W Tajlandii rzucono wyzwanie monarchii. Wielka manifestacja w Bangkoku

Krół Tajlandii Rama X Fot. Twitter

W Bangkoku odbyła się zakończyła się w niedzielę rano największa od zamachu stanu w 2017 roku akcja protestu. Kilkadziesiąt tysięcy jej uczestników domagało się ustąpienia rządu, nowej konstytucji, a nawet likwidacji monarchii.

Monarchię absolutną zniesiono w tym kraju w 1932 roku. Upamiętniała to tablica zawieszona na pałacu królewskim, która w 2017 roku, wkrótce po wstąpieniu Maha Vajiralongkorna (Rama X) na tron.… zniknęła. Teraz demonstranci postanowili zawiesić w tym miejscu nową tablicę „detronizującą” króla.

Formalnie w Tajlandii panuje demokracja, ale blisko związany z armią rząd jest zwolennikiem monarchii. W obecnym proteście wzięło udział kilkadziesiąt tysięcy głównie młodych ludz. Protest rozpoczął się w sobotę na terenie stołecznego Uniwersytetu Thammasat.

Po nocy spędzonej na publicznym skwerze Sanam Luang jego uczestnicy próbowali przybliżyć się do znajdującego się nieopodal pałacu królewskiego. Zostali jednak zablokowani przez policję, choć zarówno mundurowi, jak i uczestnicy marszu zachowywali się pokojowo.

Wśród postulatów przekazanych władzom jest m.in. ograniczenie konstytucyjnych uprawnień króla. W niedzielę o świcie protestujący umieścili w pobliżu pałacu królewskiego mosiężną tablicę upamiętniającą to wydarzenie.

„W tym miejscu ludzie wyrazili swoją wolę: ten kraj należy do narodu i nie jest własnością monarchy, wbrew błędnemu przekonaniu, w którym nas utrzymywano” – głosi napis. Plakieta przypomina ozdobną płytkę upamiętniającą koniec monarchii absolutnej w 1932 roku.

Rama X ciężko sobie na to zapracował

Panujący obecnie monarcha nie cieszy się szacunkiem, w przeciwieństwie do swojego zmarłego w 2016 roku ojca Bhumibola Adulyadeja. Po objęciu tronu Rama X przejął bezpośrednią kontrolę nad częścią wojska i zawartością pałacowego skarbca o wartości dziesiątków miliardów dolarów. Większość czasu spędza w… Bawarii, w Niemczech.

Światowe media wielokrotnie obiegały jego wakacyjne zdjęcia jeszcze jako księcia, z kolejnymi partnerkami. Vajiralongkorn przyciągnął uwagę przyznaniem swojemu pudlowi stopnia marszałka lotnictwa i zabieraniem psa ubranego w mundur na dyplomatyczne rauty. Celebryctwo i życie playboya podkopały zaufanie do przyszłego króla.

Jednak krytyka króla jest na mocy tajlandzkiego prawa nielegalna. Tymczasem kolejne protesty studenci zapowiedzieli na 24 września i 14 października, a ruch ten staje się coraz bardziej masowy. Protesty z 20 września ocenia się jako wyzwanie dla tajskiej monarchii. „Naród należy do nas wszystkich” – powiedział Parit Chiwarak, jeden z przywódców protestu.

Protesty zaczęy się na początku lata. Ich uczestnicy domagają się od króla nieingerowania w sprawy polityczne, uchylenia prawa o zakazie krytyki Króla i nacjonalizacji jego majątku. Krytykę władzy spotęgowała tu także pandemia koronawirusa.

Źródło: PAP/ AFP

2 KOMENTARZE

  1. Ciekawe, kto sponsoruje te protesty?
    Tak sobie myślę, że wielki kapitał w ten sposób będzie rozgrywał Tajów.
    U nas robią to 6-cio kolorowymi.

Comments are closed.