Zwolennicy Donalda Trumpa protestują przeciwko oszustwom wyborczym. Zdjęcie: EPA/CRISTOBAL HERRERA-ULASHKEVICH Dostawca: PAP/EPA.
Zwolennicy Donalda Trumpa protestują przeciwko oszustwom wyborczym. Zdjęcie: EPA/CRISTOBAL HERRERA-ULASHKEVICH Dostawca: PAP/EPA.
REKLAMA

Co najmniej 21 tysięcy zmarłych znalazło się na listach wyborców w Pensylwanii. Bliski współpracownik Trumpa pokazał na konkretnym przykładzie jak „głosują” ci, którzy nie żyją.

Z całych Stanów Zjednoczonych płynie tysiące doniesień o nieprawidłowościach, czy wręcz oszustwach wyborczych.

Donald Trump nie uznał swej przegranej, a jego sztab i prawnicy zbierają dowody przygotowując się do batalii wyborczej.

REKLAMA

Wiadomo już, że co najmniej 21 tysięcy osób zmarłych było nadal w Pensywlanii zrejestrowanych jako wyborcy.

Na konferencji prasowej Corey Lewandowski, bliski współpracownik Donalda Trumpa na konkretnym przykładzie pokazał jak wygląda „głosowanie” przez nieżyjących.

– Pozwólcie, że podam wam jeden konkretny przykład, nie anegdotyczny, ale konkretny przykład tego, co uważamy za uzasadnione oszustwo wyborcze w stanie Pensylwania – powiedział Lewandowski i pokazał nekrolog pewnej Denise Ondick z Hrabstwa Allegheny w Pensylwanii, która zmarła 22 października 2020.

Ondick złożyła przed śmiercią wniosek o głosowanie pod swoją nieobecność. Chodzi o przypadek, kiedy nie można udać się do lokalu wyborczego i głos oddaje się korespondencyjnie.

I tak wniosek o pakiet wyborczy wpłynął do komisji 23 października, czyli dzień po śmierci. 24 października pakiet wysłano pocztą do nieżyjącej już od 2 dni kobiety. Jak się dalej okazało, 2 listopada w komisji wyborczej odnotowano otrzymanie pakietu z jej głosami, chociaż kobieta była martwa od 10 dni.

Dane o tym że Denise Ondick głosowała są dostępne na oficjalnej stronie wyborczej stanu Pensylwania. Nie ma też wątpliwości co do dat śmierci i przesyłania przez pocztę korespondencji wyborczej Denise Ondick i tego kiedy została dostarczona do komisji.

Corey Lewandowski mówi, że nie jest to sytuacja hipotetyczna, iż mogło dojść do oszustwa, ale konkretne udowodnione oszustwo.

Ktoś wypełnił formularze wyborcze za zmarłą Ondick i przesłał je, czy dostarczył w jakiś sposób komisji wyborczej 10 dni po jej śmierci. Jak mówi takich dowodów jest znacznie więcej i zostaną one przedstawione w sądzie.

Pozew do sądu złożyła organizacja Public Interest Legal Foundation (PILF). Twierdzi, że na listach zarejestrowanych wyborców w Pensylwanii jest co najmniej 21 tysięcy osób, które nie żyją. Na ich adresy mogły być wysłane pakiety wyborcze.

W pozwie stwierdzono, że listy zarejestrowanych w Pensylwanii są niezgodne z prawem federalnym. To, że ponad 21 tysięcy zmarłych jest wciąż na listach wyborców to pewne. Pozostaje otwarta kwestia tego czy ktoś za nie głosował, tak jak stało się to w przypadku Denise Ondick

W piątek sąd nakazał też oddzielanie w Pensylwanii tych głosów, które napłynęły już po wyborczym wtorku. To może sugerować, że weryfikowane będzie to czy głosy zostały oddane we właściwym terminie.

Były prokurator i były burmistrz Nowego Jorku Rudy Giuliani, który jest szefem jednego z zespołów prawników Donalda twierdzi, że w Pensylwanii zakwestionowanych może być aż 600 tysięcy głosów.

REKLAMA