
Od ponad roku albańskie rodziny imigrantów nielegalnie zasiedlają nieruchomości w Valence, w departamencie Drôme. Prefektura umywa ręce, merostwo jest bezsilne. Mieszkańcy panikują.
Sprawa rozpoczęła się ponad rok temu, kiedy sześć albańskich rodzin wyłamało drzwi nieużywanego kościoła Basses Crozettes w Valence. Diecezja zgodziła się na ich pobyt przez sześć miesięcy, do czasu sprzedaży nieczynnego kościoła.
Od tamtej pory grupa 25 nielegalnych imigrantów z Albanii, w której jest około piętnaście dzieci, wędruje sobie z jednego punktu do drugiego. Wspomagają ich „aktywiści humanitarni”, ale na mieszkańców i właścicieli pustostanów padł blady strach.
Ostatnio , z pomocą niejakiego Dominique’a Malvauda, który przedstawia się jako wolontariusz stowarzyszenia „Pas enfants dans la rue” (bez dzieci na ulicy), Albańczycy osiedlili się w opuszczonej willi przy rue Louis Ageron, w dzielnicy z Châteauvert.
Na nieszczęście dla dzikich lokatorów, ich obecność została bardzo szybko zauważona przez mieszkańców. Okazało się, że „aktywista” Malvaud umieścił pięć albańskich rodzin w willi bez zgody właściciela, twierdząc. Policji wyjaśniał, że działa pod egidą… diecezji.
W rzeczywistości „aktywista” jest działaczem skrajnie lewackiej Nowej Partii Antykapitalistycznej i z Kościołem nie ma nic wspólnego. Niedawno jego stowarzyszenie skierowało petycję do prefektury Drôme, w której wzywano do „uregulowania sytuacji wszystkich migrantów z powodu pandemii koronawirusa”.
Mieszkańcy dzielnicy są tym razem zdeterminowani, aby jak najszybciej położyć kres okupacji domu. Squaty Albańczyków to miejsca hałaśliwe, a do tego ich mieszkańcy balansują na krawędzi prawa. Sąsiedzi zastanawiają się np. skąd mają prąd i wodę oraz środki na utrzymanie?
Niektórzy wystąpili o azyl i mają zasiłki, ale to mniejszość. Pomimo licznych petycji, spotkań w merostwie i skarg wysłanych do prefektury, mieszkańcy Châteauvert nie otrzymali żadnej pomocy od władz publicznych. „Jesteśmy świadomi problemów, ale bezradni” – stwierdza merostwo. Albańczycy osiedlili się przecież na terenie prywatnym.
Podobnie tłumaczy się prefektura. Tymczasem procedura cywilna wyrzucenia dzikich lokatorów nie jest prosta i może potrwać. Tym bardziej, że „skłotersi” mogą liczyć na prawną pomoc lewaków i wydłużanie procedur. Dlatego sobie spokojnie biwakują…
Posted by Dominique Malvaud on Monday, June 8, 2015
Źródło: Valeurs