Ambasador Francji w Sztokholmie uznał swój kraj za… islamski

Francuskie MSZ na Que d'Orsay. Foto: Wikipedia
Francuskie MSZ na Que d'Orsay. Foto: Wikipedia

Najważniejszym walorem dyplomaty jest język. Tymczasem francuski ambasador w wywiadzie dla szwedzkiej telewizji nie tylko języka w gębie zapomniał, ale kiedy go już użył, to stwierdził, że Francja jest krajem… islamu.

Dyplomata Etienne de Gonneville był pytany w Szwecji o napięcie pomiędzy Francją a krajami muzułmańskimi po zamachu na nauczyciela i zapowiedzianej przez rząd walce w „separatyzmem islamskim”. Odpowiadanie na pytania szło mu opornie.

Kiedy już wydusił z siebie konkret, okazywało się np., że „że muzułmanów należy słuchać”. Gość programu na szwedzkim kanale SVT, w końcu na pytanie – czy istnieje ryzyko, że sytuacja przerodzi się w konflikt między Francją a światem muzułmańskim? – odpowiedział, że nie, bo „Francja jest krajem muzułmańskim, a islam jest drugą religią kraju. Mamy we Francji od 4 do 8 milionów muzułmanów” – dodał, zresztą trochę zaniżając te liczby.

Dalej było jeszcze trudniej. Ambasador dorzucił, że „pierwszymi, których chcę słuchać, są muzułmanie we Francji”. Dziennikarz zapytał – „co oni mówią?”. Na to pytanie ambasador już nie umiał odpowiedzieć.

Zaplątał się za to w wywody o tym, że islam to „zróżnicowana” religia, a tylko „propaganda Al-Kaidy zmusza muzułmanów do popełniania aktów terrorystycznych”. Dziennikarz Anders Holmberg zwrócił uwagę, że nawet umiarkowani muzułmanie czują się urażeni.

Wtedy dyplomata odpowiedział, że to „to złożone i moralnie niejednoznaczne pytanie.” Później dorzucił jeszcze, że ​​islam jest „różnorodną” religią, a islamiści to tylko „niewielka mniejszość”.

Zamieszanie z islamem

Jak widać w walce z „separatyzmem islamistycznym” kłopot ma nie tylko rząd, a zagubieni są dyplomaci. Postępy islamu były przez lata chronione przez lewicę w imię walki z tzw. islamofobią.

Po zamordowaniu pedagoga w Conflans Saint-Honorine władza doszła do wniosku, że pozwoliła już na zbyt dużo i termin „islamofobii” z katalogu lewicowej „myślo-zbrodni” wycofano.

Co z tego, kiedy pozostało zjawisko tzw. „islamogoszyzmu” i lewica się w temacie pogubiła, a nawet pokłóciła. Z kolei zapowiedziany przez rząd plan działań w krajach islamskich uznano za stygmatyzację islamu.

Prezydent Turcji wysyłał Macrona do psychiatry, a wielu innych przywódców też kierowało swoje pretensje za popieranie karykatur Mahometa. Ogłoszono nawet bojkot francuskiego importu. Dodatkowy skutek uboczny to zagubienie się dyplomaty w Szwecji.

Face au boycott musulman des produits français, le Medef appelle à “résister au chantage”

Źródło: Valeurs Actuelles

Comments are closed.