W odmętach lewackiej durnoty i szaleństwa. Jak kojoty przemycają dzieci do Ameryki

Tak działaczka Demokratów wyobraża sobie przemyt dzieci przez kojoty z Meksyku do USA. Zdjęcie: Twitter/ Veteran for Trump
Tak działaczka Demokratów wyobraża sobie przemyt dzieci przez kojoty z Meksyku do USA. Zdjęcie: Twitter/ Veteran for Trump
Czarny tydzień w sklep-niezalezna.pl
Czarny tydzień w sklep-niezalezna.pl

Prawdziwym hitem Internetu stają się komentarze lewaków do debaty prezydenckiej pomiędzy Donaldem Trumpem i Bidenem. Najwięcej „zachwytów” wywołały wpisy dotyczące nielegalnej imigracji.

Jednym z tematów ostatniej debaty prezydenckiej pomiędzy Donaldem Trumpem, a Joe Bidenem była kwestia nielegalnej imigracji do Stanów Zjednoczonych. Trump przypomniał m.in., że to administracja Obamy i Bidena budowała „klatki” w których trzymano dzieci złapane na nielegalnym przekraczaniu granicy.

Zdjęcia dzieci w klatkach posłużyły do atakowania Trumpa. Do czasu kiedy okazało się, że cele i pomieszczenia zbudowano w 2014 roku, a więc kiedy Biden był wiceprezydentem.

Trump mówił też o zbudowaniu już 400 mil muru na granicy z Meksykiem i powstrzymaniu nielegalnej imigracji i przemytu narkotyków, broni oraz ludzi. Szczególnie ta ostatnia kwestia wywołała prawdziwe szaleństwo wśród lewaków. Trump mówił m.in o tzw. kojotach.

Tak określa się m.in przemytników ludzi, albo tych, którzy traktują dzieci jako „tarcze” do nielegalnego przekroczenia granicy. Jako „opiekunowie nieletnich” mogą liczyć na łagodne traktowanie.

Komentatorzy CNN mówili o okrutnym procederze rozdzielania dzieci od rodziców, czy opiekunów. W studiu telewizyjnym odbył się prawdziwy spektakl płaczu i oburzenia na okrucieństwo wobec dzieci.

Tymczasem w większość przypadków chodziło o zatrzymanie przez służby amerykańskie zwykłych przestępców. Dokładnie tak samo wszędzie na świecie oddziela się dziecko od rodzica, który popełnił przestępstwo. Nikomu nie przychodzi do głowy, by wsadzać do wiezienia dziecko razem z ojcem, czy matką złodziejami.

Prawdziwy popit błyskotliwości dała jednak niejaka Dar’shun Kendrick, członek Izby Reprezentantów stanu Georgia i wielka aktywistka Bidena. Ta zrozumiała określenie „kojoty” dosłownie i wszczęła wielką dyskusję na temat kłamstw Trumpa. Według niej bowiem kojoty są za małe, by tak przemycać/nosić dzieci przez granice. Trump więc na pewno kłamał mówią o tych kojotach.

Szybko objawił sie tez gwiazdor młodzieżówki Demokratów – David Hogg. To taki odpowiednik Michała Moskala z młodzieżówki PiS. Podobny stopień zaangażowania, wiedzy i inteligencji. Otóż Hogg wszczął awanturę na temat tego dlaczego Trump określa przemytników mianem ‚kojotów”, a nie jakichś innych zwierząt. Uznał, że to rasistowskie.

Kojot to tak naprawdę mały, preriowy wilk, a sama nazwa „kojot” wywodzi się z języka Indian zamieszkujących tereny pomiędzy Meksykiem a USA. Sami Meksykanie ‚kojotami” nazywają też tych, którzy za pieniądze zajmują się przemycaniem ludzi do USA. Młodzieżowiec Demokratów uznał jednak, że do nazywania przemytników powinna służyć jakaś amerykańska nazwa jakiegoś zwierzęcia, a nie meksykańska.