PiS nie stać na taką odwagę i przenikliwość. Wiktor Orban zapowiada obronę szkół przed destrukcyjną lewicową i tęczową propagandą

Victor Orban / Fot. PAP/EPA
Victor Orban / Fot. PAP/EPA

Wiktor Orban w zdecydowany sposób wezwał do obrony dzieci przed tęczową propagandą. Szkoły muszą postawić tamę lewicowej indoktrynacji i ideologii gender!

„Magyar Nemzet” opublikował artykuł Wiktora Orbana. Premier Węgier wezwał do obrony tradycyjnych, chrześcijańskich wartości i przeciwstawienia się ofensywie lewicowej i tęczowej propagandy. Takim szczególnym miejscem, które obecnie trzeba chronić przed zalewem destrukcyjnej lewicowej ideologii uznał szkoły. Publikujemy obszerne fragmenty teksu Wiktora Orbana.

„Walka o duchową suwerenność i wolność intelektualną, którą rozpoczęliśmy lata temu stopniowo przynosi owoce. Bunt przeciwko politycznej poprawności, nakazom szalonej liberalnej doktryny płynie coraz szerszym nurtem. Coraz więcej ludzi wykazuje coraz większą odwagę, aby uwolnić się z pętających kajdan, duszących restrykcyjnych, jednomyślnych sposobów wypowiedzi, jedynej przyjętej koncepcji demokracji i jedynej akceptowanej interpretacji Europy i Zachodu. Sama próba ucieczki nie jest prosta, a ryzyko kary jest wysokie: wykluczenie z życia akademickiego, utrata pracy, stygmatyzacja, prześladowanie na uczelniach. Przykłady tego stają się prawie codziennością. Ale nawet jeśli uda nam się uciec od dobrze opłacanych patroli, krepujących nas liberalnych strażników , musimy nadal walczyć z głęboko zakorzenionymi odruchami zawsze mającej dobre intencje opinii publicznej.

Wyrafinowane argumenty donikąd nie prowadzą: jeśli chwali się nacjonalizm, Niemcy będą cierpieć na skurcze żołądka. Bunt przeciwko liberalnemu uciskowi intelektualnemu nie tylko się rozszerza, ale także pogłębia. Jest coraz więcej przekonujących esejów, dokładnych studiów i niezbędnych monografii. Już widzimy, że cesarz jest nagi – mimo, iż w brukselskiej bańce nie mają odwagi jeszcze tego przyznać. Doktryna, że ​​„demokracja może być tylko liberalna” – ten złoty cielec, ten monumentalny fetysz – została obalona. Teraz wystarczy tylko poczekać, aż opadnie kurz i nie tylko to poznamy, ale także zobaczymy.

Wydaje się, że konserwatywne i chadeckie partie i ruchy polityczne mogą wreszcie uciec ze śmiertelnego uścisku liberałów. Stwierdzenia takie jak to, że „nie ma czegoś takiego jak demokracja nieliberalna” są obecnie zapisywane w księdze politycznej głupoty. Konserwatywni myśliciele polityczni w końcu zdobyli się na odwagę i używają jasnej myśli, która przewyższa nawet elegancję matematycznego rozumowania, aby udowodnić, że liberalizm i konserwatyzm reprezentują dwa nie do pogodzenia stanowiska w teorii politycznej. Pokazują wady argumentacji tych, którzy chcą wciągnąć konserwatyzm do wielkiego namiotu liberalizmu. Mówiąc oględnie, błędy popełniają ci, którzy twierdzą, że rozdzielenie gałęzi władzy, swobód obywatelskich i politycznych, ochrona własności prywatnej i rządów w granicach – co oznacza rządy prawa – mogą być pomyślane tylko w granicach intelektualnych liberalizmu i mogą być realizowane jedynie poprzez liberalną demokrację.

Oczywiście znamy też Węgrów, którzy rozwiązali tę zagadkę, ale zdali sobie sprawę, o ile przyjemniej jest zbierać poklepywanie po plecach w Brukseli i przyjazne uśmiechy liberalnych salonach, niż kulić się jak czarna owca w domu w Budapeszcie. Lekko obrzydliwe uczucie w żołądku nie wydaje się tak wysoką ceną do zapłacenia. Ale dzisiaj klimatyzacja i wyposażenie salonów Europy Środkowej oraz elegancja ich gości – nie wspominając o kuchni – coraz bardziej rywalizują z tymi na Zachodzie. Wkrótce zacznie się wycofywanie – tak jak kiedyś z Moskwy.

