwagę, iż wynagrodzenie w wysokości jednego denara było bardzo dobrą stawką, która pozwalała pracownikowi na utrzymanie nie tylko siebie, ale i swej rodziny.
– Dzisiejsza przypowieść kwestionuje pojęcie ludzkiej sprawiedliwości, według której za taką samą pracę powinna przysługiwać taka sama zapłata, choć nie dotyczy ona bezpośrednio spraw społecznych lub ekonomicznych. Chodzi w niej o urzeczywistnienie królestwa Bożego, do którego wezwani są wszyscy ludzie wszystkich czasów – pisze na swej stronie jacekgniadek.com.
Sprawiedliwa płaca
– Sprawiedliwość nie polega na zapewnieniu wszystkim godnej egzystencji według historycznych kryteriów i w oparciu o sam fakt, że ktoś jest człowiekiem – pisze ks. Gniadek. I przypomina, iż według klasycznej definicji sprawiedliwość oznacza „na uznaniu drugiego jako osoby obdarzonej rozumem, odpowiedzialnej za swoje decyzje i zdolnej do realizacji planów”.
– Z tego powodu gospodarz podchodzi do każdego z pracowników indywidualnie. Z każdym zawiera oddzielną umowę o pracę w winnicy – podkreśla. Dodaje, iż powszechne mniemanie o równej płacy za równą płacę jest w tej przypowieści kompletnie odwrócone.
Ksiądz wskazuje, że „pracodawca patrzy na to, co pracownik wyprodukował i to jest dla niego podstawą do przyznania mu słusznego wynagrodzenia zgodnie z umową”. Dodaje także, że robotnicy protestujący przeciw wypłacie myśleli podobnie jak Karol Marks, a do ich niezadowolenia by nie doszło, gdyby uznali wyższość zawartych wcześniej umów, a nie porównywali się z innymi.
– Na czym polega więc sprawiedliwość gospodarza winnicy? Dzisiejsza przypowieść uczy respektowania umów oraz przypomina, że właściciel ma swobodę dysponowania swoją własnością – podkreśla ks. Gniadek.
Pełny tekst autorstwa ks. Jacka Gniadka do przeczytania pod TYM LINKIEM