Morskie farmy wiatraków zagrożeniem dla… środowiska. W dodatku zero sensu ekonomicznego

Duńska elektrownia wiatrowa na morzu, w cieśninie Sund/fot. Kim Hansen/Richard Bartz, CC BY-SA 3.0, Wikimedia Commons
Fot. Wikimedia Commons

„Zielona energia” nie jest wcale tak zielona i nieszkodliwa jak to przedstawiają. Droga, mało wydajna, okazuje się też czasami zagrożeniem dla środowiska. Przykład z Francji.

W zatoce Saint-Brieuc w Bretanii powstaje wielka inwestycja farmy wiatrowej firmy -Ailes Marines. Projekt ma wielu przeciwników, ale jego realizacja trwa w najlepsze. Przeciwnicy inwestycji obawiają się zwłaszcza o przyszłość dna morskiego.

Farma wiatrowa w zatoce Saint-Brieuc w Bretanii ma zostać oddana do użytku w 2023 roku. Budowa planowana jest na 2021 rok, ale rozpoczęły się już wiercenia dna morskiego. Staną tu w sumie 62 gigantyczne turbiny wiatrowe o wysokości 207 metrów. Zostaną zbudowane 16 kilometrów od półwyspu Fréhel na obszarze 75 km2.

Instalacją wiatraków-gigantów zajmuje się hiszpańska firma Iberdrol, specjalizującą się w produkcji, dystrybucji i sprzedaży energii elektrycznej i gazu ziemnego. Dyrektor firmy, Jonathan Cole mówi o „tysiącach stałych miejsc pracy”, które zostaną tu utworzone. Łącznie ma to być praca dla 2000 ludzi.

Farma ma produkować energię odnawialną dla 835 000 odbiorców, czyli dać około 40% energii na potrzeby regionu Bretanii. Energia elektryczna wyprodukowana przez Ailes Marines będzie sprzedawana po 155 euro za MWh.

I tu zaczynają się schody. Normalna cena MWh to około 50 euro. Będzie to więc najdroższa energia w całej Europie! Koszty inwestycji Iberdrolu to 2,4 mld euro. Firma otrzyma pomoc z budżetu państwa w wysokości 4,7 mld euro w ciągu 20 lat. Do tej sumy dodaje się 300 mln euro na przyłącza do sieci przesyłu energii elektrycznej (RTE) i 50 mln euro na zwolnienie z podatku gruntowego.

Inwestycję obciążą też koszty ograniczenia żeglugi morskiej i różnych odszkodowań. Ze wszystkich francuskich projektów wiatrowych Saint-Brieuc jest tym, który otrzymuje największą pomoc państwa przy dość ograniczonej produkcji. Farma jest dwukrotnie droższa, niż podobna inwestycja w Dunkierce i będzie produkować mniej energii elektrycznej (1,75 TWh w Saint-Brieux i 2,3 TWh w Dunkierce).

Drogo i ze szkodą dla… środowiska

W dodatku turbiny wiatrowe stanowią zagrożenie dla zatoki. Zatoka Saint-Brieuc jest unikalna przyrodniczo i praktycznie wszystko jest tu chronione, zarówno na morzu, jak i na lądzie. To tereny objęte programem Natura 2000. Według prezesa stowarzyszenia Gardez les Caps Katherine Poujol, pierwszy obszar chroniony znajduje się zaledwie 450 metrów od farmy wiatrowej. Ponadto w zatoce znajduje się największy ornitologiczny rezerwat przyrody w Bretanii. Prawdopodobnie wpłynie to też na różnorodność biologiczną tych wód.

W miejscu zaplanowanym pod konstrukcje występują uskoki dna bogate w koralowce i unikalną faunę i florę. Zagrożone są kolonie delfinów, a ta zatoka ma największą populację delfinów butlonosych w Europie (od 450 do 500 sztuk), nie wspominając już o morświnach.

Od czasu pierwszego odwiertu, delfiny uciekały na przybrzeżne plaże. Z obszaru odwiertów wyniosły się też homary. Zatoka dostarczała dotąd obfitych połowów przegrzebków i właśnie homarów. Zatoka Saint-Brieuc jest największym sklasyfikowanym złożem przegrzebków europejskich.

Zieloni jakoś dziwnie nie protestują. Tymczasem mocno na wyrost okazują się i inne obietnice dobroczynnych skutków farm wiatraków. Firma Iberdrola mówi o 2000 miejsc pracy, ale rzeczywistość wygląda inaczej. W Brest miały powstać dwa zakłady związane z farmą. Będzie jedna montownia i 250 miejsc pracy dla osób niewykwalifikowanych.

Na samej farmie zamiast anonsowanych 150 miejsc pracy, będzie tylko 40. Tak naprawdę wystarczyłoby zaś do obsługi farmy 25 osób. do zarządzania 100 turbinami wiatrowymi, które w rzeczywistości wymagają tylko 25.

W sumie niewiele nowych miejsc pracy, zniszczenie różnorodności i bogactwa morskiego, problemy dla rybaków i najdroższa energia w Europie. Macron za to dalej bawi się w energie odnawialne… Niestety, moda dotarła i do nas.

Źródło: Valeurs Actuelles

6 KOMENTARZE

  1. A ktoś rozsądny nie ekooszołom-dałn kiedykolwiek podejrzewał że tzw. zielona energia ma sens ekonomiczny ???
    Ma sens – gdy z podatków dopłaca się 2/3 kosztów budowy i potem dotuje produkcję /czy np zapewnia buforowanie/ – jak u naszych eko-prosumentów co dumnie pozakładali sobie na dachach panele fotowoltaiczne…

    • Jeśli zieloną energią nazywasz ten obłęd ekozachodni, to masz rację.
      Ale jeśli po prostu wykorzystanie zasobów wody, wiatru i słońca, to nie do końca, tylko po prostu trzeba liczyć koszty i profity, w zależności od zastanych warunków.
      Czarna beczka wystawiona w ciepłej porze roku na słońce ma duży sens. Np. w Nepalu – dzięki jakiejś tam akcji – powszechnym jest uzyskiwanie w ten sposób wrzątku. A także w Europie dziś dość powszechne są tzw. pompy ciepła.

Comments are closed.