Politycy, dziennikarze, a nawet uczeni są niefrasobliwi w używaniu zamiennie konserwatywnych i liberalnych pojęć i koncepcji. Zbyt długo – o wiele za długo, przez około dwie dekady – wydawało się, że nie ma nic złego w byciu niedokładnym intelektualnie, a nawet niedbałym; wydawało się, że nie może z tego wyniknąć żadna poważna krzywda. Taka była postawa zarówno anglosaskich konserwatystów, jak i europejskich chrześcijańskich demokratów. Teraz jednak sytuacja się zmieniła i sprawy przybrały poważny obrót. To, co wcześniej wydawało się drobnym błędem intelektualnym, złą pozycją, tolerowaną deformacją, teraz uniemożliwia jasność widzenia w ważnych sprawach. Przesłania fakt, że dziś liberalizm i liberałowie ponownie stanowią największe wyzwanie i sprzeciw wobec konserwatystów i chadeków. Podstawowe założenia chrześcijaństwa demokratycznego i liberalnego są sobie diametralnie sprzeczne. W swoich atakach liberałowie celują w to, co dla nas najważniejsze, kamienie węgielne ładu politycznego, jakiego pragniemy, wartości leżące u podstaw dziedzictwa konserwatywno-chrześcijańsko-demokratycznego – takie jak naród, rodzina i tradycja religijna.

Uznaje się, że jeśli tak będzie dalej, siły chrześcijańsko-konserwatywne będą pomagać w osłabianiu narodów, eliminowaniu tradycji religijnych oraz poniżaniu i kpieniu z rodziny. Tutaj, w Europie Środkowej, spostrzeżenie to wzrosło do poziomu polityki publicznej i państwowej. Tutaj zapaliła się czerwona lampka ostrzegawcza, włączyliśmy hamulec bezpieczeństwa i – przede wszystkim w Polsce i na Węgrzech – uruchomiliśmy dzwonki alarmowe. Tutaj wystarczyło siły, by wyciągnąć Europejską Partię Ludową (EPL) – europejską siedzibę polityczną chrześcijańskich demokratów i konserwatystów – z powrotem znad przepaści.

W Europie Środkowej jest jednak bunt przeciwko idei takiej perwersji – nie tylko ze względu na dobry gust, ale i zdrowy rozsądek. Różnice między liberalną a chrześcijańsko-demokratyczną teorią polityczną są ważne nie tylko na gruncie akademickim. Mają też poważne praktyczne konsekwencje polityczne.

Liberałowie uważają, że każdy kraj – w tym te, które nie są obecnie rządzone jako liberalne demokracje – muszą zostać zmuszone do zaakceptowania tej formy rządzenia. Z drugiej strony chadecy odrzucają tę formę polityki zagranicznej, ponieważ ich zdaniem społeczeństwa są trzymane razem i na różne sposoby utrzymują pokój i jak niedawno dowiodła arabska wiosna, liberalna demokracja może przynieść chaos i upadek oraz wyrządzić więcej szkody niż pożytku. Jest to jeden z powodów, dla których kibicujemy Donaldowi Trumpowi, ponieważ bardzo dobrze znamy politykę zagraniczną amerykańskich demokratycznych administracji, zbudowaną na moralnym imperializmie. Spróbowaliśmy tego – choć pod przymusem. Nie podobało nam się to i nie chcemy drugiej pomocy.

Nasze polityki różnią się również w kwestii, która w Brukseli jest elegancko nazywana pomocniczością. Zdaniem liberałów najlepiej scedować uprawnienia naszych rządów krajowych na organizacje międzynarodowe…Dlatego też, ilekroć jakakolwiek organizacja międzynarodowa otrzymuje nowe uprawnienia i uprawnienia oraz oczywiście zasoby i zdolności, liberałowie grzecznie biją brawo, ich oczy błyszczą, a ich serca biją szybciej.

Entuzjazm wśród chadeków jest jednak ograniczony: widzą oni, że takie organizacje są nieuchronnie skłonne do despotyzmu, który nazywają „rządami prawa”, ale który jest po prostu „regułą szantażu”. Chadecy są podatni na infiltrację przez sieci w stylu Sorosa i jeśli będą zmuszeni wybierać między obywatelami poszczególnych wspólnot narodowych a wielkimi działami globalnego kapitału, w końcu zawsze będą wybierać to drugie. Obywatele narodów europejskich szybko zorientowali się, że dzisiejsze instytucje europejskie nie służą im, ale interesom George’a Sorosa i jemu podobnych. Nie są gotowi przełknąć brukselskiej iluzji, że powodem, dla którego spekulant finansowy, który wzbogaca się poprzez rujnowanie innych, włóczy się po korytarzach Brukseli, jest bezinteresowna pomoc Europie.

Liberalna i konserwatywna polityka również ściera się – a nawet angażuje się w walkę na śmierć i życie – w kwestii migracji. Według obłąkanych liberałów nie ma powodu, aby bać się masowej imigracji, czy nawet zalewu imigracji i nie ma powodu, aby się tego obawiać, nawet jeśli tradycje narodowe i religijne nieproszonych gości są wyraźnie różne od naszych – lub wręcz przeciwne naszym. Mówi się nam, że terroryzm, przestępczość, antysemityzm i pojawienie się równoległych społeczeństw to tylko tymczasowe nieprawidłowości, a może bóle porodowe nowego, promiennego świata, który ma powstać. Ale obóz konserwatywno-chrześcijańsko-demokratyczny odrzuca taki nieprzewidywalny eksperyment na społeczeństwach i jednostkach, ponieważ uważają, że ryzyko chronicznych napięć międzykulturowych i przemocy jest niedopuszczalnie wysokie.

Istnieją również nie do pogodzenia różnice w polityce edukacyjnej. Według konserwatystów musimy skupić się na charakterystycznych tradycjach narodowych, a celem edukacji jest, aby nasze dzieci mogły stać się patriotami. Jednocześnie chadecy oczekują również, że szkoły wzmocnią tożsamość płciową, którą Stwórca nadał każdemu dziecku po urodzeniu: aby pomóc dziewczętom stać się pięknymi i godnymi podziwu kobietami i pomóc chłopcom stać się mężczyznami, którzy są w stanie zapewnić bezpieczeństwo i wsparcie dla swoich rodzin. Szkoły powinny chronić ideały i wartości rodziny oraz powinny trzymać nieletnich z dala od ideologii gender i tęczowej propagandy. Liberałowie postrzegają to w najlepszym przypadku jako średniowieczne zacofanie, a w najgorszym jako klerykalny faszyzm.

Centralnym elementem liberalnego, oświeceniowego projektu jest porzucenie chrześcijańskiej moralności i antropologii opartej na biblijnym rozumieniu osoby ludzkiej. Lewica uważa, że „warunkiem wystarczającym dla sprawiedliwego i moralnie ugruntowanego rządzenia jest ogólny, uniwersalny rozum i nie ma żadnej potrzeby absolutnych wartości objawionych przez Boga oraz tradycji religijnych i biblijnych, które z nich wyrosły.

Lewica chce zbudować mur dzielący kościół i rząd, a wpływ religii miałby zostać usunięty ze sfery publicznej.

Strategia polityczna liberałów polega na podzieleniu świata polityki na dwie części. Po jednej stronie są liberałowie, którzy są uczciwymi, dobrymi ludźmi i którzy akceptują, że wszyscy uczciwi, dobrzy ludzie muszą dojść do tych samych przekonań politycznych i wniosków na podstawie reguł rozumu; a po drugiej stronie są ci, którzy zboczyli z pola liberalizmu, ponieważ ich ignorancja lub pierwotna instynktowna nienawiść uniemożliwiają im posuwanie się naprzód z duchem czasu i historią, których oczywistym celem jest doprowadzenie nas do szczęścia liberalne wartości światowe, pokój na świecie i światowe zarządzanie. Dlatego z punktu widzenia zapętlonych liberałów jedną grupę tworzą: Trump i Johnson; Chrześcijanie stojący na fundamentach Nowego Testamentu, a Żydzi na fundamentach Starego Testamentu; wszelkiego rodzaju ajatollahowie; dyktatorzy wszystkich rang, komuniści i naziści i bez wątpienia my środkowoeuropejscy chrześcijańscy demokraci. Potwierdza to 90 procent zachodnich mediów.

Jednak my, chrześcijańscy demokraci, używamy własnego systemu intelektualnego do opisania wszechświata polityki. Z należytą skromnością można powiedzieć, że jest to bardziej inteligentne niż obecnie dominujące, ale ograniczone, liberalne przedstawienie świata, który rządzi organizacjami międzynarodowymi. Jedyną szansą dla chrześcijańskiej demokracji jest zaangażowanie się w otwartą walkę intelektualną i polityczną. Jeśli przestanie się oszukiwać i przestanie zachowywać się jak tępak, który nie widzi ani nie rozumie, co się dzieje.

W połowie pierwszej dekady nowego tysiąclecia 81% wszystkich inwestycji w światowej gospodarce pochodziło z Zachodu, a 18% ze Wschodu. Dziś, nieco ponad dekadę później, 58% wszystkich inwestycji pochodzi ze Wschodu, a 40% z Zachodu. Trudno pojąć tempo rozwoju technologicznego. Europa, która przewiduje konkurencję technologiczną opartą na ekonomii sfery cywilnej, jest tak daleko w tyle, że straciła z oczu Stany Zjednoczone i Chiny, które konkurują na gruncie ekonomii sfery militarnej.

Zaledwie dwadzieścia lat temu Unia Europejska ogłosiła, że ​​w ciągu dziesięciu lat euro będzie konkurować z dolarem w światowej gospodarce, stworzymy jednolity rynek od Lizbony po Władywostok, a Europa szturmem zajmie czołową pozycję w światowym wyścigu technologicznym. Takie były cele. Co się stało: dolar dogonił euro, używamy sankcji, aby odciąć się od rynku rosyjskiego i kupujemy ważne technologie od naszych konkurentów.

UE wyczuwała, że ​​sprawy nie idą w sposób i w kierunku, jaki sobie wyobrażała. W 2012 r. Dyrekcja Generalna ds. Badań i Innowacji Komisji Europejskiej zauważyła, że ​​w 2010 r. UE przyczyniła się do 29% całkowitej produkcji światowej i przewidywała, że ​​do 2050 r. Spadnie on do 15-17%. Dziś w 2020 roku to już się stało – a więc trzydzieści lat wcześniej niż przewidywano. Ta znakomita Dyrekcja Generalna przewidziała również, że problemy demograficzne skłonią Unię Europejską do wspierania zwiększonej migracji, zwłaszcza z Afryki Północnej i Bliskiego Wschodu. Wszystko to zostało napisane w 2012 roku!

Według innych szacunków do 2050 r. 20% ludności Europy – bez Rosji – będzie muzułmanami. Dziś wydaje się prawdopodobne, że do 2050 roku możemy spodziewać się większości muzułmańskiej populacji w głównych miastach zachodnich.

Nic dziwnego, że kraje Europy Środkowej wybrały inną przyszłość, wolną od imigracji. Nie jest też zaskakujące, że polityka V4 skupia się na poprawie konkurencyjności, nawet jeśli Bruksela chce iść w dokładnie odwrotnym kierunku: cele klimatyczne do granic absurdu, socjalna Europa, wspólny system podatkowy, wielokulturowe społeczeństwo.

Nic dziwnego, że to, co można było przewidzieć przy odrobinie zdrowego rozsądku, rzeczywiście się wydarzyło. Zachód stracił swoją atrakcyjność w oczach Europy Środkowej, a sposób w jaki organizujemy nasze życie, nie wydaje się Zachodowi zbyt pożądany. W nadchodzących latach musimy trzymać Europę razem, uznając, że wydaje się, że nie ma szans na zmianę tego historycznego trendu. Nie mogą narzucić nam swojej woli, a my nie jesteśmy w stanie zmienić ich obecnej ścieżki intelektualnej i politycznej. Nawet w tym impasie musimy znaleźć sposób na współpracę…Musimy pozostać na ścieżce porozumień i kompromisów i – bez względu na to, co mówi Parlament Europejski – musimy wdrożyć szerokie plany finansowe i budżetowe,

Wolność to zdolność do decydowania o sobie. Obecnie największym zagrożeniem dla narodowego samostanowienia jest sieć promująca globalne otwarte społeczeństwo i dążąca do zniesienia ram krajowych. Cele sieci w stylu George’a Sorosa, dysponującej nieograniczonymi zasobami finansowymi i ludzkimi, są jasne: stworzyć otwarte społeczeństwa o mieszanym pochodzeniu etnicznym poprzez przyspieszenie migracji, zlikwidować narodowy proces decyzyjny i przekazać go globalnej elicie.

Wobec tego, aby wzmocnić ramy narodowe, Europa na początku 2010 roku była świadkiem powstania narodowego ruchu oporu, w którym Węgry od samego początku były znaczącą siłą. Walka między światową elitą a narodowym ruchem oporu jeszcze się nie skończyła. Widać wyraźnie, że światowa elita nie godzi się na to, by polityka sprzeczna z jej interesami zakorzeniła się w Europie Środkowej.

Widzieliśmy, co wydarzyło się w polskich wyborach prezydenckich. Wiosną wydawało się, że polska lewica wciąż jest w ruinie, a ich odwieczne walki wewnętrzne nie dadzą kandydatowi szans na zwycięstwo. Ale tak się nie stało. W ciągu zaledwie kilku tygodni kandydat lewicy – z siecią Sorosa, brukselską elitą i międzynarodowymi mediami – zmusił stronę narodową do podjęcia dużego wysiłku. Ostatecznie Andrzej Duda pokonał swojego lewicowego rywala dopiero w bardzo zaciętej walce.

Nie oszukujmy się: globalna elita zastosuje taką samą strategię na Węgrzech w kampanii wyborczej 2022 roku”. 

3 KOMENTARZE

  1. Jeśli się postawi na jedynego konia i i taki będzie wybór , wtedy ok., ale może być też tak, że nasz koń nie wygra i możemy stracić wszystko!

  2. To jest wezwanie do Europy Środkowej, zwłaszcza do polskiego rządu, by wreszcie odważył się do walki przeciw liberalizmowi. Znamienne słowa- p. Kaczyński, p. Morawiecki- to do was: „Jeśli przestanie się oszukiwać i przestanie zachowywać się jak tępak, który nie widzi ani nie rozumie, co się dzieje.

Comments are closed.